<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Portugalia - Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/europa/portugalia/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/europa/portugalia/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 24 Feb 2019 10:22:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Portugalia - Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/europa/portugalia/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 17: Sintra i wizyta na końcu świata</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Aug 2011 21:00:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=389</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie tylko Lizbońską katedrę udało nam się zwiedzić w wersji &#8222;oszczędnościowej&#8221;. Zachęceni sukcesem poprzedniej akcji jeszcze kilkakrotnie zwiększaliśmy zniżkę na bilet studencki do 100%. Zaraz po opuszczeniu Lizbony wybraliśmy się do Sintry. Jest to niewielkie miasto, położone na malowniczych wzgórzach, pełne wartych zobaczenia zabytków. Stanowiła kiedyś ucieczkę bogatych lizbońskich kupców przed zgiełkiem miasta. Wiele lat wcześniej powstał tam ufortyfikowany zamek Maurów, następnie zauroczeni krajobrazem portugalscy królowie obrali Sintrę na swoją letnią rezydencję. Wszystko, jakby powiedziała Kasia &#8211; piękniste! W 1995 r. Sintra została przecież wpisana na listę światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nam z całego zestawu najbardziej spodobała się Quinta da Regaleira. Omijając obowiązkową opłatę za bilet bezpardonowo wcisnęliśmy się tylnym wyjściem do tej zabytkowej rezydencji z 1910 roku. Zbudował ją António Augusto de Carvalho Monteiro, prawnik, który zbił zawrotną fortunę w Brazylii, mason i miłośnik neomanuelińskiego stylu (też niewiele nam to mówi). Trzeba podkreślić, że miał gość fantazję. Wszystkie elementy, jakie wprowadził w swoim otoczeniu, od ozdobnych rzeźb po kort tenisowy, miały symboliczne znaczenie. Wielki dom i otaczający go potężny ogród były jak spełnienie naszych dziecięcych marzeń. Radośnie biegaliśmy po kolejnych poziomach parku, szukając tajemniczych przejść, studni, ukrytych drzwi, wspinając się na wieżyczki i przebiegając pod sztucznymi wodospadami. Następnie wsiedliśmy w busika i ruszyliśmy na zachód. Jechaliśmy, jechaliśmy, jechaliśmy (jakieś 45 minut) aż&#8230; skończyła nam się Europa. Dotarliśmy na najdalej wysunięty na zachód lądowy punkt kontynentu &#8211; Cabo de Rocca. Meldujemy, że nie było widać żadnego wielkiego żółwia, tytanów, ani nawet nie kończyło się nagłym spadkiem morze. Za to wieje i zimno. Po wizycie na krańcu świata, gdzie wydawało nam się, że nie może już dąć mocniej, udaliśmy się na plażę w Guincho. Powitał nas tam Pedro, bardzo sympatyczny, były szef Kasi i instruktor kajta. Piękna plaża między skałami była w całości okupowana przez windsurferów i wielbicieli latawcowania. Podobno to doskonałe miejsce na tego typu sporty, gwarantujące odpowiednie warunki. Tego dnia wiało tak, że uniesione zimnymi podmuchami drobinki piasku kłuły skórę niczym igiełki szalonego specjalisty od akupunktury&#8230; albo kolejka z pepeszy. Potem, mimo wielu warstw ubrań, odnajdywaliśmy sążne zapasy piachu w takich miejscach, że wstyd o tym pisać na blogu. Pedro pożyczył nam treningowy, mały latawiec. Pierwsza lekcja &#8222;kitesurfingu na sucho&#8221; Pitera minęła bardzo radośnie. Biegał z wywieszonym językiem i ciesząc się jak dzieciak. Trochę nim targało, ale dał radę. Potem przyszła kolej Moni. &#8222;Z pewną taką dozą nieśmiałości&#8221; nasza zawodniczka podeszła do tematu, pobieżnie oceniając warunki pogodowe i odnosząc je do swojej, w gruncie rzeczy, mało imponującej masy. Wszystko było jednak super, a Monia cieszyła się jak gruby dzieciak tortem&#8230; dopóki Kasia podtrzymywała drążek. Chwila nieuwagi, osobista technika, mocny podmuch i Monks omal nie załatwiła sobie darmowego lotu do Ameryki. Mimo tego, że przez chwilę &#8222;miotało nią jak szatan&#8221;, wyszła z opresji cało, a nawet więcej niż cało, bo wyniosła z plaży w różnych kieszeniach i szczelinach jeszcze z 5 kg piachu. Dzień skończył się bardzo miło, gdyż zatrzymaliśmy się na noc w zaiste pięknych okolicznościach przyrody. Natural Park Arabiata zaoferował nam malowniczą plażę, którą zupełnie niechcący odnaleźli Krzyś i Kasia podczas nocnych zwiadów. W zasadzie to omal nie spadli ze skały w tę malowniczą przepaść. Warty odnotowania jest też fakt, że na wyraźne życzenie (skamlenie) Pitera, na kolacje zjedliśmy polskiego schabowego. Z ziemniakami i buraczkami od Monikowej Babci Eli. Bezcenne. Po przyjemnym plażowaniu ruszyliśmy dalej, spotkawszy po drodze w jednej z nadmorskich miejscowości Polkę Marysię &#8211; studentkę medycyny. Pozdrawiamy! Oglądając krajobrazy przemieszczaliśmy się na południe aż trafiliśmy do raju. Nazywa się on Zambujeira do Mar. Monia utrzymuje, że to najpiękniejsza plaża na świecie. Otoczona wysokimi skałami, nie oblegana przez ludzi. Doskonała do pływania i wyposażona w dwa naturalne prysznice (wodospady) ze słodką wodą. Cała czwórka szalała na bodyboardzie, prowadziła mecze w paletki, a także odbyły się brawurowe zapasy w błocie Kasi i Krzyśka. Ponieważ dwójka ta rozwiązuje problemy drogą siłową. Koniec naszego pobytu w Portugalii przebiegł niesamowicie przyjemnie. Zobaczyliśmy jeszcze południowo Portugaliskie skałki, między którymi kolor wody…eh to trudno opisać. Woda w stanie idealnie lazurowym robi olbrzymie wrażenie. A w ostatnią noc odwiedziliśmy Lagos, gdzie na nocnej eskapadzie barowo-klubowej Cebula z Wróblem spotkali chyba z miliart, albo nawet z szeznastu znajomych Kasi. W efekcie oboje wrócili do busa nad ranem przewracając się prosto na matę (nie z upojenia alkoholowego! Ze zmęczenia!). Tak właśnie pożegnaliśmy Portugalię. Wiemy jedno! Jeszcze tu wrócimy!</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 17: Sintra i wizyta na końcu świata</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">389</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 16: 3ODA czyli jak dostać się do katedry wyjściem</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-16-3oda-czyli-jak-dostac-sie-katedry-wyjsciem/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-16-3oda-czyli-jak-dostac-sie-katedry-wyjsciem/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 01 Aug 2011 20:54:35 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=387</guid>

					<description><![CDATA[<p>Był to pochmurny poranek w turystycznej dzielnicy Lizbony. Blade słońce wisiało na niebie, a cienie, jakby od niechcenia, zarysowywały kontury starych kamienic. Strzeliste wieże katedry wbijały się w niebo jakby chciały kogoś wkurzyć. Na szczęście Zeus spał &#8211; w przeciwieństwie do trzech par japonek pląsających po bruku. Postacie do których należało to, jakże liche obuwie, nie chciały wychylać się z wszędobylskiego, tłustego i ociekającego potem tłumu. Starały się zachować pozory i &#8222;wtopić&#8221; w zwiedzających, którzy tego dnia gromadnie przybyli do górującego nad deptakiem Domu Bożego. Japonki początkowo nie wyróżniały się, brnąc w pochodzie Canonów i Nikonów, jednak moment wystarczył, aby zniknąć z oczu stojącemu za nimi Japończykowi z dużym jak na ich nację&#8230; obiektywem. Wybiła godzina 10.00. Cienie postaci przemknęły po dachach pobliskich budynków. Dało się wśród nich wyróżnić dwie wysokie (no jak na moje oko 183cm wzrostu &#8211; przyp. autora) oraz jedną nieco niższą, ale za to bardzo ruchliwa osóbkę. Mimo charakterystycznych cech ciężko było odnaleźć pomiędzy nimi mężczyznę &#8211; chude łydki, kocie ruchy, waga piórkowa &#8211; tak&#8230; to był Piter. Dalej wysoka, smukła, niezwykle sprawna z wybijającymi się blond włosami kocica &#8211; niejaka&#8230; Cboola. Na końcu pilnująca tyłów Monia, która hipnotyzującymi ruchami potrafiła oczarować niejednego wroga. Grupa prezentowała się- jednym słowem- zacnie. Niektórzy nazwali by ich trzema muszkieterami, inni trójką drombo. Może trzej królowie? &#8211; nieeee&#8230;. ja opisałbym ich chwytającym za gardło określeniem &#8222;Trójka Ochoczo Drepczących Amigo&#8221; &#8211; w skrócie 3ODA (trzoda). Mieli jeden plan &#8211; zobaczyć katedrę od środka, oraz jedno niepisane założenie zrobić to od tylu. Każdy miał w tym jakiś cel: Piter &#8211; zobaczyć witraże, Monia &#8211; ochłodzić się, Kacha &#8211; no cóż, ona po prostu kocha katedry. Pod wielkim napisem SAIDA (wyjście) stał niczym nie wyróżniający się ochroniarz. Kropla potu spływają mu po skroni &#8211; było ok. 40 stopni Celsjusza. Czuł, że jego praca jest bardzo ważna, dlatego nawet przez chwile nie traktował jej z przymrużeniem oka. Bacznie obserwował tutejsze dzieci, które niecałe 10 metrów od niego bawiły się petardami. Co jakiś czas dały się słyszeć wystrzały korsarzy, a wraz z nimi łomot gołębich skrzydeł na wietrze. Ochroniarz bardzo tego nie lubił, dlatego za każdym razem gdy młodzieńcy podpalali lont krzywił się zamykając oczy. Tym razem miało być tak samo&#8230; ale nie było &#8211; w momencie wybuchu Piter wyskoczył z pobliskich krzaków i stanowczym ruchem wbił się mu nóż prosto w aortę. Krew tryskała na boki, białe krwinki skakały po kamiennym deptaku jak porąbane gazele na haju, a mała stróżka posoki zaczęła ścigać się z przerażonymi dziećmi, które brodząc w niej przewracały się o siebie&#8230; Hmm no dobra. Nieco przekolorowane, nie sadzicie? Koniec tychsensacji! Kto by w to uwierzył? 3ODA nie jest w stanie (czy aby na pewno ?!) zrobić takich rzeczy. Prawda jest nie co inna. Przypadek chciał, że pewna starsza kobieta podeszła do ochroniarza z zapytaniem &#8211; i tutaj pojawiła się okazja, która trzeba było wykorzystać. Pani Maria Wałach była na wakacjach w Portugalii, tego dnia zwiedzała katedrę w Lizbonie. Zauroczona ogromem i pięknym wykonaniem powoli kierowała się ku specjalnemu wyjściu jednocześnie zastanawiając się jak tak potężne miejsce musiało walić z liścia zwykłych  bogobojnych wieśniaków i to w końcu nie tak dawno, bo zaledwie 400 lat temu. Otworzyła drzwi wyjściowe a światło z zewnątrz oślepiło ją&#8230; widząc zaledwie przez mgłę spostrzegła postać młodego mężczyzny dziarsko kroczącego pod prąd a zaraz za nim dwie jasne postacie płynnie przechodzące pomiędzy wychodzącymi turystami. Była to 3ODA &#8211; studenci z POLSKI!!!</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-16-3oda-czyli-jak-dostac-sie-katedry-wyjsciem/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 16: 3ODA czyli jak dostać się do katedry wyjściem</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-16-3oda-czyli-jak-dostac-sie-katedry-wyjsciem/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">387</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 15: Portugalia, plażowanie i odpoczynki pod mostem</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-15/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-15/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 30 Jul 2011 20:46:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=385</guid>

					<description><![CDATA[<p>Ach, Portugalia! Pierwszą rzeczą, jaką zrobiliśmy zaraz po wjeździe do Portugalii było ogromne pranie. Zaczęliśmy od przerwy na obiad i kąpiel nad rzeką przedzielająca Hiszpanie i Portugalię. Niczym grupa wędrownych Cyganów między drzewami rozwiesiliśmy sznurki a na nich malownicze, kolorowe, mokre majtki. A kiedy nie starczyło miejsca ustroiliśmy też całego busika. Piknikujące portugalskie rodziny nawet nie wyglądały na zdziwione. Musimy zacząć naszą opowieść o Portugalii od pewnego wstępu: Kasia bywała tu już kilkakrotnie, mówi trochę po portugalsku i była dla nas wszystkich świetnym przewodnikiem po tym pięknym kraju. Odwiedziliśmy wiele miejsc, które przywołały fajne wspomnienia i spotkaliśmy kilkoro jej znajomych. Na samym początku niemile zaskoczyły nas ceny. Tankowanie trochę bolało, a żywność wydawała się prawie dwa razy droższa niż 2-3 lata temu. Niemniej jednak porto, sardynki, tunczyk z puszki, przeróżne smakowite ciacha i pewna mała Francuzeczka sprawiły, ze bardzo dobrze wspominamy kulinarną stronę tego kraju. Ale o tym za chwilę&#8230; Zaraz po zacnym posiłku i wielkim praniu zaczęło się plażowanie! W Viena De Castello piekielnie wiało i falowało! Dziarsko popędziliśmy zatem na piękną plażę. Kasia z kajtem, Monia z bodyboardem, wszyscy z bananem na twarzy. Trochę baliśmy się, ze mocniejszy podmuch porwie nam Cebulę. Całe szczęście, mimo największego latawca na plaży, nieprzystosowanego do takich warunków, powróciła cała, zdrowa i zadowolona. Krzysiek odbył także swoją pierwsza lekcje kajta. Również powrócił z tarczą&#8230; Z latawcem? Nooo, w każdym razie zwycięski! O Portugalii mówi się, że Braga się modli, Coimbra studiuje, Porto pracuje, a Lizbona baluje. Nasze wrażenia i przebieg podróży są podobne, jednak z zastrzeżeniem, że ten kraj wygląda i &#8222;pachnie&#8221; jakby tutaj nikt nigdy nie pracował&#8230; Następnego dnia odwiedziliśmy Bom Jesus, sanktuarium, które powstało bez konkretnego powodu, za to w ładnym miejscu &#8211; na zboczu góry w Bradze. Jest słynne z kilkupoziomowych schodów, które przy czterdziestostopniowym upale rzeczywiście zbliżają do aniołków&#8230; Szybko przejechaliśmy przez samą Bragę, odwiedziliśmy Barcelos ze słynnymi kogutkami i skierowaliśmy się do Porto. Na miejscu poszliśmy na długi spacer zwiedzając to niezwykle klimatyczne miasto. Strome uliczki, kamienice powciskane w zbocze skały, piękny most Eiffela, winnice (mniam, porto) i dzieciaki grające w piłkę gdziekolwiek tylko sie da &#8211; wszystko to tworzy niepowtarzalną atmosferę. Podobno Porto sie nie zwiedza, tylko chłonie jego leniwą atmosferę sącząc wino na tarasie knajpy gdzieś na Ribeirze. Zgadzamy się. Wieczorem udało nam się spotkać ze starymi znajomymi Kasi &#8211; Raquel i Pedrem. Ponieważ nasze kiszki nie tylko grały marsza, ale pisały całą symfonię na cześć ciepłego posiłku, wybraliśmy się razem na &#8222;coś lokalnego&#8221;. Tym czymś okazała się być franchesina, czyli rzeczona Francuzeczka, która wcale nie była taka mała. Ani też dietetyczna&#8230; To rodzaj podwójnego tostu, z czterema rodzajami mięsa, zapieczonego w morzu sera, z (opcjonalnym) sadzonym jajkiem, polanego obficie ostrym sosem paprykowym i podawanego z wiadrem frytek. Ach, powinniśmy wspomnieć o licznych przystawkach i przekąskach. I napojach. I tym, że objętościowo po powrocie pewnie będzie nas trochę więcej&#8230; Noclegu użyczyła nam Justyna, kolejna znajoma Kasi. Spotkaliśmy się wszyscy w jednym z wielu barów w Porto. Oprócz smacznych napojów klienci byli zainteresowani przede wszystkim meczem, który był transmitowany w telewizji. Wszystkie męskie głowy skierowane były ku telewizorni. Na uwagę zasługiwała szczególnie umiejętność serwowania posiłków prawą ręką, nalewania sangrii lewą oraz jednoczesnego afektywnego uczestnictwa w tym widowisku sportowym, którą zaobserwowaliśmy u panów kelnerów. Kolejnego dnia odwiedziliśmy stadion FC Porto, piękny dworzec z charakterystycznymi kafelkami, kawiarnię, w której powstała pierwsza część Harrego Pottera i jeszcze kilka urokliwych miejsc, z których słynie Porto. Wydaje nam się, że jest to miasto do którego warto wrócić. Miejscem, które zwiedziliśmy w następnej kolejności była Coimbra. Słynie ona z wybitnie studenckiego klimatu, z którego wiele zaczerpnęła pani Rowling tworząc świat Hogwartu. Tradycje uniwersyteckie są bardzo stare i rozbudowane. Poczynając od stroju, który stanowi przede wszystkim obszerna ciemna peleryna, poprzez bardzo rozbudowane juwenalia, cztery główne studenckie Republiki, specjalny &#8222;kodeks&#8221;, zwyczaj Palenia Wstążek (Quiema das Fitas), wspólne uczty&#8230; Ach, nie da się opisać tego w skrócie. Wszystko to sprawia, że średnia długość studiowania w Coimbrze to 7 lat. W pełni rozumiemy. Z Coimbry udalismy sie do Batalii, gdzie obejrzeliśmy przepiękną, wielką katedrę. I zjedliśmy dobre ciacha. Portugalia słynie z ciastek. Ciastka są wszędzie i zdają się być podstawą żywienia w tym kraju. Nawet troszkę to widać po okrągłych Portugalczykach&#8230; Są ciastka słodkie, słone, pikantne, mdłe, kruche, miękkie, z płynnym środkiem, z czekoladą, z mięsem, z rybami, z warzywami i z kreatywnymi nadzieniami wszelkiej maści. Do tego każde miasteczko ma swoją specjalność, której nie można spróbować nigdzie indziej. Następnie skierowaliśmy się do Lizbony. Jak przystało na włóczęgów zrobiliśmy sobie mały odpoczynek pod mostem. Jednak mostem nie byle jakim, bo najdłuższym w Europie. Most Vasco da Gamy ma 17 km, a obiad serwowany w jego cieniu smakuje doskonale. Zwiedziliśmy także imponujący kompleks rekreacyjny wybudowany na EXPO 98. W Lizbonie gościł nas kolejny kolega Kasi, Simon, który zadbał również o część rozrywkową i oprowadził nas dokładnie po imprezowej dzielnicy miasta Bairro Alto. Mojito truskawkowe to szczęście w płynie. Kolejny dzień to Belem, historyczna część miasta położona nad rzeką, gdzie znów zjedliśmy dobre ciacha (nazywają się tak jak sama dzielnica, a kolejka po nie zdaje się sięgać Kamczatki). Tutaj zaczyna się też kryminalno &#8211; sensacyjna część naszej podróży&#8230; (te pościgi, te wybuchy). Ale o tym w następnej notce.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-15/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 15: Portugalia, plażowanie i odpoczynki pod mostem</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-15/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">385</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
