<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Sylwia Kempa, Autor w serwisie Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/author/sylwia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/author/sylwia/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Wed, 27 Feb 2019 06:54:03 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Sylwia Kempa, Autor w serwisie Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/author/sylwia/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Wyspy Phi Phi</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Feb 2019 12:18:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Co warto zobaczyć w]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2462</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyspy Phi Phi (a konkretnie Phi Phi Don) jest tym miejscem, które reprezentuje piękne plaże i dziką naturę Tajlandii w katalogach biur podróży. Znacie ten obrazek- przycumowane do białej plaży łódki z kolorowymi wstążkami, a w tle skaliste góry obrośnięte zielonymi chabaziem? To właśnie jest prawdopodobnie zdjęcie z Phi Phi. Czy faktycznie jest to mały raj, czy kolejne miejsce przepełnione turystami? Na początek trochę o tym, gdzie leżą wyspy Phi Phi i jak się tam dostać? Wyspa Phi Phi Don (główny punkt w tym archipelagu) leży na morzu Andamańskim. Przypomina kształtem coś na wzór sztangi, znajduje się 45 km na południowy-zachód od Phuket i 43 km na zachód od Półwyspu Malajskiego. Wyspa administracyjnie należy do prowincji Krabi. Jak się tam dostać? Jedynym i niedrogim środkiem transportu są promy i speedboaty, które kursują codziennie m.in z wybrzeża Phuket (Rassada Pier) oraz z Krabi (Klong Jilad Pier). Koszt biletu zależy po części od sezonu, a po części od Waszych zdolności negocjacyjnych. Cała podróż na Phi Phi trwa ok. 1,5 godziny tak z Phuket jak i z Krabi. Kupowanie samych biletów na prom* ma sens wtedy, kiedy planujecie nocować na wyspie. Jeżeli chcecie zrobić jednodniowy wypad, to proponuję wykupić wycieczkę, dzięki której zobaczycie główną wyspę (Phi Phi Don) oraz jej siostrę Phi Phi Ley. *Wykupując bilety na prom, będziecie musieli uiścić dodatkowo tzw. opłatę portową. Jej wysokość to ok. 20 THB. Atrakcje wyspy: VIEW POINT 1 Numerem jeden, który polecam jest punkt widokowy. Można z niego zobaczyć całą panoramę wyspy z północną i południową plażą. Jak się dobrze wsłuchacie, to jest szansa, że usłyszycie sączący się bit z barowych głośników. Wejście na punkt widokowy zajmuje ok. 30min, kosztuje 30 baht i oprócz fajnego widoku, mogę zagwarantować wam, że się na pewno spocicie. Mimo tego, że wejście nie jest jakieś wymagające temperatura i wilgoć w powietrzu robi swoje. MONKEY BEACH Jest to piękna plaża, ukryta po wschodniej stronie wyspy, do której nie da się dojść- trzeba dopłynąć. Jako transport mogę wam polecić wypożyczenie kajaków. Zaledwie po kilkunastu minutach płynięcia zobaczycie białą plażę po której grasują małpy! Uwaga! Małpy kradną wszystko, co dotychczasowy właściciel spuścił na chwilę z oka :). Jest to też fajne miejsce żeby popływać i poczuć się jak w akwarium. Rafa, ryby i krystalicznie czysta, turkusowa woda sprawiają, że to jest właśnie to piękne miejsce, o którym każdy marzy myśląc o Tajlandii. NURKOWANIE PRZY PHI PHI LEY Na wyspie jest kilka szkółek nurkowych, które organizują codziennie nurkowanie w okolicy. My skorzystaliśmy z takiej oferty, w ramach której mieliśmy 2 nurkowania po ok. 1h, pływanie przy słynnej Maya Bay, a w przerwach lunch i obiad. Jeżeli kochacie wodę, tak jak ja, to zdecydowanie polecam tą atrakcje. Kolorowa rafa, mniejsze i większe ryby, żółwie i rekiny, to jest, to co możecie tutaj zobaczyć. • Ważna informacja- jeżeli nigdy nie nurkowaliście, a marzy wam się podwodna przygoda, to wyspy Phi Phi są świetną miejscówką na start.• Ważna informacja II&#8211; żeby zacząć nurkować musicie chociaż w stopniu podstawowym pływać. Bez jakichkolwiek umiejętności pływackich, taka atrakcja może skończyć się szarpaniną w wodzie. NOCNY POKAZ OGNI I DRINK W WIADERKU Wieczorem wyspa zmienia się nie do poznania! W waszej przygodzie z Tajlandią nie może zabraknąć chociaż jednego imprezowego wieczoru, a wyspy Phi Phi są idealnym do tego miejscem. Od czego tu zacząć? Może od tego, że wieczorem drinki sprzedaje się nie w szklankach, a w wiaderkach. Codziennie na plaży odbywają się pokazy ognia i serio! To co Ci goście tam wyrabiają robi wrażenie. Nie często widzi się faceta, który kręci ognistymi kulami 3 metry nad ziemią, stojąc na linie, a pod nim pali się scena! Do wieczornych atrakcji na wyspie oczywiście Można zaliczyć karaoke w jednymi z wielu klubów, jazdę na mechanicznym byku czy turniej beer-ponga. Ale nadal czegoś tu brakuje&#8230; oczywiście BOKSU TAJSKIEGO! Na Phi Phi jest jeden klub, w którym odbywają się walki i dla średnio zainteresowanych można przyjść i pooglądać jak to się odbywa. Dla zainteresowanych można robić płatne zakłady na „swojego zawodnika”. Jest też wersja dla aktywnych- czyli sam możesz wziąć udział w walce! Podsumowując Wyspy Phi Phi są pięknym miejscem na morzu Andamańskim obleganym przez chmary turystów. Myślę jednak, że każdy też znajdzie tutaj coś dla siebie. Przez spokój i leniuchowanie na Monkey beach, po udział w tajskim boksie. Uważam, że warto tutaj spędzić max. 3 dni żeby doświadczyć wszystkich atrakcji, jednak dłuższy pobyt może być męczący. Fakty o Phi Phi: • Wyspa jest tak mała, że turyści poruszają się TYLKO PIECHOTĄ.• W 2004 roku przez wyspę przeszło Tsunami, które zrównało z ziemią większość ośrodków. Odbudowa trwa do dziś.• Archipelag Phi Phi składa się z 6 wysp.• W wysokim sezonie letnim, wyspy Phi Phi odwiedza czasem aż do 10 tyś. turystów dziennie. Jeśli chcesz zobaczyć inne nasze wpisy o Tajlandii koniecznie zalukaj TUTAJ</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/">Wyspy Phi Phi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2462</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co zobaczyć/zrobić na Phuket?</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Feb 2019 05:44:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Co warto zobaczyć w]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2447</guid>

					<description><![CDATA[<p>Phuket było naszym domem przez ponad pół roku. Wyjeżdżając do Tajlandii pozostawiliśmy w Polsce otwarte zaproszenie dla naszych znajomych i rodziny, dlatego przez te parę miesięcy odwiedziły nas 3 ekipy, które oprowadziliśmy po wyspie. Pomyślałam, że było by marnotrawstwem nie podzielić się tą wiedzą z szerszą publiką i tak powstał ten wpis. Ale zacznijmy od podstaw: Phuket to największa wyspa należąca do Tajlandii, położona na morzu Andamanskim. Częsty kierunek wybierany przez turystów szczególnie z Rosji, i co raz częściej przez Polaków. Trudno się dziwić, bo temperatura w ciągu roku waha się między 26-32C. Zależy to oczywiście od pory roku. Pora sucha i deszczowa. Pory są hm, nieprzewidywalne. Na Phuket leje prawie codziennie, ale zwykle jest to parę-paręnaście minut i wszystko zaraz jest suche. Pora sucha, która jest turystycznie zdecydowanie bardziej popularna wypada w okresie polskiej zimy (listopad- luty). Mimo wysokiej temperatury, jest to ta przyjemniejsza część sezonu, bo nie ma aż tak dużo opadów, a co się z tym wiąże: nie jest aż tak duszno. W okresie pory deszczowej dość często występują ulewy, które zalewają drogi, przez co wielokrotnie miasto zostaje sparaliżowane. Najwyższy szczyt pory deszczowej występuje między majem a wrześniem. Nie jest to najlepszy moment do zwiedzania Tajlandii (no dobra, zależy której części oczywiście!), gdyż większość atrakcji turystycznych jest na świeżym powietrzu. Z drugiej strony może się trafić tak, że w tym czasie nie spadnie prawie w ogóle deszcz. Ostatnio pogoda jest dość kapryśna i nieregularna, więc nawet generalne przewidywania to wróżenie z fusów. Ale hej! Co z miesiącami pomiędzy? Okresami Luty- Maj, i wrzesień- listopad?! Można to nazwać okresem przejściowym, lub średniej/niskiej sezonowości. W tym okresie występują sporadyczne deszcze, czasami ulewy, ale mimo wszystko pogoda pozwala na zwiedzanie kraju. Plusem odwiedzania Phuket w tym okresie jest, to, ze jest zdecydowanie mniej turystów, a ceny są niższe o ok. 30%. Mówimy tutaj o cenach np. za nocleg, wycieczki czy nawet wynajęcie skutera. Dobra, dość o pogodzie. Przejdźmy do miejsc wartych zobaczenia/zrobienia na Phuket. Podrzucam poniżej kilka pomysłów, które zdecydowanie polecam, oczywiście na wyspie jest zdecydowanie więcej atrakcji np. Głaskanie naćpanego tygrysa lub jazda na słoniu- ale jak dla mnie to nie jest etyczne, więc my sobie odpuściliśmy. Big Budda Gigantyczny posag Buddy, najbardziej rozpoznawalny punkt wyspy. Usytuowany na jednym z wyższych szczytów Phuket. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce, nie tylko ze względu na sam posąg, ale również ze względu na niesamowity widok na panoramę roztaczającą się ze schodów prowadzących do głównej atrakcji.Link do Google maps Lekcja gotowania To jest to, czego trzeba spróbować, szczególnie jak jesteś miłośnikiem tajskiego jedzenia jak my. Na Phuket jest kilka szkółek, gdzie w ciągu dnia nauczysz się przyrządzać kilka nieziemskich potraw jak np. Zupa Tom Yum, ciastka kokosowo- krewetkowe, słodka zupa/deser bananowo- kokosowy, czy tradycyjny Pad Thai. Oprócz samego gotowania, dowiesz się jak odpowiednio wybierać produkty wybierając się na targ ze swoim nauczycielem. Zdecydowanie warto nawet dla samej degustacji swojego dzieła.My korzystaliśmy z tej szkółki. Night market- Nakka. Weekendowy raj dla zakupoholików/głodomorów. Tutaj możesz kupić dosłownie wszystko. Od kolczyków, po maseczki, naczynia, ubrania, buty, jedzenie, piwo i pieska. Tak, na Nakkce (nie wiem czy tak to się odmienia) jest również alejka ze zwierzętami.Link do Google maps Bezludna plaża na północy (Sai Kaew Beach) Lądując na Phuket, można zauważyć gigantyczną plaże tuż przy lotnisku. Ma ona aż 11km, część plaży należy do Sirinat National Park i kierując się na samą północ nie znajdziecie na niej żywej duszy. Dlaczego? Ponieważ mało komu chce się jechać z centrum wyspy na skuterze aż 40 min. W upale tylko po to, żeby zobaczyć plaże ze złotym piaskiem. Nam się chciało i zdecydowanie polecamy szczególnie jeżeli planujecie wypad np. do Krabi, to w zasadzie można się zatrzymać &#8222;po drodze&#8221;. Link do Google maps Snorkelling na południu (Ao Sane Beach) Mała kamienista plaża z widokiem na punkt widokowy Promthep. Sama plaża nie powala (ale też nie jest zła), ale zdecydowanie warto tam zanurkować w ABC. To jedno z niewielu miejsc na Phuket gdzie faktycznie można zobaczyć coś ciekawego pod wodą. Link do Google maps Niedziela w Old town Czyli taki Polski odpust, który odbywa się co niedziele. Ktoś maluje motyle na twarzach dzieci, ktoś gra i śpiewa, kto inny robi tatuaże sprayem, a cała reszta pichci pyszności i konsumuje jedzenie z wózków. Warto, bo market usytuowany jest na jednej z głównych ulic starego miasta. Link do Google maps Wieczór na Bangla Road &#8211; Patong Największa imprezownia na wyspie. Idealne miejsce jeżeli chcesz się odstresować. Nie jest istotna forma i pora dnia. Bangla jest otwarta 24h na dobę i chyba najbardziej podsumowuje to co ludzie mają na myśli, gdy mówią o imprezach w Tajlandii. Link do Google maps Punkt widokowy na południu wyspy: Prompthep Najbardziej wysunięty na południe punkt Phuket. Przyjemne miejsce na niedzielny spacer, aczkolwiek zwykle bardzo zatłoczone. Plusem tego miejsca jest możliwość wejścia na cypel, z którego można oglądać jachty czy po prostu naturalna stronę wyspy. Nie wielu ludzi się tam wybiera, bo przy Tajskiej pogodzie te paręset metrów może być dość męczące. Właśnie dlatego warto też tam zejść. Link do Google maps Nie wspomniałam tutaj jeszcze o takich atrakcjach jak Np. Występ ladyboyów, którzy próbują śpiewać i tańczyć na dużej scenie. Atrakcja dość nietypowa, ale czy warto? Sami musicie sobie odpowiedzieć. Z atrakcji trochę bardziej ekstremalnych to znajdziecie tutaj np. Park linowy i zjazd na tyrolce w południowej części wyspy, wake park, czy latanie na spadochronie przyczepionym lina do motorówki (środki bezpieczeństwa są w najlepszym razie minimalne). To tyle z atrakcji na lądzie, które zdecydowanie mogę Wam polecić. Jednak wybierając się na Phuket, pomyślcie również o wycieczkach związanych ze zwiedzaniem pobliskich wysp. W każdej części Phuket bez problemu można trafić na stoiska z wycieczkami jak nurkowanie, snorkelling czy island hopping i moim zdaniem totalnie warto spróbować większości z tych atrakcji (Odpuściłabym tylko Bond Island). Oprócz tego, jeżeli marzy wam się nurkowanie z rekinami i żółwiami, ale nigdy nie nurkowaliście i nie do końca mówicie po angielsku, to tu ważna informacja- jest Polska baza nurkowa na wyspie! Nie jestem w stanie ocenić ich profesjonalizmu, bo nie byliśmy na żadnym nurkowaniu z nimi, ale warto możecie ich odwiedzić tutaj. To chyba tyle jeśli chodzi o krotką listę rzeczy do zrobienia/zobaczenia na Phuket. Mogłabym godzinami wymieniać rzeczy której jeszcze warto, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają parę miesięcy na tą wyspę. A jakie jest Wasze ulubione miejsce na Phuket?</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/">Co zobaczyć/zrobić na Phuket?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2447</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Ciekawostki o Australii</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Feb 2019 13:30:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2364</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wszystkie ciekawostki o Australii (przeze mnie roboczo nazywane &#8222;Co w jednym kraju na talerzu, to w innym w kiblu.&#8221;), które tutaj opisuję doświadczaliśmy, bądź mieliśmy okazje zaobserwować. Postaram się uniknąć suchych faktów typu: populacja Australii jest PRAWIE dwa razy mniejsza niż w Polsce, czy „w Australii żyje 60 gatunków kangurów”- takie informacje bez problemu znajdziecie w Wikipedii ;). Ciekawostki „co tam, jak tam” w Australii: 1. Korzystając z publicznych toalet, warto najpierw spuścić wodę, gdyż może COŚ wam wypaść ze spłuczki do ubikacji. Ja na szczęście trafiłam na żaby, ale bywa i tak, że możecie znaleźć węża. Należy być szczególnie ostrożnym na outbacku. 2. Różnice temperatur na outbacku między dniem, a nocą są olbrzymie. Zimą w ciągu dnia temperatura osiąga ok. 30 stopni, za to nocą spada nawet do 2! 3. Każdy stan w Australii ma inne przepisy odnośnie serwowania alkoholu w pubach. Oczywiście jak chcesz pracować w barze, to musisz wcześniej uzyskać certyfikat (RSA) pozwalający ci na „świadome wydawanie alkoholu”. Zdawanie certyfikatu wiąże się z siedzeniem przed komputerem naście godzin i odpowiadaniu na pytania typu: &#8222;Czy można sprzedawać wódkę dziecku jeśli twierdzi, że to dla taty&#8221;. 4. W zależności od stanu, za to samo wykroczenie mandat będzie innej wysokości- zwykle najmniej zapłacicie w QLD, za to najwięcej w NSW.5. Jazda po alkoholu nie jest wykroczeniem, pod warunkiem, że masz mniej niż 0,5 promila w wydychanym powietrzu. 6. Mieszkańcy Północnej Australii starają się nie zostawiać swoich pupili na dworze na noc. Wbrew pozorom nie dlatego, że mogłyby zostać zjedzone przez krokodyle (choć to też się zdarza), a z powodu trujących żab. 7. Weekendowe grillowanie w Australii jest narodowym sportem na równi z footballem. 8. Australijskie (te nie najnowsze) domy, jakościowo przypominają domki dla lalek- w obu przypadkach tylko przez chwile spełniają swoją funkcje, a później coś z nich odpada. 9. Historie o nielimitowanym internecie można porównać do tzw. Złotego pociągu- wszyscy słyszeli, ale nikt nie widział. 10. Australijskie steaki = niebo w gębie! W żadnym odwiedzonym przeze mnie kraju nie jadłam tak dobrej wołowiny. 11. Chodzenie bez obuwia, w miejscach oddalonych od plaży o 1000km, jest całkowicie normalne. Jest też to na tyle popularne, że w niektórych restauracjach można zauważyć znak „ zakaz chodzenia bez butów”. 12. Wizyta u lekarza pierwszego kontaktu kosztuje tyle, ile bilet z Bali do Cairns dla 2 osób. 13. Najpopularniejszym daniem australijskim, które można dostać dosłownie wszędzie, jest steak z puree z ziemniaków i dyni, z kawałkiem kolby kukurydzy. Kukurydza ma chyba spełniać formę sałatki. 14. Obcokrajowca na outbacku można rozpoznać po tym, że jest czysty (hihi). 15. Każdy szanujący się Australijczyk w samo południe jest na lunchu. 16. Jednym z najbardziej dochodowych zawodów dla kobiet jest pielęgniarstwo. Więcej: spotkaliśmy bardzo dużo osób, które ze względu na dochodowość tego zawodu w ostatnich latach się przebranżowiły. 17. Większość australijskich ptaków nie potrafi śpiewać- wydają zwykle dźwięki przypominające charkanie żula. 18. Najpopularniejszym daniem wigilijnym jest pieczony indyk i krewetki. 19. Miasto Brisbane wielkościowo jest tak rozległe jak całe woj. Mazowieckie. 20. W każdym większym mieście jest miejsce, gdzie obok siebie można znaleźć odkryte baseny (nazywane pieszczotliwie przez Aussie: &#8222;Pee-pool&#8221;), brodziki, place zabaw, grille, boiska do siatkówki, które są za darmo i czynne niemalże cały rok. To chyba wszystkie ciekawostki o Australii ode mnie póki co. Jak mieliście okazje zaobserwować coś nietypowego dla Polaka w Australii, to śmiało piszcie! Ciekawa jestem co zwróciło waszą uwagę w tym kraju.Cheers</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/">Ciekawostki o Australii</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2364</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Boracay &#8211; Filipiny po raz pierwszy</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Feb 2019 11:57:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Filipiny]]></category>
		<category><![CDATA[PODRÓŻE 2018]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2356</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nasza wyprawa na Boracay zaczęła się jak większość naszych wyjazdów: przez kompletny przypadek. Musieliśmy opuścić Indonezję, bo kończyła się nam nasza 30 dniowa wiza. Otworzyliśmy wielkie koło losujące kierunki lotów (skyscanner, kategoria &#8222;najtańsze loty z Bali&#8221;) i wypadły nam Filipiny. Poczytaliśmy i zdecydowaliśmy się zobaczyć najpierw Boracay. Po 22. godzinnej podróży, zahaczając o Singapur, wylądowaliśmy na Filipinach, w dziurze zwanej Kalibo! Cieszyliśmy się jak Pan żul otwierający nowe, i to z tej wyższej półki, piwerko. Sam widok lotniska już nas rozbawił! Pamiętacie może, jak wyglądało Wrocławskie lotnisko tak z 15 lat temu (pewnie nie, więc mała podpowiedź: hangar)? Wielkością to w Kalibo, jest bardzo podobne tylko cała procedura przechodzenia przez bramki była trochę bardziej skomplikowana niż na jakimkolwiek lotnisku w Europie. Zaczęło się od wypełniania wniosków wizowych. Pierwsze 40 osób, które zmieściły się w głównym holu lotniska wypełniało w pośpiechu karteczki, przekazując długopis dalej, żeby Ci co jeszcze czekają na płycie lotniska mogli już wypełnić wnioski. Później szybki bieg do kolejki, i ustawianie się przed żółtą linią, zgodnie z zaleceniem celników (dam tu znak zapytania, bo ciężko określić czy to byli faktycznie urzędnicy, czy może jednak kierowcy ciężarówek w przerwie od pracy). I baaaachhh wleciała pieczątka! Jeszcze tylko prześwietlenie bagażu niedziałającą maszyną i jesteśmy wolni. Pewnym krokiem wychodzimy z lotniska do NAJBLIŻSZEGO i jak się później okazało jedynego, bankomatu w tej okolicy i próbujemy wyciągnąć kasę. I mamy problem! Bankomat dosłownie z obrzydzeniem zwraca nam karty informując, żebyśmy udali się do swojego banku. Ciekawe. Po jeszcze kilku próbach udaje się Wroblowi wyciągnąć kilka groszy i pełni nadziei ruszamy złapać transport do portu z którego wreszcie popłyniemy na Boracay. I tu nasze zdziwienie. W momencie kiedy tak dzielnie walczyliśmy z bankomatem, wszystkie busy, trycykle i autokary zdążyły odjechać. Pytamy przypadkowych kierowców, czy zabiorą nas do portu. Ci jednak odmawiają, bo nie chce im się jechać tylko z dwójką pasażerów i wolą poczekać na kolejny samolot. Wtedy zabrać pełny bus. Boleśnie logiczne. No, chyba, że zapłacimy za wynajem całego busa to wtedy nas mogą wziąć. Zapytaliśmy kiedy będzie kolejny samolot, a w pełni wyluzowany gościu odpowiada: I’m not sure&#8230; maybe 2 or 3 hours. No to czekamy. Samolot odwołany. Nie wiadomo czy jakiś dziś jeszcze będzie. Na lotnisku brak informacji ani jakichkolwiek tablicy, żeby chociaż spróbować się czegoś dowiedzieć. Z przerażeniem patrzymy jak część kierowców zaczyna powoli się zbierać do domu. Słońce zachodzi, a przed nami maluje się wizja nocy na parkingu lub wynajmu całego busa. Nagle zjawiają się dwie dziewczyny, które też chcą dojechać do portu. Dobijamy targu z kierowcą na &#8222;jedynie&#8221; podwójną stawkę i ruszamy w kierunku Boracay! W porcie zostaliśmy zbombardowani ilością karteczek. Ta różowa to od opłat portowych, niebieska to za bagaż, a żółta to podatek, no i jest jeszcze zielona za to że jesteśmy turystami, no i oczywiście biała. Biała to bilet na prom. Biała karteczka ma też kod do zeskanowania przy wejściu na nadbrzeże. Niestety czytnik nie działa. Jest jednak specjalna pani od obracania bramką. Nie pojęłam tego systemu. Ważne, że jesteśmy coraz bliżej celu. Wsiadamy do czegoś, co jest pół katamaranem i pół tramwajem wodnym i po 15 minutach, jesteśmy. Jeszcze tylko małe pertraktacje z kierowcą Tuk-tuka, w których pomagają nam dziewczyny z busa i kierujemy się bezpośrednio do hotelu. Późny wieczór już, więc meldunek, szama i spać! Od rana zaczynamy zwiedzanie wyspy. Od razu można zauważyć podział na wschodnią i zachodnią część. Wschodnia (w tej mieszkaliśmy) wietrzniejsza część, kitesurferska. Roi się tu od szkółek kite-owych i instruktorów, którzy totalnie wymiatają na wodzie, natomiast plaże są puste, pewnie przez to, że dość brudne i wąskie. Zachodnia, która przed wejściem na plaże przypominała Krupówki. Mnóstwo stoisk z pamiątkami, koszulkami, dziwnie przebrany gościu, z którym można zrobić sobie zdjęcie i pełno knajp. Nie do końca mój klimat. Plusem tej części wyspy zdecydowanie była plaża! Nie wiem czy kiedykolwiek, byłam na plaży z tak miękkim, puszystym?, białym piaskiem! No i kolor wody, jak z photoshopa &#8211; stojąc na brzegu widzisz rafę! Coś pięknego. Do tego jeszcze biało-niebieskie katamarany stwarzały klimat jak z pocztówki. Zdecydowanie warto pojechać, na północną część wyspy, na Puka Beach, gdzie jest (jeszcze) trochę mniej hoteli, więcej lokalsów, no i całkiem przyjemny widok na Caraboa- wyspę, na która nie mam pojęcia jak się dostać. Przez 3 dni zwiedzamy wyspę, nurkujemy, robimy zdjęcia i przedzieramy się przez tłumy turystów. Czy jakbym mogła, to pojechałabym jeszcze raz na Boracay? Raczej nie. Co nie znaczy, że jej nie polecam, bo wyspa jest piękna, natomiast są tam mocno wygórowane ceny oraz ilość turystów na m2. Po za tym jest tak wiele mniejszych i większych wysp dookoła, które chciałabym odwiedzić. Niestety Boracay nie skradła mi serca. Natomiast Tablas, Tablas, już tak. Praktycznie: z Kalibo do portu jedzie się ok 2h + 20 min promem prosto na Boracay. Koszt dojazdu z lotniska w Kalibo do portu i prom to między 200 a 600 peso. Dość duży rozrzut, my zapłaciliśmy 250/os. W tym cena biletu za prom (30 peso) +100 peso/ osopłaty portowej + 150 peso/2 os za trycykl z portu na Boracay do hotelu. Podsumowując: 850 peso/2os. Wizy na Filipiny są w formie pieczątki na wjeździe ważne 30 dni (Visa on arrival).</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/">Boracay &#8211; Filipiny po raz pierwszy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2356</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wiza Work and Holiday do Australii (462)</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/wiza-work-and-holiday-do-australii-462/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/wiza-work-and-holiday-do-australii-462/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Jun 2018 13:22:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Promo]]></category>
		<category><![CDATA[Papierologia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1787</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wniosek odrzucony!!! Czyli jak przez 3 miesiące staraliśmy się uzyskać wizę Work and Holiday (462) do Australii i jaką SUPER NIEMOCĄ okazała się dla nas papierologia z tym związana.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/wiza-work-and-holiday-do-australii-462/">Wiza Work and Holiday do Australii (462)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/wiza-work-and-holiday-do-australii-462/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1787</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Pierwsze tygodnie w Australii</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/pierwsze-tygodnie-w-australii/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/pierwsze-tygodnie-w-australii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 17 Jun 2018 06:15:39 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia Podróżoholika]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2349</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pierwsze tygodnie w Australii są dość wymagające. Pewnie jak w każdym nowym kraju. Zacznijmy może jednak od początku. Czy już wspominałam o tym, że nie jesteśmy tą parą, której zawsze wszystko się udaje? Nie? No to już wiecie. Mamy za to niesamowite szczęście do odwiedzania miejsc, które akurat są zamknięte. Można by powiedzieć, że właśnie tak było z naszym pierwszym dniem w Oz. Przylecieliśmy w Anzac Day. Wszystkie sklepy zamknięte, autobusy jeżdżą rzadko i niechętnie, a ludzie, których mijamy na ulicy są równie zagubieni jak my. Słowem: pustynia w tym Cairns. Dla nas nie było to najgorsze bo przynajmniej odbiliśmy sobie dość długi lot w dziwnych godzinach. Mogliśmy też zebrać się, bo przed nami: Pierwszy tydzień. Jako, że nasz pobyt w Australii miał być dłuższy to mieliśmy kilka niezbędnych rzeczy do załatwienia od razu po przylocie m.in. musieliśmy: Kupić karty sim i zarejestrować numery, otworzyć konto w banku, i złożyć wniosek o nadanie numeru podatkowego. Wszystko wydaje się być łatwe do zrobienia, i tak też było, do momentu wypełniania podania o tutejszy NIP. Jak się okazało, numer zostanie nadany w ciągu 30 dni od momentu złożenia wniosku i będzie wysłany pocztą na wskazany adres. Problem był w tym, że my nie znaliśmy naszego adresu (tzn. nie wiedzieliśmy gdzie będziemy za miesiąc). Na szczęście można ten papier również wysłać na adres poczty głównej, a w razie gdybyśmy chcieli się dowiedzieć jaki on jest, to możemy zadzwonić na infolinie i tam prawdopodobnie ktoś nam go podyktuje. Po co to wszystko? Tylko i wyłącznie po to, żeby pracować legalnie. Z resztą nikt na „czarno” nie chciałby nas zatrudnić. Przy okazji pracując na naszej wizie (462) w północnej części Australii można starać się o przedłużenie wizy na kolejny rok. Załatwiając kilka niezbędnych rzeczy uciekł nam pierwszy tydzień. Drugi tydzień!- gdzie jest Becia?! Australia jest zaaaarąbiście duża, i dostanie się z punktu A do B zajmuje tyle co wejście na Giewont w za dużych sandałach. Dlatego też trzeba mieć coś, co pomoże się przemieszczać: auto, kucyka, kosiarkę- wszystko, byle nie rolki. Drugi tydzień zaczęliśmy od intensywnych poszukiwań auta, co jak się okazało nie było takie proste. Na samochodach oboje znamy się tak, że podczas zakupu, to wiemy tylko to, że trzeba robić poważną minę i kopać w oponę. Nie mam zielonego pojęcia o tym, co się sprawdza i na co warto zwrócić uwagę itp. Nie ukrywam- Wróbel musiał się tym zająć. I tak po kilku dniach udało nam się kupić Becię (Mitshubishi challenger). Z doświadczenia, po paru miesiącach możemy powiedzieć, że jeśli kupujecie auto w Oz to omijajcie szerokim łukiem samochody od backpackerów. Najlepiej celować w coś w 4 cylindrach, pseudo terenowe, od Australijczyka. I sprawdzać przed kupnem u mechaników. Skąd pomysł na takie imię? Oglądaliście może „Gdzie jest Dori”? Mega animacja, w której jedną z postaci jest gołąb. Lekko „szalony”, nie do końca kumaty, taki po przejściach. I takie też jest nasze auto. Gdzieś coś cieknie, trochę lakier odpryskuje, czasami dziwnie brzmi, ale działa! (długo nie podziałało- spojler!). Po zakupieniu Beci, ruszyliśmy w teren. W poszukiwaniu pracy oczywiście. Najpierw Port Douglas, na północ, po czym szybko uciekliśmy na południe w kierunku Townsville zwanego również Brownsville. Za równo w jednym jak i drugim mieście nie znaleźliśmy tego czegoś, co sprawiłoby żebyśmy chcieli tutaj zostać. Co innego było w przypadku Airlie Beach. Bardzo przyjemne miasteczko, ładne wybrzeże i idealna temperatura &#8211; w dzień 26-30 stopni, a w nocy ok. 18. Niestety z robotą słabo, sezon turystyczny zaczyna się dopiero za miesiąc. Mimo to postanowiliśmy zatrzymać się tutaj na kilka dni i kto wie, może coś nam się uda złapać. Kilka dni zamieniło się w tydzień, bo mieliśmy dość duży problem żeby się rozstać z naszymi hostami! Brzmi to dziwacznie, ale to był najprzyjemniejszy tydzień w Australii przespany u kogoś w ogródku. Właściciel, jak się okazało, ma polskie korzenie, ale niestety z polskich słów zna tylko „Dzień dobry” i „kawa”. Postanowiliśmy więc, przedstawić mu Polskę z tej najlepszej strony- przez żołądek do serca- czyli zaserwowaliśmy POLSKIE PIEROGI! Danie okazało się tak orientalne, że było serwowane przez kolejne dwa dni. Wszelkie bariery zostały przełamane do tego stopnia, że Kevin i Amanda pytali po znajomych czy nie szukają kogoś do pracy, dzięki czemu zostalibyśmy w Airlie Beach dłużej, a pierogi serwowane byłyby przynajmniej raz w tygodniu. Niestety pracy nie znaleźliśmy i padła ostateczna decyzja o tym, że spróbujemy zupełnie czegoś innego, czegoś, czego pewnie nigdy więcej nie doświadczymy- pracy na Outback-u. Tak się skończyły nasze pierwsze tygodnie w Australii. Złote rady od Australijczyków: Węże na drzewach są ok, ale od węży na ziemi uciekaj robiąc dużo hałasu. Nie kąp się w rzece (szczególnie blisko ujścia), bo może cie zjeść krokodyl. W morzu może lepiej też nie, bo tam też są krokodyle i meduzy. Jak zobaczysz piękną, zieloną żabkę, która wygląda jak z bajki Disney’a, to broń Boże nie dotykaj! Lepiej nie jeździć po nocy autem, bo możesz coś potrącić zwykle kangura.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/pierwsze-tygodnie-w-australii/">Pierwsze tygodnie w Australii</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/pierwsze-tygodnie-w-australii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2349</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Gili Asahan &#8211; moje miejsce ucieczki</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/gili-asahan/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/gili-asahan/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 15 Jun 2018 13:12:10 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Indonezja]]></category>
		<category><![CDATA[Promo]]></category>
		<category><![CDATA[Co warto zobaczyć w]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1791</guid>

					<description><![CDATA[<p>Gili Asahan to miniaturowy raj u wybrzeża Lomboku na który (jeszcze) trafia niewielu turystów. Cisza, spokój, morze i żółwie czyli jak osiągnąć ZEN tak blisko super turystycznego Bali.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/gili-asahan/">Gili Asahan &#8211; moje miejsce ucieczki</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/indonezja/gili-asahan/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1791</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
