<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wróbel, Autor w serwisie Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/author/admin8176/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/author/admin8176/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Thu, 14 Nov 2019 14:47:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Wróbel, Autor w serwisie Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/author/admin8176/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Wróciliście do Polski?!</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Nov 2019 14:47:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2682</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#8222;Wróciliście do Polski?! Dlaczego?&#8221; &#8211; to chyba najczęstsza reakcja jaka się nam ostatnio trafia. W 2015 wyjechaliśmy w świat. Norwegia, Tajlandia, Australia i tylko od czasu do czasu wizyta w domu. Wracaliśmy na miesiąc czy dwa i nasi znajomi i rodzina się przyzwyczaiła do tego, że jakieś 15 minut od przyjazdu zaczynamy planować już następny wyjazd. Nie będę kłamał, że tym razem tak nie było. W połowie maja byliśmy o krok od wyjazdu z powrotem do Norwegii. Cały czas wisiała w powietrzu propozycja powrotu do Australii, ale siedliśmy i wspólnie postanowiliśmy, że teraz jest czas, żeby dać szanse Polsce. Znaleźć interesującą, choć nie tak dobrze płatną jak za granicą pracę. Zaakceptować 7 stopni w maju, ale też cieszyć się z tego, że dzień kończy się o 21, a nie o 18. Ale Wy tak na stałe?! Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym pytaniem. Generalnie uważa się, że są trzy stany podróżnika: w domu, w podróży, przeprowadzony za granicę. Jednak przez ostatni rok rozmawiając z ludźmi spotkanymi w Indonezji, Australii czy na Filipinach zauważyliśmy, że jest jeszcze jedna opcja: trochę tu, trochę tam. Nie mówię, że w tym roku, może nawet nie w przyszłym, ale pewnie tak to się skończy w naszym przypadku. Kochamy Azję. I nawet w Australii okropnie za nią tęskniliśmy. Pewnie, że chciałbym tam mieszkać. Z drugiej strony brakuje nam ciekawych projektów w Azji, brakuje nam rodziny i czasem, nie ukrywajmy porządnego, polskiego, pieroga ruskiego. Z ostatnich paru lat przeprowadzek wynieśliśmy bardzo dużo lekcji. Nauczyliśmy się dostosowywać do totalnie zmieniającego się otoczenia, nauczyliśmy się poznawać ludzi. Wiemy, że w każdej chwili dzielą nas dwa dni od bycia gotowymi do przeprowadzki na pół roku. Jesteśmy pewniejsi naszych umiejętności. Bo nie ukrywam, że takie podróżowanie jakie my wybraliśmy (podróże+praca) zrzuca na Ciebie doświadczenie w workach po cemencie. Ale chyba najważniejsze czego się nauczyliśmy to, to że możemy polegać na sobie nawzajem i, że mamy wspólne marzenia. Dlatego w sumie nie ma znaczenia czy postanowimy, że nagle jutro chcemy wyjechać na Filipiny. Czy zostaniemy w Polsce, żeby się przekonać czy to dla nas. Na długo wróciliście do Polski? Jest poważnie: wynajęte 40m2 i stabilna praca. No i pogoda w listopadzie, której opis zawsze wywołuje u naszych Azjatyckich czy Autralijskich znajomych grymas zmartwienia. Ale pewnie nie wytrzymamy długo siedząc w jednym miejscu. Zdajemy sobie sprawę, że w naszym wypadku to raczej kwestia czasu zanim znów ruszymy. Może tym razem Ameryka środkowa, a może jednak powrót do Azji? Póki co nie wiadomo, ale jak tylko zaplanujemy coś to damy Wam znać 🙂</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/">Wróciliście do Polski?!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2682</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyspa Moreton- Queensland</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 13 Nov 2019 15:02:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Praktyczny poradnik]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2665</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyspa Moreton to miejsce, z którego zwiedzeniem czekaliśmy aż do końca naszego pobytu w Queensland. Czy tak długo wyczekiwane dobre warunki pogodowe spełniły nasze oczekiwania? W końcu zbliżała się jesień! Czy malownicze wraki obrośnięte rafą koralową to faktycznie uczta dla oczu, czy kolejna atrakcja z cyklu „Bond island” na Phuket? Właściwie co to za wyspa ta Moreton? Jest to trzecia największa wyspa piaskowa na świecie zlokalizowana zaledwie 40km na północny wschód od Brisbane. Ponadto jest jedną z dziewiczych wysp w stanie Queensland i Nowej Południowej Walii. Wyspę o długości 38km, aż w 95% pokrywa Park narodowy. Wyspa Moreton jest znana również pod nazwą MULGUMPIN, używaną przez plemię Quandamooka*. Jak się dostać na wyspę? Promy, promy i jeszcze raz promy. Codziennie o 7:00, 8:30, 10:00 i 11:00 ( godziny w zależności od przewoźnika) promy wypływają z okolic Howard Smith Drive prosto na Tangalooma, czyli plażę, która słynie z zatopionych wraków przy jej brzegu. Czas podróży to ok. 75 min, a cena za tą przyjemność zaczyna się od ok. $57/ os w obie strony. My skorzystaliśmy z promów z firmy MICAT, na tej stronie możecie kupić bilety -&#62; Moreton Island Ferry Booking Co wyspa Moreton ma do zaoferowania? W internecie, o samej wyspie i jej walorach turystycznych jest niewiele informacji. A przynajmniej niewiele praktycznych. Pierwszą i najbardziej znaną atrakcją wyspy są wraki (Tangalooma wrecks). Jest to atrakcja, do której grzechem byłoby NIE popłynąć. 15 wraków, ułożonych w linie, które Australijczycy przycumowali ponad 50 lat temu 30 m. od brzegu wyspy. Tutaj spokojnie wystarczy się zaopatrzyć w maskę do nurkowania, aby podziwiać zardzewiałe statki, w których żyją kolorowe ryby. Jest również opcja wypożyczenia kajaków i opłynięcie wszystkich wraków dookoła. Kolejną aktrakcją wyspy jest Cape Moreton. Zaledwie 30 min. Spacerem od plazy (1,3km) znajduje się jedyna na wyspie latarnia morska, skąd można podziwiać zachody słońca. Jak dla mnie nie jest to najlepsza atrakcja na świecie, ale dla kogoś, kto liczy na fajne foty z wyspy, to będzie TO! Dla tych, którzy nie chcą spędzić całego dnia na plazy mogę polecić spacer na PUSTYNIE! dokładnie tak, ok. 1h spaceru od TANGALOOMA WRECKS znajduje się pustynia z białym piaskiem- miejsce robi wrażenie, szczególnie jak się wychodzi z australijskiego lasu na łachę piachu. 😉 Na wyspie znajdują się 2 piaskowe góry (BIG SANDHILL I LITTLE SANDHILL &#8211; tu Australiczycy się nie popisali z pomysłowością nazwową nie?), miejsce to przypomina stok narciarski, ale bez śniegu. Organizowane są zjazdy na plandekach, snowboardach i pontonach! Niestety żeby się tam dostać trzeba mieć swoje auto- koniecznie 4&#215;4 albo wykupić wycieczkę będąc już na miejscu. Zwierzęta na Moreton Island Tutaj poza atrakcjami jak plaże czy piaskowe góry, możemy podziwiać zwierzęta jakie w Polsce są tylko w zoo. M.in. co wieczór pod Tangalooma Resort podpływają delfiny (one wiedzą, ze tam na pewno ktoś będzie łowił ryby i je dokarmi). Jest to tez idealne miejsce do obserwowania żółwi! Między lipcem, a listopadem można obserwować przepływające wieloryby. My sobie wmawiamy, ze widzieliśmy jednego- ale mamy na to marne dowody. To chyba tyle z mojej strony o atrakcjach wyspy. Niemniej, jak kiedykolwiek będę miała okazje jeszcze raz tam popłynąć, to na pewno to zrobię. Jest to idealne miejsce , gdzie można odpocząć od miasta, ba cywilizacji! Brak sklepów, straganów, prądu i pitnej wody sprawia, ze można poczuć się jak na wakacyjnym biwaku (ale trzeba też pamiętać, żeby przed wyprawą się zaopatrzyć we wszystkie potrzebne rzeczy). Jeżeli zdecydowalibyście się na nocleg w tym magicznym miejscu, to tutaj znajdziecie listę campingów -> Lista dostępnych campingów w Queensland. Na wszystkich dostępnych campingach są prysznice i toalety, ale to tyle. Cała reszta we własnym zakresie. Jeżeli jednak takie odcięcie od cywilizacji Was przeraża, to nie będziecie zadowoleni z noclegu w takim miejscu 🙁 *aborygeni zamieszkujący północno- wschodnie wybrzeże Australii, którzy posługują się dialektem Durubalic- w żadnym stopniu nie przypomina to angielskiego:) Dodatkowe informacje o wyspie Moreton: Jeżeli decydujecie się na kupno samych biletów na wyspę, to na odwrocie biletu przeczytacie kilka niezbędnych informacji. M.in dowiecie się żeby zabrać ze sobą odpowiednią ilość jedzenia i picia, bo na wyspie w okolicy nie ma sklepów. Ze względu na złe warunki pogodowe, mogą (i czasem tak faktycznie się dzieje) zostać odwołane promy wycieczkowe. Latanie dronem ze względu na wiatr jest trochę utrudnione. W naszym przypadku wiało tylko 20km/h co jest lekkim wiatrem w tym miejscu. Ale średnio wieje 36km/h Pływając wokół wraków można łatwo się skaleczyć o metalową konstrukcje. Dlatego tez, warto zaopatrzyć się w apteczkę- pisze o tym,bo nam się to przydarzyło, a niestety zabrakło nam wody utlenionej i plastrów. KONNNIIEEECC</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/">Wyspa Moreton- Queensland</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2665</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Ceny na Phuket</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Mar 2019 12:19:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Praktyczny poradnik]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2651</guid>

					<description><![CDATA[<p>W 2016/17 spędziliśmy na Tajskiej wyspie kilka miesięcy i stwierdziliśmy, że znamy ceny na Phuket na tyle, że możemy się z Wami tą wiedzą podzielić. Warto też wspomnieć na starcie, że kwoty o których tu mowa prawdopodobnie nie przekładają się na resztę kraju, bo Phuket słynie z tego, że jest odrobinę droższe niż reszta Tajlandii. Zacznijmy od tajskiej waluty czyli Bath’a (THB). jego wartość w przybliżeniu to 10THB= 1,2 zł. Płatność kartą w tym kraju nie jest tak popularna jak w Polsce, co więcej przy każdej wypłacie gotówki miałam naliczana prowizję ok. 150-300 THB w zależności od bankomatu. Jakiś pomysł jak przeskoczyć dodatkowe opłaty? Ja postanowiłam wybierać jak najwięcej gotówki z bankomatu na raz, a czasami po prosu wymieniałam inne waluty w kantorze. Jak macie inne pomysły, to chętnie ich wysłucham! Tak czy inaczej bez gotówki w Tajlandii może być ciężko. Wracamy do głównego tematu: Hotele/ motele/ hostele/ resorty na Phuket Jeżeli planujecie odwiedzić Phuket w szczycie sezonu (koniec listopada- luty), to koszt pokoju dla 2 osób powinien wynieść między 40-110 zł. Dlaczego taki duży przedział? Przede wszystkim, tak jak wspomniałam mówimy tutaj o szczycie sezonu. Po za tym przy wyborze pokoju warto zwrócić uwagę, gdzie znajduje się obiekt. Odległość od plaży/ lotniska/ centrum, oraz czy ma klimatyzacje czy tylko wiatrak (a to jest istotne), czy może śniadanie w cenie. Po za tym w tej części świata nie każdy hotel ma ciepłą wodę. Nie jest to większy problem przy panującej na Phuket temperaturze, jednak dla wielu osób zimny prysznic rano jest totalnym przeciwieństwem dobrze rozpoczętego dnia. Z dodatkowych rzeczy, które mnie interesowały przy wyborze hotelu, było istotne, to czy obiekt miał swoją wypożyczalnię skuterów- wielokrotnie zdarzyło nam się, że ceny za skuter w hotelach były niższe niż w wypożyczalniach. Dlatego cena hotelu zależy od wielu czynników. Możecie znaleźć pokój dwuosobowy w „przeżywalnym” standardzie za 36zł/noc, albo świetny hotel z basenem i śniadaniem za 80zł/noc. Jedzenie i picie na Phuket Tajlandia słynie z eksplozji smaków i tak się szczęśliwie składa, że można spróbować większości nie wydając fortuny. Większość turystów boi się spróbować street food głównie ze względów sanitarnych. Nie oszukujmy się, to jedzenie nie jest myte przefiltrowaną wodą, ale mimo wszystko polecam. Miejscami, na których możecie spróbować prawdziwego Tajskiego jedzenia, są food i night markety. Tam ceny zaczynają się od 20THB za np. Cha Yen, czyli mrożoną czarną herbatę ze skondensowanym mlekiem- brzmi dziwnie, ale jest przepyszne! Za tą samą cenę możecie dostać rożek wypełniony ziemniaczanymi pączkami. Wielkościowo podobne do piłeczek Ping-pongowych. Pewnie znajdziecie wiele innych przysmaków w tej cenie, ale pączkom po prostu nie mogłam się oprzeć. Za to za ok. 30-60 THB możecie kupić sobie bardzo dużo różnych smakowitości. Pierwszym polecanym przeze mnie wyborem byłby owocowy shake! Przy panujących tam temperaturach, zdecydowanie polecam picie takich napojów, zamiast samej wody. Uśmiechnięte panie przygotowują je na miejscu, ze świeżych owoców, oczywiście dodając odrobinę skondensowanego mleka albo mleka kokosowego. Również w tym przedziale cenowym dostaniecie szaszłyki, zaczynając od wersji vege z tofu, po szaszłyka z krewetkami, kalmarami czy krokodylem! Dla bardziej odważnych, poza jedzeniem z patyka dostępne są również larwy czy szarańcze. Wydając równowartość ok. 10zł na takim targu dostaniecie pełny obiad. Standardowy Pad thai, czy tradycyjny tajski rosół z makaronem ryżowym powinien kosztować nie więcej niż 65 THB. Ceny w restauracjach oczywiście różnią się od tych na markecie, ale jak by sobie policzyliśmy to na 2 osoby za obiad wydawaliśmy ok. 30 zł. No i cena alkoholu! Cena alkoholu mocno zależy od tego w jak bardzo imprezowej części się znajdujesz. Przykładowo standardowo duże piwo w butelce w 7eleven wynosi ok. 60 THB. W barze ok. 90. Za to drinki ok. 120-200thb. No chyba, że wylądujecie na Phi Phi Island ,to tam możecie kupić morderczego drinka w wiaderku za 200thb. Tajski masaż Tajlandia na całym świecie słynie z masażu i zupełnie się nie dziwię. Wspomnę tutaj tylko o tradycyjnej wersji bez atrakcji. Praktycznie co krok znajdziecie miejsce z tajskim masażem. Czasami napotkacie salony gdzie, są masowane tylko stopy, albo jest tylko masaż przy użyciu małych rybek, które skubią naskórek. Tego akurat nie próbowaliśmy, bo ani to nie wydaje nam się etyczne ani specjalnie higieniczne. Zdecydowanie polecam wybranie się na tradycyjną wersję masażu. Nie wyobrażałam sobie, że masaż może tak wyglądać! Za pierwszym razem miałam wrażenie, że zapłaciłam za pobicie, bo wyglądało to tak, że mała Tajka ok. 140cm wzrostu i jakiś 35 kg żywej masy skakała po mnie, wyginając mi kończyny w miejscach, w których- jestem tego pewna- wyginać się nie powinny. Efekt był taki, że następnego dnia, ku mojemu zdziwieniu czułam się niesamowicie zrelaksowana. Kolejnym razem miałam wrażenie, że masażu udziela mi spasiony kot, ale wie gdzie trzeba ugniatać i w sumie to było przyjemne. Bez sarkazmu- polecam, taka przyjemność kosztowała nas od 150 THB do 300 THB za godzinę. Skutery na Phuket Skuter w Tajlandii jest najszybszym i najłatwiejszym środkiem transportu. Przy panującym tam chaosie na drogach, na początku ciężko będzie się odnaleźć Europejczykowi w takich warunkach. Trzeba pamiętać o jednej zasadzie- trzymaj się lewej strony jezdni :). Jeżeli ktoś na Ciebie trąbi, to zapewne w celu czysto informacyjnym. Informacja brzmi: jadę ziomeczku! Koszt wynajmu skutera za dzień to ok. 15-25zł. Wycieczki z Phuket Wyjazd do Tajlandii nie obejdzie się bez dodatkowej wycieczki. Stoiska turystyczne (nie można tego nazwać biurem) oferują szeroki wachlarz usług. Zaczynając od kupna biletów na autobusy czy promy, po wycieczki jednodniowe, a niekiedy kilku dniowe z noclegiem. My kilkukrotnie skorzystaliśmy z takich ofert, zazwyczaj wtedy gdy nie byliśmy w stanie sami dotrzeć do danej atrakcji. Ceny bardzo mocno zależą od sezonu i od tego dla ilu osób wykupujemy wyjazd. Im więcej osób tym cena niższa. Przykładowo, my wykupiliśmy wycieczkę typu Island hopping. Odwiedziliśmy 4 malutkie wyspy, dookoła których była piękna rafa. Jako, że podwodny świat zawsze mnie fascynował, to wycieczkę uważam za udaną, a koszt takiej przyjemności wynosił ok. 70zł /os z lunchem i obiadem w cenie- jednak trzeba wziąć pod uwagę, że na tego typu atrakcje wybieraliśmy się zawsze w niskim sezonie. Trafiliśmy również na takie zorganizowane wyjazdy, których chyba jednak bym nie poleciła. Jednym z nich był wypad na Bond Island- pięknie wystające skały z wody i dzikie tłumy. To chyba na tyle z rzeczy, które w dość ogólny sposób chciałam wam nakreślić jeśli chodzi o koszty w naszym azjatyckim raju. Mam nadzieje, że chociaż cześć informacji jest przydatna. Piszcie, pytajcie jak chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej w tym temacie! Tu możecie zobaczyć co zrobić na Phuket. Cheers</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/">Ceny na Phuket</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2651</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 03 Mar 2019 08:19:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Filmowanie]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2638</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pod jednym z filmów o Tajlandii na naszym YouTubowym kanale, ktoś zostawił komentarz z pytaniem o wybór odpowiedniego drona do podróży i czy mógłbym rozwinąć temat: sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży. Pomyślałem, że to świetny pretekst do zarzucenia Was wiedzą, którą zbierałem przez ostatnie lata, a której mniej geekowi znajomi nie mają już siły słuchać. Zapraszam! Małe ogłoszenie na start: Jak pewnie wiecie, niezależnie czy to aparat, czy dron, czy nawet mikrofon, nie ma sprzętu idealnego do wszystkiego. Dlatego niezależnie od tego, co będziecie wybierać prawdopodobnie trzeba będzie poświecić coś, kosztem czegoś. Moim kluczem od zawsze było to, żeby wybierać taki sprzęt, żeby wszystkie najważniejsze rzeczy zmieściły się do bagażu podręcznego, ale również, żeby zmaksymalizować jakość materiału, który mogę z tego sprzętu wyciągnąć. Dlatego drona kupiłem dopiero, gdy wyszedł Mavic Pro. Dzięki specyficznej budowie można go złożyć i wraz z trzema bateriami pozwalającymi na latanie przez godzinę wrzucić do małej torby. Obecnie można kupić Mavic’a 2 (pro i zoom) oraz Mavic’a Air. To wszystko świetne drony i osobiście jeśli teraz miałbym wybierać pewnie poszedłbym w jeden z tych wyżej wymienionych. Jeśli chodzi generalnie o wybór sprzętu do filmowania waszych podróży: Myślę, że minimalnie potrzebujecie aparatu, statywu i mikrofonu. I o ile to pierwsze jest raczej logiczne, to na Youtube roi się od ciągle trzęsących się filmów, na których nie jesteście w stanie usłyszeć co autor mówi. No dobra, ale jakie rzeczy wybrać? Aparat Wejściowym sprzętem jest aparat typu point&#38;shoot czyli np. Sony rx100 albo Panasonic lx100. Warto zwrócić uwagę przy ich wyborze na jasność obiektywu, bo przy tego typu aparacie nie macie opcji wymiany szkła później. Dużą zaletą tego typu aparatów jest ich rozmiar, no i ostatnio zdecydowanie stosunek: jakość materiału/waga. Nie przeraźcie się tylko ceną. Jeżeli chcecie pójść o półkę wyżej warto poszukać czegoś z wymiennymi obiektywami i wejściem na mikrofon. Dobrym dodatkiem jest także stabilizacja matrycy. Tu warte polecenia są np. Panasonic G7 (bez stabilizacji), Panasonic G80, Olympus OM-D E-M10 Mark III albo Sony a6300. Polecałbym też brać powyższe aparaty z obiektywem NIE kitowym. Zobaczycie gigantyczną różnicę, jeśli zamiast standardowego obiektywu XXX 3.5-5.6, weźmiecie (w przypadku Panasa) 12-35mm 2.8. Warto dołożyć do dobrego szkła. Jeśli chodzi o aparat z najwyższej półki to pewnie już i tak wiecie co chcecie. Ja sam stanąłem przed takim wyborem w zeszłym roku i zdecydowałem się na Panasonica GH5. Absolutnie uwielbiam ten aparat i uważam, że jego zalety przebijają wady. Warto też wspomnieć o świetnie przyjętym Fujifilm X-T3 i Sony A7 III. Co byście nie wybrali w kategorii 8000 zł + to pewnie nie będziecie zawiedzeni. Ze względu na to, że jednak moją specjalizacją jest wideo nie mam nic do powiedzenia o lustrzankach od Nikona i Cannona. Pamiętajcie też, że oprócz puszki istotnym, jeśli nie istotniejszym, wyborem są szkła, czyli obiektywy. Warto na start zainwestować chociaż w jedno szybkie (znaczy &#8222;jasne&#8221;), porządne szkło. Zazwyczaj każdy system ma do wyboru jakiś odpowiednik cenowo rozsądnej 50tki. Na przykład dla M43 (Olympus/Panasonic) był by to PANASONIC Lumix G 25mm F1.7. Statyw Bardzo dużo osób poleca coś małego i lekkiego np. Gorilla pod. Sam używam trochę cięższego, ale równie małego Cambofoto m225, którego kupiłem na Aliexpress ze dwa lata temu. Kupiłem go myśląc, że dostanę chińskiej jakości zamiennik do normalnego małego statywu. Nie mógłbym się bardziej mylić. Ten statyw to czołg. Jedno, że go nie zniszczyłem (chociaż nie wiem jak udało mu się przeżyć niektóre rzeczy, które z nim robiłem), ale też jego waga pozwala na ustawienie go przy dość dużym wietrze i zrobieni przyzwoitych timelapsów. Nadaje się też do vlogowania, chociaż w połączeniu z GH5 i Sigmą 16mm waży tyle, co przeciętny noworodek, więc ciężko go utrzymać w ręce przez dłuższy czas. Jeśli chodzi o większe statywy, to warto zainwestować w rozsądnych rozmiarów statyw (nie mikro jak ten powyżej) jeżeli: Planujecie nagrywać samych siebie stojąc w jednym miejscu. Będziecie strzelać dużo fot krajobrazowych. Będziecie robić foty nocą, lub takie o długim czasie naświetlania (rozmazane fale uderzające o brzeg etc.). Można wtedy rozważyć coś takiego jak Manfrotto Element Traveller. Statyw tak jak i obiektywy to dobra inwestycja. Może się wydawać droga na starcie, ale jeśli weźmiecie pod uwagę, że jeden statyw przeżyje pewnie 5 aparatów, to nagle ten koszt nie wydaje się taki zły. Mikrofon/Audio Jeżeli macie wejście na mikrofon w aparacie i planujecie nagrywać jakiekolwiek filmy, to moim zdaniem mikrofon powinien być na Waszej liście na pierwszym miejscu. Najtańsze rozwiązanie to mikrofon typu shotgun montowany na górze aparatu. Najpopularniejszymi są zdecydowanie RODE VideoMicro i RODE VideoMic GO. Inny sposób to nagrywanie dźwięku osobno mikrofonem krawatowym (np. Rode SmartLav+) podłączonym do rejestratora (np. ZOOM H-1) lub nawet prosto na Wasz telefon. Drugie rozwiązanie szczególnie polecam jeśli kręcicie filmy: statycznie stojąc lub siedząc w pewnej odległości od kamery. Pierwsze świetnie nadaje się na start lub, gdy Wasze filmy to głównie vlogi (wtedy z założenia jesteście blisko aparatu). Dobra to chyba tyle jeśli chodzi o podstawowy sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży który polecam. Jeżeli chcecie usłyszeć więcej np. o filtrach ND, gimbalach, przydatnych aplikacjach etc. to dajcie znać. Dodam jeszcze, że z powyżej wymienionym sprzętem (GH5+ 4 obiektywy, mikrofony, rekorder, Mavic Pro, statyw etc.) w bagażu podręcznym przeszedłem już w ostatnich dwóch latach, przez lotniska w Tajlandii, Chinach, Filipinach, Australii, Indonezji, Malezji, Singapurze, Wietnamie, Kambodży, Turcji, Hongkongu, Włoszech, Norwegii i Polsce i ani razu nie miałem problemu. Owszem w Chinach i Wietnamie rozebrali drona do części pierwszych, sprawdzając pojemność akumulatorów, ale ostatecznie puścili mnie wolno. To tyle na dziś. Zajrzyjcie jeszcze do naszego poradnika filmowego. Miłego filmowania lub focenia i do usłyszenia następnym razem. PS. sporo linków w tym tekście prowadzi do Notopstryk.pl. Nie dlatego, że to tekst sponsorowany, ale dlatego, że ja większość sprzętu kupowałem u nich i mam do nich zaufanie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/">Sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2638</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Szukanie pracy w Australii</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Feb 2019 06:52:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2619</guid>

					<description><![CDATA[<p>Znalezienie pracy w Australii wymaga iście anielskiej cierpliwości. Było nam na tyle ciężko coś znaleźć, szczególnie w branży foto/video, że się zbiesiłem i założyłem jednoosobową działalność gospodarczą. Dodając to do faktu, że zostały mi pełne 32 korony na norweskim rachunku, wychodzi że jestem teraz &#8222;międzynarodowym biznesmenem z oszczędnościami za granicą&#8221;. Następna w kolejce jest książka o tym jak dobrze i bogato żyć za 5$ dziennie. Trzymajcie kapelusze. A tak na poważnie to pierwsze 3 miesiące w Brisbane ssały jak polonez zimą. Rozsyłałem CV, chodziłem na spotkania, dzwoniłem i przebić się nie dało przez dziesiątki Australijczyków, którzy pokonywali mnie faktem posiadania obywatelstwa. Dopiero po jakimś czasie udało mi się poznać parę osób dzięki którym realizuję przez ostatnie 2 tygodnie zlecenie za zleceniem. I to chyba najbardziej kocham w tej robocie. W ostatnim miesiącu filmowałem na torze wyścigowym ze środka Ferrari 458, zrobiłem krótkometrażowy psychodeliczny film fabularny, teledysk dla girlsbandu, promo dla nowo budujących się bloków, making of dla pilota serialu telewizyjnego, zdjęcia na weselu, 8 filmów dla agencji migracyjnej i jedną animację. Żeby była jasność: kokosów z tego nie ma, ale robienie tych wszystkich rzeczy uświadomiło mi jak bardzo lubię ten biznes. No, ale przejdźmy do konkretów. Przylatujecie do Australii i szukacie pracy, chcielibyście parę rad na start? Oto one: 1. Nie bądź ciołem, leć do dużego miasta. Zrobiliśmy parę błędów w naszej przeprowadzce do Australii, ale ten był jednym z największych. Przelecieliśmy do Cairns, bo dostałem informację od jedynych dwóch firm, które robią tam wideo, że może były by zainteresowane współpracą. Ostatecznie nie były. Przylecenie do małego miasta sprawia, że na starcie masz pod górkę. Ciężej znaleźć samochód, który nie jest złomem. Polonia jest mniejsza, więc jeśli chcesz poznać rodaków to masz na to mniejsze szanse, jest mniej ofert pracy etc. etc. Przylot do małego miasta podnosi poziom trudności o co najmniej dwa jeśli chodzi o rozpoczęcie przygody z Australią. 2. Znaj portale Twoje, codziennego sprawdzania warte. Niby roboty w XXI w. powinno się szukać przez internet, więc wymienię tutaj wszystkie portale, które warto znać jeśli chodzi o szukanie pracy w Australii: Indeed (paskudnie zaprojektowany, ale są ogłoszenia, średnia ilość odpowiedzi). Seek (ładniejszy kuzyn Indeed&#8217;a, podobna ilość ofert, ale w większości raczej na wypasione stanowiska, jeśli jesteś na W&#38;H to zapomnij). Gumtree (wszystko od samochodów, przez dziwne ogłoszenia o pracę, aż do części do taczek, sporo dziwnych ofert, warto przesiewać, ale parę zleceń mi stamtąd wpadło). Airtasker (portal do zlecania sobie nawzajem małych robót. Można coś znaleźć na start, albo nawet znaleźć zlecenie prowadzące do większej współpracy. Warto, chociaż procent jaki pobierają od zarobków jest skandaliczny). Strony agencji rekrutacyjnych (MLKA, Barcats etc.). Napisałem na starcie, że NIBY roboty powinno się szukać w internecie, bo szczerze nie poznałem nikogo kto dostał pracę z pierwszych dwóch portali. Większość ludzi z którymi rozmawiałem dostało robotę korzystając z pomocy agencji lub agenta (jeśli są bardzo mocno wyspecjalizowani), lub po prostu roznosząc CV po restauracjach, sklepach, budowach i hotelach. Można też wrzucić na Gumtree swoje ogłoszenie, i to przyniosło nam chyba więcej rozmów rekrutacyjnych niż zgłaszanie się na to co już tam wisiało. 3. Wizę swoją zrozum i na jej ograniczenia przystań. Jakieś 90% z Was będzie prawdopodobnie na wizie studenckiej, albo Work &#38; Holiday 462. Wizy te mają pewne ograniczenia. Na pierwszej można pracować określoną ilość godzin tygodniowo, a drugą większość Australijczyków traktuje jako &#8222;backpacker visa&#8221;. Oznacza to w skrócie, że jeśli nie macie największego farta w życiu, a Wasza profesja nie jest tutaj traktowana jak bycie bohaterem na pełny etat (pielęgniarka, kucharz, górnik), to każda &#8222;poważna&#8221; firma będzie zlewała Wasze aplikacje. Jesteście backpackerem i oni nie wiedzą, czy zaraz nie uciekniecie do domu. Zatrudnianie Was na pełny etat do poważnego zadania nie ma sensu. Z drugiej strony jeśli szukacie zatrudnienia w branży turystycznej, lub marzycie o tym, żeby pracować w barze na Outbacku to prawdopodobnie znajdziecie pracę. Pamiętajcie tylko o zrobieniu RSA (pozwolenia na wydawanie alkoholu). Z własnego doświadczenia powiem, że próbowałem walczyć z tym stereotypem i poległem sromotnie. W ostatnich 9 miesiącach byłem na parudziesięciu rozmowach o pracę i w trzech firmach dotarłem do ostatniego, najwyższego etapu i wszystkie 3 firmy zrezygnowały z zatrudnienia mnie ze względu na moją wizę. 4. Facebook Twoim przyjacielem. Tym razem. Polecam dodanie się do wszystkich możliwych grup fejsbukowych związanych z pracą w Twoim regionie. Często pojawiają się tam ogłoszenia, które nie pojawiają się nigdzie indziej i łatwiej też na nie zareagować. Nie muszę wspominać, że jeśli konto biznesmena z Indii wrzuca info o &#8222;niesamowitej okazji&#8221; to nie ma sensu pytać się o szczegóły prawda? I to chyba tyle jeśli chodzi o szukanie pracy w Australii. Wydaje mi się, że tak jak na całym świecie: większość pracy warto znaleźć przez znajomości. Wybrać się na parę spotkań np. Polonii, albo Couchsurfingowych, porozmawiać z ludźmi i popytać. Jeżeli potrzebujecie czegoś na start to moim zdaniem wydrukowanie CV i chodzenie po restauracjach, pubach, sklepach i hotelach to najszybszy sposób na znalezienie zatrudnienia. Uprzedzę tylko, że nie jest to proste i wymaga dużego samozaparcia i silnej woli. Ale tak już wygląda szukanie pracy w Australii. Niemniej trzymam kciuki!A i jak macie ochotę to tu opisujemy naszą przygodę podczas pracy na Outbacku.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/">Szukanie pracy w Australii</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2619</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Fotografia w podróży &#8211; jak robić lepsze zdjęcia?</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 17 Feb 2019 05:23:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2384</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fotografia w podróży to mega ważny temat. Fajnie jest zwiedzać coraz to nowe miejsca, ale jeszcze lepiej jest jak możecie przywieźć z tych wojaży niesamowitą pamiątkę w postaci dobrych fot. Dlatego właśnie powstał ten wpis i film: dla początkujących, którzy nie bardzo wiedzą jak się odnaleźć w gąszczu informacji. Zacznijmy od tego, że mała reklama, właśnie odpalam nowy kanał na YT i pierwszy wrzucony przeze mnie film jest o fotografii w podróży.Tu link: I fakt, że podsyłam Wam link do YouTuba nie jest bez znaczenia. Właśnie tam znalazłem większość informacji które spowodowały, że moje zdjęcia zaczęły być coraz lepsze. Mam parę książek o fotografii, ale żadnej takiej, którą mógłbym wskazać palcem i powiedzieć: o ta, ta Wam pomoże. Większość jest, albo bardzo techniczna, albo autor zaczyna opowiadać o tym jak poznał żonę, która jest jego muzą i trzeba przebrnąć przez 30 stron bełkotu, żeby dotrzeć do konkretów. Inaczej z YouTube&#8217;m. Można zawsze zrezygnować, przeskoczyć w inne miejsce etc. Bardzo dużo dobrych materiałów jest po angielsku, ale po Polsku też coś się znajdzie. Do wszystkich kanałów linki na dole wpisu. W filmie też o tym mówiłem, ale moim zdaniem najlepsza technika rozwijania zdolności fotograficznych wygląda następująco: Opanowujesz podstawy: ISO, migawka, przysłona. Jak kadrować, jak korzystać ze światła i trybów półautomatycznych w aparacie (A, S, P). Podstawy obróbki w LightRoomie, CaptureOne, albo Darktable (ten ostatni jest darmowy). Wybierasz sobie jakąś technikę, która Cię fascynuje (zdjęcia nocne, makro, długa ekspozycja), oglądasz na Youtube 3 filmy na dany temat, robiąc notatki i wychodzisz robić zdjęcia. Wracasz, obrabiasz, podsumowujesz co się nie udało,generalnie powrót do punktu 2. I to już. Fotografia podróżnicza jest jak totalnie wszystko: żeby stać się w tym dobrym trzeba powtarzać pewne czynności 1000 razy, za każdym razem robiąc to troszkę lepiej. To tylko i aż tyle. Przydatne kanały na YT, które warto obserwować: Po Polsku: Jakub Kazimierczyk (wizjoner Olympusa, ma parę fajnych materiałów na YT) Kanał FotoBłysk Po Angielsku: DPReview (Sprzęt, recenzje, nowości) James Popsys (Absolutnie mój numer 1 ostatnio, świetny fotograf, ambasador Panasonica i człowiek o dziwacznym poczuciu humoru) Jamie Windsor (piękne filmy i głębokie rozkminy na temat fotografii) Mango Street (szybkie tutoriale fotograficzne i dot. LR) The Art of Photography Alyn Wallace Andy Mumford Apalapse Nigel Danson Evan Ranft To chyba tyle. Jeśli macie jakieś ciekawe strony/kanały, które poruszają temat jakim jest fotografia w podróży to podrzućcie w komentarzach.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/">Fotografia w podróży &#8211; jak robić lepsze zdjęcia?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2384</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Praca na Australijskim Outbacku 2</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 Feb 2019 11:32:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2335</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po ostatnim wpisie widać, że podobają Wam się aktorzy występujący w naszej małej miejscowości na Australijskim outbacku (NASA ponoć płaci wszystkim w Australii, chłopaki jeśli to czytacie: czekamy na przelew). Dziś pozwolę sobie opowiedzieć jeszcze parę historii prosto z outbacku. Warto zacząć od Kopciuszkowego wydawania dań, gdyż system pracy naszej gwiazdy zasługuje jedynie na słowa uznania. W przerwie od fajki na pracę, Kopciuszek zazwyczaj biega po kuchni jak kurczak po dekapitacji. Pięć palników odpalonych, tylko jeden zajęty, jakaś ryba leży na blacie, a we frytkownicy pływa zagubiony kawałek steka. W rezultacie, fakt, że cokolwiek wydajemy zakrawa na cud. Jednak, gdy już coś wyjdzie z kuchni, wtedy właśnie zaczyna się taniec pt. Kto to k**wa brał? Polega on na tym, że Kopciuszek wychodzi z kuchni i krzyczy np. Rump steak i frytki! I masz do 5 sekund na reakcję. Nie ma znaczenia, który byłeś w kolejce, czy miałeś numerek czy nie, czy twoje zamówienie było z ziemniakami zamiast frytek. To jest Sparta. Reaguj, albo nie będziesz jadł. Ktoś właśnie płaci za obiad, który dosłownie 3 sekundy temu zamówił. A ja wyczuwam za moim ramieniem zapach tutejszych „męskich”.&#8211; Bierzesz kurczaka z serem? &#8211; pyta Kopciuszek z parującym talerzem w ręce przeszywając delikwentkę wzrokiem.&#8211; Ttaak- odpowiada zdezorientowana klientka.&#8211; Masz- rzut talerzem na ladę &#8211; smacznego- dorzuca łaskawie i wraca do wściekłego miotania się po kuchni. Klienci którzy chcieliby w takiej sytuacji ponarzekać zostają przez naszą kucharkę skierowani litościwie (zawsze w opcji jest łopata i dół- patrz poprzedni wpis) do Grażyny. Miłościwie nam panująca Grażyna przybiera minę Pani z dziekanatu, czyli taką, która ma Ci uświadomić, że jesteś nędznym robakiem, który właśnie doświadcza jedynego prawdopodobnie w życiu spotkania z antropomorficzną personifikacją wszystkich boskich cech. &#8211; Bo rozumie pani, to nie to, co ja zamawiałem &#8211; tłumaczy klient, który ewidentnie nie chce awantury i cały czas naiwnie myśli że problem może być rozwiązany &#8211; ja chciałem ziemniaki, a dostałem frytki i miałem nadzieję&#8230; &#8211; milknie pod miażdżącym spojrzeniem Grażki.&#8211; Czy dostał pan jedzenie? &#8211; pyta królowa, po przedłużającej się ciszy.&#8211; Tak, ale ja w ogóle nie chciałem sałatki, tylko warzywa i sos, nie, nawet sosu nie chciałem! &#8211; rozpaczliwie wypomina klient patrząc w talerz.&#8211; Czyli nie wie pan, co pan chciał, a czego nie?&#8211; Nie, No przecież wiem&#8230;&#8211; Nie wygląda to w ten sposób &#8211; Grażyna znalazła słaby punkt i klient czuje się zupełnie skołowany.&#8211; To ja może to zjem&#8230; &#8211; Tak myślałam. Większość jednak godzi się ze swym losem jako że Australijski interior jest duży, a ludzkie ciało zupełnie małe i łatwe do ukrycia. Nie żeby ktoś komuś tutaj groził. Po prostu w powietrzu wisi taka niewypowiedziana możliwość wąchania kaktusów od dołu. Z drugiej strony we dni w które w kuchni chochlę pierwszeństwa dzierży John posiłki wydawane są o czasie i zwykle po kolei. W sumie niewiele złego mogę powiedzieć o Johnowym gotowaniu od momentu, w którym przestał wsadzać palec w czyjeś ziemniaki, żeby sprawdzić czy są odpowiednio ciepłe. John, za to, wydaje się, że czerpie energię życiową ze wkurzania innych organizmów białkowych (boję się napisać, że innych ludzi, bo implikowało by to, że John również jest człowiekiem). Zwykle jeśli nie próbuje sprowokować nas, to obiera sobie za cel jakiegoś nieświadomego klienta i zaczyna swoją tyradę. Nie wiem czy wiecie, ale wszystko co nie jest Australijskie jest w najlepszym wypadku głupie, a każdy kto nie jest Australijczykiem jest nierobem. Wyjątkiem jest Teksas, w którym nadal można strzelać do ludzi i Nowa Zelandia, która w Johnowym umyśle jest takim upośledzonym bratem Wielkiej Australijskiej Potęgi. Swoją drogą, Australia powinna wreszcie zacząć bombardować każdego, kto jest w jakimkolwiek stopniu inny niż nasz bohater. I nie ważne czy jesteś gejem, hindusem, czy po prostu nie lubisz lodów czekoladowych. Jak tylko John zdobędzie władzę będziesz płonął na stosie. Poza tym piłka nożna to najgłupszy sport na świecie i nijak ma się do sławnego wszędzie australijskiego footbolu. W dyskusji z Johnem od początku wiesz, że trafiłeś na mur. Nawet jeśli uda Ci się go przegadać to i tak będzie miał ostatnie słowo, gdy zanurzy kciuka w Twoim puree. Mam nadzieję, że Wy bawicie się świetnie, bo my już nie możemy się doczekać przyszłego piątku, gdy wskoczymy do Beci i oddalimy się zarówno od kopciuszkowego dołu jak i johnowego stosu, a praca na Australijskim outbacku zostanie daleko za nami.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/">Praca na Australijskim Outbacku 2</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2335</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Praca na Australijskim Outbacku</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 Feb 2019 11:15:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2330</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak pierwszy raz usłyszałem, że moglibyśmy pracować na outbacku (pustynia w środku Australii) to uznałem to za świetny pomysł. Z paru powodów. Po pierwsze ciężko o lepszą piwno-kowbojską historię barową, niż tą zaczynającą się od „kiedy pracowałem w barze na pustyni&#8230;”, po drugie, taka robota liczy się do 88 obowiązkowych dni które musimy przepracować do naszej następnej wizy, a po trzecie, no cóż, jestem wielkim fanem zarabiania kasy, szczególnie jak w promieniu 200 km nie masz gdzie jej wydać. Nie spodziewałem się jednak, że praca w tak prestiżowym miejscu zamieni się w komedio-dramat z wątkami trillerowym. Postaram się przytoczyć parę anegdotek. Tło: mieszkamy w Kynunie (populacja oficjalna: 20 osób, populacja rzeczywista: 12, najwyraźniej pytanie się o brakująca ósemkę jest źle postrzegane). Oprócz naszego motelu/jadłodajni/campingu/baru-mordowni, na stanie 6 domów i stacja benzynowa. Do najbliższego miasta (przez miasto Australijczycy rozumieją zbiór domów gdzie oprócz motelu i stacji jest też monopolowy) w jedną stronę 187 km w drugą 165 km. Zasięg mamy od zeszłego wtorku. Bohaterzy akcji: Menedżer/kucharz/zabijaka nazwijmy go John. Były policjant i żołnierz, człowiek który potrafi całkowicie z ópy zacząć kopać kosz ponieważ nie trafił do niego papierkiem. Duży fan Trumpa, chociaż uważa, że Donald zbyt powściągliwy, a mur jest za niski. Nienawidzi wegan. Menadżerka/gwiazda nazwijmy ją Grażyna. Grażyna ma 54 lata, ale równie dobrze mogła by mieć 40 lub 60. Jest żywym dowodem na to, że panie produkowane przez PKP i pocztę polską są eksportowane za morze i prawdopodobnie robią połowę naszego PKB. Grażyna jest domowym detektywem („tu była gąbka! Ktoś ją na pewno ukradł!”) i charakterem pasuje do Johna. Jak już kosz polegnie z powodu Johnowej złości to Grażyna będzie go kopać z powodu tego, że leży w nieodpowiednim miejscu. Tipsy i wściekła ruda fryzura są rzeczami, których nie muszę wspominać, nie? Kucharka/sprzątaczka/mędrzec życiowy Przychodzi raz na jakiś czas. Nazwaliśmy ją Kopciuszek z powodu chmur dymu które majestatycznie kręcą się w jej orbicie. Ten sam rocznik co Grażyna, ale z powodów różnych wygląda raczej na 70+. Kopciuszek rzuca mięsem tak gęsto, że oba tutejsze psy zaczynają się ślinić na jej widok. Przesympatyczny człowiek którego największym obecnym zmartwieniem jest to, że klienci bezczelnie nie życzą sobie w jedzeniu popiołu z fajek. Nienawidzi ludzkości. Kowboje Nasi głowni klienci. Oprócz tych podróżników, którzy akurat z ewidentnym zagubieniem wypisanym na twarzy przekraczają nasz próg w poszukiwaniu czegokolwiek do picia na tej pustyni. Kowboje wpadają zazwyczaj na śniadanie (piwo) i na kolacje (2 piwa plus niekończąca się runda rumów z cola). Po obu posiłkach oczywiście jeżdżą samochodami, bo najbliższy policjant jest w „mieście”. I to tyle. Więcej aktorów nie ma. Anegdota 1: Kuchnia. Kopciuszek smaży steka.&#8211; A wiesz, zdechł mi pies wczoraj.- zagaił Kopciuszek radośnie.&#8211; O przykro mi.&#8211; Eee mam jeszcze jednego, tylko zobacz jakie mi się pęcherze od łopaty zrobiły &#8211; (konsternacja)&#8211; No musiałam głęboko kopać, żeby ten drugi nie wykopał i nie zeżarł. &#8211; w zamyśleniu zaczęła dźgać mięso. &#8211; głęboko&#8230; i dużą dziurę, jak na człowieka&#8230; heh!Mentalna notatka: nie denerwować Kopciuszka. Anegdota 2: Zgodnie z prawem nie możemy podawać alkoholu przed 10, więc punkt 10 otwieramy bar. Przed drzwiami czeka już babcia. Z serii takich co prawdopodobnie mają 90 lat, ale gdzieś koło 50tki postanowiły się tym nie przejmować. Super ciemne RayBany odwracają się błyskawicznie w stronę uchylonych drzwi.&#8211; Wreszcie! &#8211; uśmiecha się &#8211; podwójna wódka, woda gazowana i burger z bekonem. Sylwia nalewa „drinka”, a ja idę ogarnąć jedzenie. Babcia chce się podzielić wiedzą ewidentnie:&#8211; Niby nie mogę ale tak lubię, poza tym kto mi zabroni! Anegdota 3: Siedzi dwóch nieźle dziabnietych już kowbojów i prowadzą trochę przydługą już rozmowę na temat jedyny możliwy w Kynunie: bydło.&#8211; A ja to mam szezidziesiat i szmery i piętnaście &#8211; mówi jeden totalnie bez sensu.&#8211; A ja mam taką jedną krowę co muczy i muczy, taka głośna jest że ho! &#8211; dodaje drugi, oczywiście kompletnie nie zwracając uwagi na oburzenie towarzysza, który najwyraźniej zaczynał jakąś historie. Zatrzymuje się na chwilę i patrzy w sufit, żeby przypomnieć sobie o co mu chodziło. &#8211; tak śpiewa prawie że, wiesz? I czarna zupełnie. To jej daliśmy takie imię, żeby pasowało: Beyonce! Mieszkanie na outbacku jest ewidentne jedną z najdziwniejszych rzeczy jaka nas spotkała. John, Grażyna i Kopciuszek jeszcze powrócą jeśli wyrazicie takie życzenie. Tu możecie zobaczyć drugą część</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/">Praca na Australijskim Outbacku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2330</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Zlot czarodziejów</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Oct 2018 08:57:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2373</guid>

					<description><![CDATA[<p>Prawie tydzień mi zeszło na przetrawieniu rzeczywistości, ale muszę się z Wami podzielić jedną historią, dlatego temat dnia to zlot czarodziejów. Trzymajcie czapki, bo będzie lekko kosmicznie. Zacznijmy od tego, że cały czas szukamy zleceń i roboty. No i czasem wpadają takie losowe rzeczy. Nagrywałem już 60 minut śpiewu dla Jezusa, trenera szarych komórek, a w zeszły weekend trafiłem na konwent Bitcoina. I nawet spoko, bo wreszcie coś tam się dowiedziałem o kryptowalutach. Niemniej moja robota polegała na tym, że filmowałem &#8222;małą salkę&#8221;. Wiecie jak to jest- na głównej scenie Bruno Mars cały w bieli, a w małej salce alternatywny rock z Obornik Śląskich (pozdro600). Jako, że kryptowaluty szczycą się tym, że są wolne od jakichkolwiek regulacji rządowych przyciągają do siebie sporo dziwnych, super-antrządowych-in-your-face ludzi. A tacy zazwyczaj mają TEORIĘ. I pal licho jak chodzi o to, że agencje podsłuchują ludzi (no jasne, że podsłuchują, mają przecież sporo wolnego czasu, też bym na ich miejscu podsłuchiwał). Jednak przez weekend nasłuchałem się takich tworów, że włosy na częściach człowieka oddalonych od głowy się jeżą. Zlot czarodziejów musi się zacząć od dobrej epoki, więc: Zacznijmy od tego, że średniowiecza nie było. Nie było i już. Tak naprawdę to jakieś tajemnicze siły (tu możecie wpisać zazwyczaj rząd USA) postanowiły utworzyć średniowiecze. A dlaczego nie było? No bo przecież w Australii nie ma budynków starszych niż 100 lat! Pan głoszący tę tezę nawet zebrał kasę od darczyńców i wybrał się do Europy. Z dumą pokazywał zdjęcie jak dotyka „zamku we Francji” i stwierdził, że jego profesjonalnym okiem zamek nie był starszy niż 200 lat. Flip polega na tym, że moim zdaniem na zdjęciu było Notre Dame. Przechodzimy od średniowiecza do starożytności (jesteśmy tak szaleni, że nie obowiązuje nas continuum). Otóż mamy międzynarodowy spisek mający na celu ukryć fakt, że od czasów starożytności ludzkość jest w posiadaniu robotów. Tak, dobrze słyszeliście, Kelopatra śmigała w asyście metalowej armii, a w zasadzie nawet androidów. Jakie dowody ma nasz nowy prezenter? Piramid nie dało się zbudować za pomocą ludzkich rąk! To już. Nic więcej. Piramidy są dowodem na istnienie robotów od zawsze. Musicie jakoś to przetrawić. Trzecią teorią z wora 17 świetnych, powalających prezentacji, będzie Pani, która twierdziła, że udowodniła, że każdy człowiek ma pole magnetyczne dokładnie takie jak nasza matka ziemia. Pani potwierdziła swoje przypuszczenia poprzez nagrywanie w slowmo ludzi, w których rzucała magnesami. Zachowałem się dość mało profesjonalnie i dołączyłem do grona rozchichotanych głosów, gdy Pani pokazała nagranie w którym „obiekt” ewidentnie próbował uniknąć rzucanych w jego kierunku sporych bryłek (niech powstanie pierwszy, który na rzecz nauki chciałby dostać 300 gramowym magnesem). W każdym razie Pani Doktor udowodniła, że w związku z sukcesem swojego programu, niewątpliwie magnes działa na ludzi. Jeszcze nie wiadomo co robi, ale kuracja tygodniowa kosztuje 3800 dolarów. Tylko jedna osoba zapisała się po prezentacji. A tak poważnie: dało mi do myślenia dopiero, gdy osoba zajmująca się obsługą techniczną powiedziała, że może faktycznie coś z tym średniowieczem jest nie tak. Na pytanie czy kolega był kiedykolwiek w Europie dostałem odpowiedź, że nigdy nie opuścił Queensland. Mój naukowy dowód z tego: podróżujcie. Nie będzie Was tak łatwo wkręcić.A zlot czarodziejów warto zobaczyć, ot żeby poszerzać horyzonty chociażby. 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/">Zlot czarodziejów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2373</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Sylwester na Bali</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/sylwester-na-bali/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/sylwester-na-bali/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 16 Jun 2018 05:44:01 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Indonezja]]></category>
		<category><![CDATA[Bali]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1812</guid>

					<description><![CDATA[<p>Dziś sylwester na Bali. Data niecodzienna, bo 16 marca 2018. I żart o gościu, który nie wiedział kiedy przyjść na imprezę sylwestrową nagle zmienia znaczenie. Bo jutro Nyepi czyli Balijski nowy rok. Dokładnie to 1940. Mam podejrzenie, że na Bali obchodzi się święta dokładnie tak jak na Phuket. Czytaj: bierzemy najlepsze imprezy z wszystkich kultur i obchodzimy wszystkie. Walentynki? Czemu nie! Święto św. Patryka? Raczej! Nowy rok? Można go obchodzić więcej niż raz? Można. No to jazda. W sumie nie mam nic przeciwko. W zeszłym roku obchodziliśmy Nowy Rok trzy razy to i w tym możemy raz bonusowo spróbować. Dziś z tej okazji w Ubud będą parady z wielkimi kukłami z papier-mache przedstawiającymi różne demony, skoki przez ogień i pewnie spora dawka walenia w różne brzęczące przedmioty i maszerowania w różnych kierunkach. Nazywa się to Ogoh-ogoh. Organizacyjnie piekło. Nikt nie wie, której ta atrakcja się zaczyna i jaka będzie trasa, po której kukły będą noszone. Póki co udało nam się spotkać jeden ze specjalnych zespołów, który ma za zadanie unosić kable elektryczna za każdym razem gdy demony się do nich zbliżą. Panowie nie mają też żadnych przydatnych informacji. Jednak sylwester na Bali to jedno, nowy rok jest co najmniej równie ciekawy. Otóż jutro jest dzień ciszy. Oznacza to, że wszystko jest zamknięte, jest zakaz jeżdżenia samochodami i skuterami, zakaz wychodzenia z hoteli, przez 24h nie działa lotnisko, część operatorów wyłącza internet oraz nie wolno mieć zapalonych świateł powyżej 1 piętra. Nawet nie można psa na spacer wyprowadzić. Trzeba siedzieć w domu i oddawać się refleksji nad życiem. No i pewnie na tyle na ile znam tutejszych turystów to pić hektolitry alkoholu. Niedziela bez handlu nie brzmi tak źle co?&#160;</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/sylwester-na-bali/">Sylwester na Bali</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/sylwester-na-bali/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1812</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
