<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>EXT 2011 - Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/tag/ext2011/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/tag/ext2011/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Sun, 24 Feb 2019 12:38:55 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>EXT 2011 - Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/tag/ext2011/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 26: Czechy i powrót do domu</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/polska/ext-2011-odc-26-czechy-powrot-domu/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/polska/ext-2011-odc-26-czechy-powrot-domu/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 01 Sep 2011 21:38:55 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Czechy]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=409</guid>

					<description><![CDATA[<p>Czechy nadchodzą- przejazd wypadł nam nocną porą. Tym bardziej zrobiło na nas wrażenie zatrzymanie przez policje z kałachami w środku nocy, w centrum jakieś mieścinki, którzy ewidentnie poszukiwali kogoś i wyjątkowo nie Pitera. Wtedy też powstała konspiracyjna teza o morderczych zamiarach autostopowicza, którego minęliśmy zaraz po tym. Do najbliższej cywilizacji miał jakieś 15 km. W każdym kierunku. Do tego jego odzienie kompletnie niedostosowane było do warunków pogodowych. Albo wracał z epickiej imprezy… albo woleliśmy nie pytać. Dla celów bezpieczeństwa i uniknięcia jego zemsty postanowiliśmy zaparkować samochód na noc nieco dalej. Bo „południe Czech zbyt piękne, żeby tam ginąć&#8221;. Najpiękniejsze okazało się jezioro Lipno, które stanowiło kunszt zagospodarowania turystycznego. Poza szlakami rowerowymi i rolkowymi dookoła jeziora, były tam 3 aquaparki, szlak dla narciarstwa biegowego i łyżew wytyczony przez jezioro, oraz 4 wyciągi w bliskim sąsiedztwie jeziora. O portach i żaglówkach nie wspominając. Rankiem, kiedy jednak okazało się, że ocaleliśmy z rąk szaleńców, morderców i tajemniczych nocnych wędrowców, a Pitera obozującego przy samej drodze nie rozjechał żaden TIR – obudziły się nasze głodne żołądki.  Biomarket oferował owego dnia stuprocentową zniżkę na grzyby. Przynieśliśmy ze spaceru całą michę zajączków, stojaczków, podgrzybków i tzw. „realmushroom”, czyli prawdziwków. Do tego ze 2 lub 3 ostanie jaja i wyszła najpyszniejsza na świecie grzybjecznica! Po śniadaniu przyszła pora na realizację kolejnych potrzeb z piramidy Maslowa. Przez cały wyjazd ekipa hartowała się w najzimniejszych wodach Europy, więc nawet zimne, wrześniowe, czeskie jezioro nie stanowiło dla nas wyzwania… no, może nie dla wszystkich. Monia odpuściła. Cziken! Najedzeni i wykąpani wyruszyliśmy zwiedzać przepiękny Český Krumlov. Maleńkie miasteczko nad Wełtawą, powstałe wokół XIII-wiecznego zamku, wygląda jak scenografia filmowa lub skansen. Jest to jednak autentyczne, zachowane w całości, europejskie, średniowieczne miasteczko.  Przez pięć wieków nie dotknęły go żadne działania wojenne, przebudowy lub większe klęski. Jest prześliczne i wszystkim polecamy udać się tam z aparatami. Ciekawostką jest możliwość zwiedzania Krumlova z poziomu rzeki, bowiem popularny tu jest rafting na rzece, zwłaszcza wśród młodych turystów. My postawiliśmy na panoramę, dlatego też weszliśmy na najwyższy punkt zamku. Czeski Krumlov to miejsce szczególnego dialogu między Piterem a Monią, która wyczuła dym w busie i powiedziała: „ O kurczę, coś się pali na pace”. Na to Piter: „ Spokojnie, tylko się tli”. Ostatecznie zdekonspirowaliśmy zwarcie kabla od lodówki i skończyło się na wietrzeniu busa. Naszym ostatnim przystankiem była Praga. Co tu dużo pisać – przywitała nas jak zawsze piękna, nieco doniosła, a jednocześnie bardzo przyjazna. Most Karola był pełen handlarzy, artystów i turystów. Nie bez zadyszki zdobyliśmy Hradczany, zrobiliśmy długi spacer po rynku i dzielnicy żydowskiej. Na koniec, wieczorem, zjedliśmy czosnkową zupę, knedliczki z gulaszem, popiliśmy czeskim piwem i zakończyliśmy tym samym nasz czeski „experience”. Następnego dnia przejechaliśmy do Polski. Powitaliśmy Wrocław głośnym trąbieniem, flagami, śpiewem i ogólną wesołością. Stęskniliśmy się, ach jak bardzo! Udaliśmy się prosto do domu Krzysia, gdzie czekała nas wzruszająca niespodzianka. Nasi rodzice i przyjaciele wyprawili dla nas iście królewskie przywitanie! Były uściski, oklaski, transparenty, fruwające korki od szampana, tort i pyszne jedzonko. Chyba jednak (mimo tego, że mieli spokój bez tej szalonej czwórki) nasi bliscy ucieszyli się, że wróciliśmy 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/polska/ext-2011-odc-26-czechy-powrot-domu/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 26: Czechy i powrót do domu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/polska/ext-2011-odc-26-czechy-powrot-domu/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">409</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 25: Austria czyli ordnung must sein!</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-25-austria-czyli-ordnung-must-sein/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-25-austria-czyli-ordnung-must-sein/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 30 Aug 2011 21:36:52 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Austria]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=407</guid>

					<description><![CDATA[<p>Austria i Austriacy pewnie by się obrazili, ale idealnym określeniem na ich stolice jest niemieckie przysłowie: Ordnung must sein! Przy czym tym razem jest to komplement. Czysto i nawet szaro-bura pogoda zakrapiana grubo deszczem, nie zmyła swoistej przyjemności zwiedzania tego miasta. Dzięki przewodnikom, plan wycieczki był szczegółowo zaplanowany: plac i katedra św. Szczepana, ratusz, parlament, pomnik Mozarta- dla niektórych pewnie brzmi to nudno i poważnie, jednak we Wiedniu można odczuć jedynie nutkę dostojności towarzyszącą każdemu miejscu. Jedynie wielki zawód dostarczyło nam Muzeum Leopoldów, które było zamknięte ze względu na uroczystości 10-lecia obchodzone dnia następnego. Najbardziej zawiedziona była Monia, która bardzo liczyła na obejrzenie zbiorów pana Schiele i Klimta. Wielkim zaskoczeniem był dla nas słabo działający we Wiedniu CS, co zmusiło nas do znalezienia noclegu poza miastem. Dodatkowo kolejna turystyczna informacja: po godzinie 19:30, cudem jest znalezienie otwartego sklepu. My tego cudu nie uświadczyliśmy. Wyrównanie trudów nocy, spędzonej przy ulicy w busie, przerywanej przez wizytę policjantów, którzy nie wiadomo dlaczego wzięli nas za muzyków, miało być wesołe miasteczko- Prater. Spędziliśmy tam parę godzin i przyznam, że był to naprawdę dobry pomysł. Odpuściliśmy sobie jeden z symboli Wiednia &#8211; Diabelski Młyn, działający od 1897r., bo w naszych oczach stanowił on atrakcje dla ludzi właśnie z tego rocznika ( I tutaj powinien paść komentarz na temat wieku starszyzny wyjazdowej). Jednak oni, z odrobiną szaleństwa w oczach, rzucili się na największą karuzelę łańcuchową świata. Panorama Wiednia z wysokości 117m naprawdę robi wrażenie. Chociaż muzyka ze Star Wars przy starcie i machający z dołu Wróbel, spowodowały nieposkromione uczucie jakby chciał nas on wysłać do Jabby. Chociaż wiemy dobrze, że nigdy by tego nie zrobił :). Kolejny wybór padł na Bumerang- który porzucał nami do góry nogami. Jednak to było nic, w porównaniu z Tajfunem, na którym odważyli się pójść Monia z Wróblem. Nie straszne im przeciążenie sięgające 3G, ani kręcenie, które dla nas- widowni wyglądało jak wir spowodowany spuszczaną wodą w kranie. Mimo deklarowanych 250 atrakcji w Praterze, po tych trzech nie bardzo było w czym wybierać. Nie pozostało nam nic innego jak obiecać sobie wycieczkę do jakiegoś większego wesołego miasteczka w Europie i udanie się do ojczyzny knedlików.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-25-austria-czyli-ordnung-must-sein/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 25: Austria czyli ordnung must sein!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-25-austria-czyli-ordnung-must-sein/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">407</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 24: Stacja Słowacja</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-24-stacja-slowacja/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-24-stacja-slowacja/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 25 Aug 2011 21:33:25 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Austria]]></category>
		<category><![CDATA[Słowacja]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=405</guid>

					<description><![CDATA[<p>No to Słowacja. Nasza wizyta na Węgrzech umożliwiła nam odzwierciedlenie prawdziwości przysłowia o przyjaźni Polsko-Węgierskiej na szczęście tylko w części dotyczącej szklanki. Szabelki zostały odłożone. Szkoda nam było wyjeżdżać ale ukojeniem na nasz smutek miał być bezpośredni sąsiad Polski- nieunikniony znak powrotu do kraju-Słowacja. Miał być- nie był. Zapowiadało się całkiem nieźle. Nocleg na łonie natury, grill, pranko i tylko kąpiel w jeziorze przypominała nam o pobycie, w innej niż Chorwacja, strefie klimatycznej. Niesmak pojawił się w dniu kolejnym. Cały kolejny dzień postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzanie stolicy. To centrum życia społecznego, kulturalnego, gospodarczego i politycznego oraz, jak obiecywał przewodnik, studencko-imprezowego zdawało się przechodzić przez martwy sezon. To peryferyjne położenie Bratysławy zdawało się wpływać na peryferyjny charakter tego miasta i żaden zabytek, muzeum, ani uniwersytet nie wpłynął na zmianę naszego zdania. Może odrobina słońca zmieniłaby nasze nastawienie. A tak, jedyną przychylną rzeczą, która nas spotkała była 50% zniżka studencka w lokalnej gastronomii. To wszystko tłumaczy tytuł naszego wpisu: „stacja Słowacja&#8221;- bo dosłownie był to tylko krótki przystanek podczas naszej podróży. Rekompensatą miała być stolica, która jest oddalona od Bratysławy jedynie o 60km (najkrótszy dystans między stolicami na świecie)- Wiedeń. Zanim tam dotarliśmy udaliśmy się na nasz kolejny „dziki” nocleg w hotelu typu „Natura-Natura”. Dokładnie nad Neusiedler See, na południe od Wiednia. 25 węzłów ( jednostka prędkości wiatru) była idealnym argumentem dla Cebuli, żeby po raz kolejny rozwinąć latawiec od kite&#8217;a. I mimo zdziwionego wzroku reszty użytkowników plaży, z pewnym zawzięciem udowadniała wszystkim ( poniekąd też i sobie), że wiatr nigdy nie jest za mocny na jej latawiec. Co dziwne, pływanie w tej zmrożonej otchłani, nie skończyło się nawet katarem.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-24-stacja-slowacja/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 24: Stacja Słowacja</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/austria/ext-2011-odc-24-stacja-slowacja/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">405</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 23: Węgry, przeszukanie busa i clubbing</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/wegry/ext-2011-odc-23-wegry-przeszukanie-busa-clubbing/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/wegry/ext-2011-odc-23-wegry-przeszukanie-busa-clubbing/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sat, 20 Aug 2011 21:30:59 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Węgry]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=403</guid>

					<description><![CDATA[<p>Cywilizacja- w jednym słowie można opisać nasze oczekiwania wobec przejścia granicznego Chorwacja- Węgry. Do tej pory nie wiemy kto się bardziej ucieszył z jej przekraczania. My- zbliżając się do Polski czy panowie celnicy, którzy patrzyli na nas jak na zaprzęg słoni Hannibala w Alpach. Zdawali się oni nie widzieć nikogo na tej granicy od dawna. Co też tłumaczy ich chęć obejrzenia tyłu busa ( pierwsze otwarcie w ciągu wyjazdu na wezwanie mundurowych!). Pierwsza myśl po otworzeniu paki – mogliśmy posprzątać busa. Druga myśl- Monia, bardzo ładna bielizna. Bez większych problemów wjechaliśmy na teren Węgier, gdzie po szybkich zakupach w biomarkecie, zatrzymaliśmy się na dyniowy obiad. Trochę nieswojo czuliśmy się obserwowani przez stado łosi!- kolejny związek Węgier i Finlandii. Oczywiście poza niezrozumiałymi językami- które się wywodzą z tej samej rodziny. Na tym to przystanku Cebula postanowiła udowodnić istnienie innego wymiaru w naszych lukach bagażowych i wejść do jednego z nich. Zrzućmy winę na obiad. Jakkolwiek, inny wymiar nie był godzien przyjąć takiego umysłu i Cebula weszła… ale bez głowy. Kolejny pit-stop Wypadł nad „węgierskim morzem&#8221; Balatonem. Jak podaje encyklopedia internetowa woda w Balatonie jest bogata w aniony (węglany,siarczany) oraz w kationy (magnez, wapń, sód). My dodatkowo zaobserwowaliśmy bogactwo błota, brudu i śmieci, i to wszystko na oszałamiającej głębokości 70cm. Jakoś tak, po tym całym chorwackim wybrzeżu, nie podobało nam się tu. Za to Budapeszt… to już całkiem inna historia. Wszystko dzięki naszemu gospodarzowi Markowi- znajomy Kasi z czasów wymiany zagranicznej w Portugalii, który nie tylko nas gościł w swoim domu, ale również postanowił pokazać cały Budapeszt z taksówkarską dokładnością. No właśnie, Mark dorabia czasami jako taksówkarz, stad wie gdzie można wjechać, gdzie zaparkować wytyczając nam trasy po Budapeszcie niczym GPS. Dzięki niemu zaparkowaliśmy pod samą Cytadelą, pod samym Zamkiem Królewskim, następnie pod Parlamentem ( notabene największy na świecie) oraz na Placu Bohaterów, na którym odbywały się pokazy woltyżerki konnej sięgającej umiejętności średniowiecznych tatarów. Wieczór natomiast spędziliśmy równie kulturowo Sięgając tym razem do współczesnej kultury studenckiej- clubbingu. Jest jedno rewelacyjne miejsce w centrum Budapesztu z siecią barów na otwartym powietrzu, dwoma scenami z różnym rodzajem muzyki, z klimatem niczym na małym wakacyjnym festiwalu, za jedyne 0,90 centów! Tam też Wróbel praktykował nowo poznaną teorie- że wszędzie są zniżki studenckie- wystarczy tylko zapytać. Tu też były- ale tylko na piwo. Wzięliśmy co było. Na szczęście powrót do domu taksóweczką z firmy, w której pracuje Mark. Następnego ranka, po raz kolejny rozbrzmiała z głośników busa piosenka „ Gas, gas” Bregovitza- nieodłączny element rozpoczęcia kolejnego etapu podróży.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/wegry/ext-2011-odc-23-wegry-przeszukanie-busa-clubbing/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 23: Węgry, przeszukanie busa i clubbing</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/wegry/ext-2011-odc-23-wegry-przeszukanie-busa-clubbing/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">403</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 22: Chorwacja, plażowanie i organy (morskie!)</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/chorwacja/ext-2011-odc-22-chorwacja-plazowanie-organy-morskie/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/chorwacja/ext-2011-odc-22-chorwacja-plazowanie-organy-morskie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 17 Aug 2011 21:27:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Chorwacja]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=401</guid>

					<description><![CDATA[<p>Etap Chorwacja! Jeżeli oglądając nasze zdjęcia z Chorwacji, macie wrażenie, że opalanie, kąpanie, szalone skoki do wody i ogólne plażowe rozbestwienie to jedyne co robiliśmy w tym kraju &#8211; to nie mijacie się bardzo z prawdą. Chorwacja to skały, słońce oraz woda tak czysta i turkusowa, że aż trudno w to uwierzyć. Obraz ten dopełniają spektakularne zachody słońca, w trakcie których świat wygląda zupełnie, jakby ktoś włączył czerwoną żarówkę, białe dachy, piękne góry, skały i głośne cykady… Tak, wiemy. Jest czego zazdrościć. Dla porządku należy jednak dodać, że Chorwacja to młody kraj, po którym widać wciąż ślady działań wojennych z 1994 roku. Oddalając się od autostrad i głównego szlaku turystycznego można natknąć się na wysiedlone domy lub wioski, budynki ze śladami kul i inne tego typu „pamiątki&#8221;. Do tego jest tu dosyć drogo, a w większych miejscowościach roi się od turystów – również bardzo wielu Polaków. Jeden z pierwszych dni w Chorwacji spędziliśmy, zaskakująco… na plaży. Jednak nie było to popularne turystyczne miejsce, tylko lokalna plaża dla miejscowych. Mieściła się koło starego portu oraz nieczynnej, nieco przerażającej kolejki, która kiedyś prowadziła w pobliskie góry. Nocleg w tym miejscu pozwolił nam bardzo blisko zapoznać się z chorwacką kulturą. Szczególnie jej sceną muzyczną. Pobliski bar, który miał zaledwie kilku klientów, przez całą dobę puszczał muzykę tak głośno, jakby wkoło bawiło się co najmniej 100 par. Jednocześnie odtwarzanych płyt było co najwyżej 5, więc każdą z nich poznaliśmy naprawdę dobrze. Udało nam się także spotkać znajomych Krzysia – odwiedziliśmy ich na wyspie Pag. Dorota, Łukasz, Marta i Bartek przyjęli nas ciepłym uśmiechem, prysznicem i prądem, za co bardzo dziękujemy. Kilka wieczorów spędziliśmy w ich miłym towarzystwie. Odwiedziliśmy Zadar. Bardzo ładne miasto położone na środkowym wybrzeżu Chorwacji. Oprócz wielu zabytków i atrakcji tego miasta (jak na przykład morskich organów lub świetlnej instalacji „powitanie słońca”) zapamiętamy to miasto jako prawdziwe „miejsce spotkań”. Na parkingu, dwa samochody obok naszego busa, nocowała bardzo sympatyczna para. Energiczna dwójka, w „bardzo średnim” wieku również spędzała wolny czas podróżując po świecie i Europie. Przegadaliśmy wspólnie w doskonałych humorach pół nocy. Okazuje się, że emerytura, to czasem dopiero początek! Wyjeżdżając na północ Chorwacji. Z każdym kilometrem, szczególnie po przekroczeniu pasma gór, na termometrach z każdym kilometrem spadała temperatura i pojawiało się coraz więcej drzew. Kolejnym przystankiem był Park Narodowy Jezior Plitwickich. Jego atrakcją jest 16 jezior o krystalicznie czystej, niebieskiej wodzie oraz sieć grobli i wodospadów. Pięknie! Wstęp był płatny. Oczywiście i na to znaleźliśmy radę. Po zwiedzeniu największych, najpiękniejszych, najstarszych i wszelkich „naj naj” katedr w całej Europie musimy zwrócić uwagę na pewien fakt. W Chorwacji, w okolicy Nin, istnieje chyba najmniejsza świątynia Europy. Z daleka wygląda jak lepianka na ziemniaki, z bliska jak kapliczka albo baszta zburzonego zamku, a szumny podpis głosi „Kościół św. Mikołaja”. Do środka byśmy się nie zmieścili we 4, ale przynajmniej dałoby się go objąć.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/chorwacja/ext-2011-odc-22-chorwacja-plazowanie-organy-morskie/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 22: Chorwacja, plażowanie i organy (morskie!)</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/chorwacja/ext-2011-odc-22-chorwacja-plazowanie-organy-morskie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">401</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 21: Włochy i Słowenia stereotypy i fakty</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/san-marino/ext-2011-odc-21-wlochy-slowenia-stereotypy-fakty/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/san-marino/ext-2011-odc-21-wlochy-slowenia-stereotypy-fakty/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 15 Aug 2011 21:24:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[San Marino]]></category>
		<category><![CDATA[Słowenia]]></category>
		<category><![CDATA[Włochy]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=399</guid>

					<description><![CDATA[<p>Makaroniarze, maminsynki, leniuszki komunikujący się krzykiem- tyle o Włochach mówią stereotypy. Obalamy każdy z nich. To nie stereotypy- to fakty! Może obraz jest trochę przejaskrawiony, ale podczas pobytu w prawie-słonecznej Italii odnosi się niepohamowane wrażenie, że całe zło świata spłynęło na ten kraj i ukradło Internet, zabrudziło plaże oraz ulice, zanieczyściło morze i schowało wszędzie terminale do płacenia kartą. W ramach zachowania równowagi we wszechświecie Włosi otrzymali sjestę, która OCZYWIŚCIE wypada w czasie największego głodu statystycznego Polaka. Dość narzekania Byłoby wielce niesprawiedliwe wrzucać cały naród do jednego worka, bo w końcu spotkaliśmy wielu miłych ludzi. Ok… no kilku ich było. Hhm, ok, jeden był – Max mu było na imię. Wesoły 40-latek, który gościł nas w Turynie, był chodzącym ucieleśnieniem włoskiego Dolce Vitea. Mieliśmy nawet możliwość poznania Maxa znajomych na jego spotkaniu pożegnalnym. Bo jak się okazało Max kolejnego dnia wybierał się do Polski. Spotkanie to wyraźnie uratowało wizerunek Turynu, powiem początkowo nie sprostał on pokładanym w nim nadziei post-olimpijskiego centrum rozwoju.  Ta stolica Fiata i kawy Lavazza trochę rozczarowuje, ale jak się później okazało miało być jeszcze gorzej. Mimo próśb znajomych Maxa o zmianę trasy podróży, z uporem andorskiego osła, udaliśmy się do Mediolanu. A szkoda! Miasto jakoś nie urzeka – prawdopodobnie w wyniku naszego wzrostu odporności na piękno. Bo skoro widziało się największe, najstarsze i najpiękniejsze, to jakie wrażenie mogą zrobić mediolańskie cegły. Sensacje, w tej wylęgarni kreacji, wywołał lokalny żul  paradujący w klapkach i wełnianym długim płaszczu.  Jednogłośnie został ochrzczony „żulem- dyktatorem mody&#8221; i był jedynym przykładem włoskiej ekstrawagancji.  I to tyle, jeśli chodzi o Mediolan. Ewidentne zmęczenie miastami dopadło każdego z nas. Spowodowało to chwilowy zwrotu ku naturze. Uderzyliśmy więc na zachodnie wybrzeże Italii. Po dotarciu na miejsce zaczęliśmy żałować, że nie jesteśmy jednak w mieście. Piasek brudny i to chyba przez jakiś chemiczny rodzaj zanieczyszczenia. Woda pełna „bogactw”- my np. wyciągnęliśmy sobie z niej sznurek na pranie. A w wodzie?- morski stwór, co wciągał pod wodę przy każdorazowo usłyszanej piosence Bajmu (Beata wybacz!) Z zachodniego wybrzeża GPS został nastawiony na Florencję. Nikt nie zwrócił uwagi na wytyczoną trasę, toteż zaskoczeniem był przejazd przez miejscowość Pisa. Zaczęły się dyskusje czy to TA Pisa czy to nie TA. Dysputę ucięła dopiero pochylona na horyzoncie wieża- swoją drogą też zaobserwowana przez przypadek. Urokliwe to miejsce, zwłaszcza nocą, kiedy to cały kompleks jest podświetlony, a cały ruch turystyczny stanowi garstka ludzi i kilku sprzedawców handlujący „świetlikami na procy”. Florencja- gorąco, tłoczno, ciasno i wiecie co? Podobało nam się bardzo. We Florencji naprawdę można poczuć klimat włoskiego miasteczka i mimo nastawienia miasta na przemiał turystyczny pozostawia po sobie pozytywne wspomnienia. Szczególnie Wróbel z Pieterem mieli uciechę zwiedzenia miasta dzięki rozpoznawaniu w jego poszczególnych budynkach i miejscach elementów z gry Assassin&#8217;s creed 2.  Nic tylko dać każdemu po toporze i zbroi Altaira (EZIO- dopisek Wróbl)! Na wysokości Florencji nasza trasa uległa zmianie. Kierowani wysokimi cenami jedzenia i paliwa, brakiem CS i obietnicą czystych chorwackich plaż, ucięliśmy „ rzymski odcinek” i skierowaliśmy się do San Marino.  To specyficzne „państwo w państwie” ma do zaoferowania panoramiczny widok na szczycie zamku, sklepy z każdym rodzajem asortymentu i kolejny tłum turystów, z których 70% zdawało się mówić po polsku. Jeszcze jedna rzecz przykuła naszą uwagę- asfaltowa droga prowadząca w dół stoku, której nie oparły się rolki Wróbla. I gdyby nie znaczny wzrost ruchu ulicznego to pewnie dojechałby do Rawenny. To miasto w pełni poświęcone Dante Aligheriemu, którego imię nosiły restauracje, hotele, bary, parki, skwerki, ulice, place, kościoły, kaplice, muzeum itd. Zamiast Boskiej Komedii, trochę wyglądało to na Ziemski Dramat. Trzy godzinne zwiedzanie to aż nadto. Kolejne dwa dni to typowe DOLCE FAR NIENTE ( 'słodkie nieróbstwo&#8217;) u wybrzeży wschodniego Adriatyku w okolicy Rimini. Wszystkie miejscowości zdominowane przez Polaków (jakaś inwazja na te Włochy). Tym bardziej dziwi nocne opustoszenie miasta, które przez to daje jakby przyzwolenie na skorzystanie z placów zabaw i hotelowych basenów. Ostatni włoski przystanek to Triest. Przyznam, że włącza mi się tu „ Syndrom Pitera” ( przyp.red. charakteryzuje się zanikiem pamięci w odniesieniu do poprzednich dni). Co tam się działo? Hmm … pranie w samoobsługowej pralni. To tyle! Bo o porcie w centrum miasta i szarych budynkach pisaliśmy już nie raz. Trochę z ulgą opuszczaliśmy ten kraj! Słowenia… nie poświęciliśmy jej za wiele czasu, bo w planach był tylko Koper. Kraj trochę zbliżony kulturowo do naszego, przez co wydawał się mniej „dziki”. Brak śmieci na ulicach, normalne ceny i kefir w sklepie, powodował zakręcenie łezki w oku ( ot taki symbol polskości na obczyźnie). Dodatkowo na Słowenii urzekają bio-markety pełne winogron i śliwek mirabelek oraz ludzie z poczuciem humoru. To tutaj celnik na granicy spytał nas czy jesteśmy pewni, że damy radę zwiedzić te 21 krajów w 80 dni, bo jakbyśmy chcieli się z nim założyć, to on nas chętni przetrzyma z 6 dni na granicy. Żartowniś! Ostatecznie puścił bez problemów…</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/san-marino/ext-2011-odc-21-wlochy-slowenia-stereotypy-fakty/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 21: Włochy i Słowenia stereotypy i fakty</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/san-marino/ext-2011-odc-21-wlochy-slowenia-stereotypy-fakty/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">399</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 20: Francja ponownie</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/francja/ext-2011-odc-20-francja-roznosci-pod-namiotami/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/francja/ext-2011-odc-20-francja-roznosci-pod-namiotami/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Aug 2011 21:18:34 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Francja]]></category>
		<category><![CDATA[Monako]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=397</guid>

					<description><![CDATA[<p>Francja, część druga, powrót. Pierwszy nocleg spędziliśmy nad cudownym jeziorem. Oczarowała nas czysta woda i wspaniałe gwiazdy na nocnym niebie. Wszystko było by super gdyby nie jeden malutki, maciupeńki szkopuł, który zainspirował nas do stworzenia nowego portalu www.kupaprzynamiocie.eu (domyślcie się). Wraz z następnym przystankiem cofnęliśmy się w czasie wprost do średniowiecznego zamku w  Carcassone. Szybki śniadaning na murach i zwiedzanie niesamowicie klimatycznych uliczek pozwoliło nam się na chwilę poczuć jak na w zamku Jana z Nottingham. Jeszcze tego samego dnia poznaliśmy dwóch Francuzów z którymi spędziliśmy wieczór pijąc soki rozmawialiśmy o filozofii w języku, pieszczotliwie nazwanym &#8222;frangielskim&#8221; (migowym?!). Impreza odbyła się na parkingu plażowym, przy którym nota bene znajdował się spożywczy &#8211; rano bagietki ochoczo same wskoczyły nam do busa! W tym samym czasie trawiły się w naszych jelitach frytki + jedna zbłąkana paróweczka z dnia wcześniej, a Monia (po traumatycznych przeżyciach) wyszła z pomysłem na kolejny portal www.zdechlykotpodnamiotem.eu (tak, tu też możecie się domyślić o co chodzi). Na każdym wyjeździe przychodzi czas na wysłanie kartek do znajomych. Francja była tym miejscem z którego większość naszej rodziny i znajomych dostała ich kartki. Pocztówki o których mowa nie były zwykłymi pocztówkami. Każda starannie dobrana miała niebanalne przesłanie a czasem i zaproszenie. Yes! Yes!!,Yes!!! You are next &#8211; powiedział osioł patrząc się przez lunetę na półnagą dziewoję. Większość kartek poleciała z Marseilles, gdzie poza zwiedzaniem portu odwiedziliśmy pocztę. Następnego dnia pojechaliśmy do zoo. Nie był to normalny ogród zoologiczny. Saint Tropez to miejscowość wszystkim i dużym i małym i chudym i grubym, no dosłownie każdemu, dobrze znana.  Chodzi się tutaj po głównym deptaku i obserwuje jak właściciele olbrzymich jachtów przycumowanych w porcie żyją i funkcjonują na swoich łódeczkach. Skąd zdanie o ogrodzie zoologicznym? Bo i miejscowość wyglądała jak zoo. Przynajmniej dla nas: po jednej stronie mamy ludzi chodzących po nabrzeżu, a po drugiej super-bogaci właściciele jachtów wyglądają zza zahartowanego szkła. Gdy dorzucimy jeszcze obsługę łodzi, która przynosi wszystko właścicielom do ich „sanktuarium&#8221; mamy zoo w pełnej krasie. Następna na naszej liście była Nicea. Trzeba przyznać, że Nicea jest to ładne miasto z tramwajami jeżdżącymi po trawie (dokładnie pomiędzy torami jest pięknie przystrzyżona murawa). Czemu nikt w Polsce na to nie wpadł… nie wiem?! Przechadzając się po pięknych małych deptakach doszliśmy do najlepszej lodziarni we Francji gdzie, każdy wybrał sobie po 2 finezyjne smaki. Nie pamiętam dokładnie co jadłem… jedno wiem &#8211;  Monia zjadła mydło (lody o smaku jaśminu). Następny przystanek tak dla urozmaicenia zrobiliśmy w innym kraju. Już nie Francja, a księstwo Monaco. Zaopatrzeni w wina i sery lawirowaliśmy wokoło pięknych wieżowców usytuowanych na skalistym zboczu. Przejechaliśmy busem po torze formuły 1 (czasy zbliżone do tych Kubicy), a następnie rozłożyliśmy się na murach zamku gdzie oglądając przepiękny widoki zjedliśmy kolację.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/francja/ext-2011-odc-20-francja-roznosci-pod-namiotami/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 20: Francja ponownie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/francja/ext-2011-odc-20-francja-roznosci-pod-namiotami/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">397</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 19: Barcelona!</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-19-barca/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-19-barca/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Tue, 09 Aug 2011 21:13:54 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Andora]]></category>
		<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=395</guid>

					<description><![CDATA[<p>Barcelona- notkę o tym mieście warto zacząć od podziękowań (raz jeszcze i raz jeszcze) dla naszej „Hostówki&#8221; Magdy. Magda ugościła nas przez trzy dni oddając nam we władanie, po zarząd i berło salon i kuchnię (jaaaazda- obiady na wypasie). Yhm, ale o czym to ja, a tak BARCELONA. Moim osobistym zdaniem (a wierzę, że ekipa w pewnym stopniu je podziela) Barcelona jest jednym z najlepszych miejsc jakie odwiedziliśmy. Może nie jest najpiękniejsza, nie powala zabytkami jak Paryż, nie miażdży pogodą jak Porto, nie ma tak fascynujących miejsc jak Turku… dobra, żartuje, ale Barcelona ma to wszystko co potrzebne do szczęścia przeciętnemu zjadaczowi chleba. No bo, podliczmy szczerze: Odległość do morza: 0 km. Odległość do gór (i mam tu na myśli GÓRY z lodowcem, a nie jakieś pagórki): ok 90 km. Tras na motor, rolki, wycieczki rowerowe czy piesze naokoło miasta: miliard, albo nawet z szeznaście. Infrastruktura, KLIMAT, miejsca do imprezowania i tańcowania i ogólnego ubawu, które są wszędzie, no i last but not least FC Barcelona! Fanom nie muszę mówić jak wygląda KAŻDY mecz na Camp Nou. Tak, więc to miasto zajmie dość wysoką pozycję w naszym rankingu. Jednocześnie warto wspomnieć, że postaraliśmy się zobaczyć praktycznie wszystko co Barcelona ma do zaoferowania. Od tych najsłynniejszych zabytków, poprzez stadion Camp Nou, aż po WSPANIAŁE oceanarium (naprawdę: NIE IDŹCIE tam, za 17 euro można kupić dużo fajniejszych rzeczy). Ba! Nawet się na koncert załapaliśmy! Całkiem darmo! I to taki, którego nigdzie indzie byśmy nie zobaczyli! W całym oglądaniu Barcelony zawsze towarzyszyła nam, albo Magda, albo… Magda, jako, że Monia ustawiła nam spotkanie, także z drugą swoją znajomą- Magdą. Wbrew pozorom Monia ma inne kryteria doboru przyjaciół niż po imieniu, przynajmniej taką mamy nadzieję. Ogólnie rzecz biorąc, bo na szczegółowe roztrząsania czasu ani miejsca nie ma, to Barcelona jest miejscem do którego warto wrócić. I nawet na dłużej. O! Z Barcelony pomknęliśmy w stronę Andorry. Postanowiliśmy w między czasie zrobić 110% normy i zamiast wymienianych na naszej stronie 21 krajów odwiedzić ich trochę więcej zahaczając o takie Europejskie maleństwa jak Gibraltar, Andorra, czy San Marino. I trzeba przyznać, że było warto. Wróćmy jednak do podróży między Barceloną a Andorrą. Wsiadając do busa Kasia raczyła przeczytać w przewodniku, (specjalne podziękowania dla PWN- naszego sponsora przewodników) że w Andorze nie ma większości podatków w tym akcyzy, tak, na benzynę też (o wy alkoholicy! Wiem o czym pomyśleliście!). Swoją drogą ten mały kraj na styku Francji i Hiszpanii oferuje zaskakująco dużo, tak jeśli chodzi o wspinaczkę, spacery po górach, ale też niezliczoną liczbę nowoczesnych wyciągów i ciągły śnieg w sezonie. Trudno się dziwić biorąc pod uwagę jaka jest wysokość na którą my dojechaliśmy busem. Tylko 91 metrów niżej niż najwyższe góry w Polsce! Trochę statystyk. Start w Barcelonie: Wysokość : 0 m.n.p.m Temperatura na starcie: ok 40 stopni celciusza Deszcz: brak (nie padał od miesiąca) Po dojeździe do Andory: Wysokość : 2408 m.n.p.m Temperatura: min 5 stopni celciusza Deszcz: byliśmy po burzy i przejeździe przez środek chmury Podsumowując: Andora jest śliczna, urocza, tania, ma dużo wyciągów narciarskich (sic!) i super zrobione kartki z koniem i generalnie zaskoczyła nas na plus. To zaskakująco dużo jak na kraj, w którym główna droga ma, no z może 40 km. Szaleństwo!</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-19-barca/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 19: Barcelona!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-19-barca/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">395</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 18: Zwiedzamy południową Hiszpanię</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-18-hiszpania-poludniowa-zar-slumsy/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-18-hiszpania-poludniowa-zar-slumsy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 07 Aug 2011 21:10:51 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Hiszpania]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=393</guid>

					<description><![CDATA[<p>Przypadło mi opisać południową Hiszpanię razem z Gibraltarem i Andorrą. I to krótko, bo plecy w pisaniu notek mamy oooolbrzymie. Południowa Hiszpania! Jest parę słów-kluczy, których po prostu trzeba użyć, gdy mówi się o tej części Europy. Najprostszym i od razu wpadającym mi do głowy jest porażający żar. Temperatura na południu Hiszpanii osiąga takie wartości, że nawet najbardziej wytrwałym słońcoentuzjastom mózg się gotuje, a białko we wszystkich komórkach ścina się z głośnym skwierczeniem. Ma to swoje zalety, można smażyć na masce samochodu. Było nam tak gorąco, że nie przepuszczaliśmy żadnej okazji, żeby się schłodzić. Fontanny, morze, ocean, toalety… no, słowem każdy zbiornik wodny służył nam do tego, żeby wylewać sobie za kołnierz hektolitry wody, które wysychały w ciągu 8 minut (sprawdzone!). Z Portugalii trafiliśmy do Sewilli. Miasto, którym w wyżej opisanym żarze chodziliśmy przez prawie cały dzień zachwyca zabytkami takimi jak Katedra Najświętszej Marii Panny – największy kościół gotycki na świecie (Kasia pieje z zachwytu w tle) czy Alkazar, czyli jeden z najpiękniejszych dworów królów hiszpańskich. To tutaj podjęto decyzję o wysłaniu Krzysztofa Kolumba w jego podróż do Ameryki, czy raczej do Indii. Pomyślmy! Czego by nie było… hm, no hamburgerów, by nie było i Lady Gagi pewnie. Z Sewilli polecieliśmy w stronę Gibraltaru zatrzymując się na nocleg w… parku narodowym na wybrzeżu. I tu warto pochwalić policjantów Hiszpańskich! Inaczej niż iż koledzy z Francji nie przyjechali o godzinie 7:00, żeby nas obudzić tylko kulturalnie poczekali, aż zjemy śniadanie i poskładamy rzeczy. Hiszpańska policja dostosowuje się do tempa życia Hiszpanów. Przed 12 to się nawet mandatów nie chce wystawiać. Z tej perspektywy południową Hiszpanię da się lubić 😉 W ten sposób dotarliśmy do Gibraltaru, który okazał się bardzo gościnny (ah te strefy bezcłowe!) i jak na terytorium Angielskie zdecydowanie za suchy. Co ciekawe Gibraltar ma własne lotnisko… w poprzek głównej drogi prowadzącej do miasta. Załapaliśmy się na lądowanie nawet, a Piter z Monią na głaskanie małp, trudno powiedzieć kto był bardziej zadowolony z tego faktu. Z Gibraltaru wystrzeliliśmy niczym strzała i unikając zygzakiem płatnych tras pomknęliśmy w stronę Malagi. Skrócę mocno opisy wszystkich miast południowej Hiszpanii. Wszystkie (aż do wysokości Walencji) są praktycznie takie same. Wysuszona na miał ziemia, dużo palm, w każdym z nich obowiązkowo plaża miejska i bardzo (tu słowo STRASZNIE jest nieodzowne) brudna woda morska. Przy okazji trafiliśmy w Almerii na Slumsy beach jak została przez nas ochrzczona plaża, na której zdaje się całe rodziny żyją w namiotach bezpośrednio na piasku (chociaż piasek to chyba za dużo powiedziane). Widok jest jednocześnie przerażający i fascynujący. Tak czy inaczej zostaliśmy tam ciepło przyjęci z grillem i shishą i ogólnym rozgardiaszem jaki zawsze ze sobą wozimy. Na każdej innej plaży zostalibyśmy wyrzuceni pewnie po 13 sekundach. Walencja przywitała nas zestawem gigantycznych i futurystycznych obiektów wybudowanych w dawnym korycie rzeki. Znajduje się tam muzeum nauki (odwiedzone!), akwarium, kino IMAX i wieeeeele różnych innych atrakcji. Trzeba przyznać, że Walencja jest bardzo dobrze przygotowana na najazdy turystów i oferuje dużo ciekawych i wartych zobaczenia rzeczy. W tym samym mieście mieliśmy okazję odwiedzić plac zabaw. Nie taki zwykły, bo zrobiony z olbrzymiego człowieka leżącego na plecach- Guliwera. Dobra, może jesteśmy trochę dziecinni, ale tymi zjeżdżalniami z rąk po prostu nie dało się nie zjechać. Wiem, że to bardzo skrótowy opis jak na calą południową Hiszpanię, ale obiecujemy nadrobić w następnych wpisach. Z Walencji uciekliśmy do Barcelony ale o tym w następnej notce…</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-18-hiszpania-poludniowa-zar-slumsy/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 18: Zwiedzamy południową Hiszpanię</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/hiszpania/ext-2011-odc-18-hiszpania-poludniowa-zar-slumsy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">393</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 17: Sintra i wizyta na końcu świata</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 03 Aug 2011 21:00:02 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[EXT 2011]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=389</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nie tylko Lizbońską katedrę udało nam się zwiedzić w wersji &#8222;oszczędnościowej&#8221;. Zachęceni sukcesem poprzedniej akcji jeszcze kilkakrotnie zwiększaliśmy zniżkę na bilet studencki do 100%. Zaraz po opuszczeniu Lizbony wybraliśmy się do Sintry. Jest to niewielkie miasto, położone na malowniczych wzgórzach, pełne wartych zobaczenia zabytków. Stanowiła kiedyś ucieczkę bogatych lizbońskich kupców przed zgiełkiem miasta. Wiele lat wcześniej powstał tam ufortyfikowany zamek Maurów, następnie zauroczeni krajobrazem portugalscy królowie obrali Sintrę na swoją letnią rezydencję. Wszystko, jakby powiedziała Kasia &#8211; piękniste! W 1995 r. Sintra została przecież wpisana na listę światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nam z całego zestawu najbardziej spodobała się Quinta da Regaleira. Omijając obowiązkową opłatę za bilet bezpardonowo wcisnęliśmy się tylnym wyjściem do tej zabytkowej rezydencji z 1910 roku. Zbudował ją António Augusto de Carvalho Monteiro, prawnik, który zbił zawrotną fortunę w Brazylii, mason i miłośnik neomanuelińskiego stylu (też niewiele nam to mówi). Trzeba podkreślić, że miał gość fantazję. Wszystkie elementy, jakie wprowadził w swoim otoczeniu, od ozdobnych rzeźb po kort tenisowy, miały symboliczne znaczenie. Wielki dom i otaczający go potężny ogród były jak spełnienie naszych dziecięcych marzeń. Radośnie biegaliśmy po kolejnych poziomach parku, szukając tajemniczych przejść, studni, ukrytych drzwi, wspinając się na wieżyczki i przebiegając pod sztucznymi wodospadami. Następnie wsiedliśmy w busika i ruszyliśmy na zachód. Jechaliśmy, jechaliśmy, jechaliśmy (jakieś 45 minut) aż&#8230; skończyła nam się Europa. Dotarliśmy na najdalej wysunięty na zachód lądowy punkt kontynentu &#8211; Cabo de Rocca. Meldujemy, że nie było widać żadnego wielkiego żółwia, tytanów, ani nawet nie kończyło się nagłym spadkiem morze. Za to wieje i zimno. Po wizycie na krańcu świata, gdzie wydawało nam się, że nie może już dąć mocniej, udaliśmy się na plażę w Guincho. Powitał nas tam Pedro, bardzo sympatyczny, były szef Kasi i instruktor kajta. Piękna plaża między skałami była w całości okupowana przez windsurferów i wielbicieli latawcowania. Podobno to doskonałe miejsce na tego typu sporty, gwarantujące odpowiednie warunki. Tego dnia wiało tak, że uniesione zimnymi podmuchami drobinki piasku kłuły skórę niczym igiełki szalonego specjalisty od akupunktury&#8230; albo kolejka z pepeszy. Potem, mimo wielu warstw ubrań, odnajdywaliśmy sążne zapasy piachu w takich miejscach, że wstyd o tym pisać na blogu. Pedro pożyczył nam treningowy, mały latawiec. Pierwsza lekcja &#8222;kitesurfingu na sucho&#8221; Pitera minęła bardzo radośnie. Biegał z wywieszonym językiem i ciesząc się jak dzieciak. Trochę nim targało, ale dał radę. Potem przyszła kolej Moni. &#8222;Z pewną taką dozą nieśmiałości&#8221; nasza zawodniczka podeszła do tematu, pobieżnie oceniając warunki pogodowe i odnosząc je do swojej, w gruncie rzeczy, mało imponującej masy. Wszystko było jednak super, a Monia cieszyła się jak gruby dzieciak tortem&#8230; dopóki Kasia podtrzymywała drążek. Chwila nieuwagi, osobista technika, mocny podmuch i Monks omal nie załatwiła sobie darmowego lotu do Ameryki. Mimo tego, że przez chwilę &#8222;miotało nią jak szatan&#8221;, wyszła z opresji cało, a nawet więcej niż cało, bo wyniosła z plaży w różnych kieszeniach i szczelinach jeszcze z 5 kg piachu. Dzień skończył się bardzo miło, gdyż zatrzymaliśmy się na noc w zaiste pięknych okolicznościach przyrody. Natural Park Arabiata zaoferował nam malowniczą plażę, którą zupełnie niechcący odnaleźli Krzyś i Kasia podczas nocnych zwiadów. W zasadzie to omal nie spadli ze skały w tę malowniczą przepaść. Warty odnotowania jest też fakt, że na wyraźne życzenie (skamlenie) Pitera, na kolacje zjedliśmy polskiego schabowego. Z ziemniakami i buraczkami od Monikowej Babci Eli. Bezcenne. Po przyjemnym plażowaniu ruszyliśmy dalej, spotkawszy po drodze w jednej z nadmorskich miejscowości Polkę Marysię &#8211; studentkę medycyny. Pozdrawiamy! Oglądając krajobrazy przemieszczaliśmy się na południe aż trafiliśmy do raju. Nazywa się on Zambujeira do Mar. Monia utrzymuje, że to najpiękniejsza plaża na świecie. Otoczona wysokimi skałami, nie oblegana przez ludzi. Doskonała do pływania i wyposażona w dwa naturalne prysznice (wodospady) ze słodką wodą. Cała czwórka szalała na bodyboardzie, prowadziła mecze w paletki, a także odbyły się brawurowe zapasy w błocie Kasi i Krzyśka. Ponieważ dwójka ta rozwiązuje problemy drogą siłową. Koniec naszego pobytu w Portugalii przebiegł niesamowicie przyjemnie. Zobaczyliśmy jeszcze południowo Portugaliskie skałki, między którymi kolor wody…eh to trudno opisać. Woda w stanie idealnie lazurowym robi olbrzymie wrażenie. A w ostatnią noc odwiedziliśmy Lagos, gdzie na nocnej eskapadzie barowo-klubowej Cebula z Wróblem spotkali chyba z miliart, albo nawet z szeznastu znajomych Kasi. W efekcie oboje wrócili do busa nad ranem przewracając się prosto na matę (nie z upojenia alkoholowego! Ze zmęczenia!). Tak właśnie pożegnaliśmy Portugalię. Wiemy jedno! Jeszcze tu wrócimy!</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/">Wyprawa dookoła Europy EXT 2011 Odc 17: Sintra i wizyta na końcu świata</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/europa/portugalia/ext-2011-odc-17-sintra-wizyta-na-koncu-swiata/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">389</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
