<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Iran - Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/azja/iran/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/azja/iran/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 25 Feb 2019 01:50:46 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Iran - Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/miejsca/azja/iran/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>MXT 2012 Odc 13: O weselu irańskim, władzy kobiet i wstawaniu w nocy</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/o-weselu-iranskim/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/o-weselu-iranskim/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Feb 2015 23:36:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Iran]]></category>
		<category><![CDATA[MXT 2012]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=441</guid>

					<description><![CDATA[<p>Następnego dnia wstajemy rano. Bardzo, bardzo rano. Dla nas to prawie środek nocy. Do salonu, w którym śpimy wpada najpierw babcia naszego gospodarza powiewając czadorem, a potem on sam. &#8211; Prysznic, coś zjemy i idziemy na bazar dywanów- zarządza Ali. &#8211; Uaaaeeeoo- odpowiadam inteligentnie. Tylko na tyle mnie stać o tej godzinie. Wstaję i postanawiam iść bezpośrednio pod prysznic. Po pierwsze dlatego, żeby się obudzić, po drugie dlatego, że skutecznie obudzony przez babcię Maks siedzi na dywanie i zdaje się nie ogarniać co się stało. Trzeba mu dać trochę czasu, żeby doszedł do siebie. Wygląda na człowieka, który dopiero za pół godziny przypomni sobie jak ma na imię. Sytuacji nie polepsza babcia, która cały czas do Maksa mówi, oczywiście w farsi. Ten kiwa głową, chociaż ciężko powiedzieć czy żeby wyrazić aprobatę dla jej słów, czy żeby sobie przypomnieć w jakim kraju się znalazł. &#8211; Babcia mówi, że już długo śpicie, a z długiego spania nie ma nigdy pożytku- tłumaczy uśmiechnięty Ali. &#8211; Można na przykład przez przypadek się wyspać- mruczę pod nosem, ale zgarniam rzeczy i proszę Aliego, żeby pokazał mi gdzie jest łazienka. Prysznic jest lodowaty. Może to następna złota reguła babci? Lodowate prysznice sprawiają, że młodzi mężczyźni są bardziej pożyteczni? Nienawidzę kąpać się w zimnej wodzie. Wychodzę z pod prysznica. &#8211; Rześko- rzucam do Aliego. Ten klepie się w czoło. &#8211; Zapomniałem ci włączyć ogrzewania wody! Trzeba było krzyczeć! Nie ważne. Nie chce mi się spać już ani trochę, więc można odtrąbić sukces. Wchodzę do kuchni gdzie nadal zaspany Maks siedzi za stołem. Babcia krząta się i coś przygotowuje co pewien czas rzucając parę słów w stronę Maksa. &#8211; Gadacie sobie? – pytam. &#8211; No. Ja głównie się zgadzam- odpowiada- prysznic wolny? &#8211; Tak Zmiana, teraz moja kolej na kiwanie głową. Maks wraca po pewnym czasie w krótkich spodniach. Słychać syk wciąganego powietrza z tej części kuchni w której stacjonuje babcia. &#8211; Nie, nie, nie- mówi Ali- musisz się ubrać. &#8211; Jestem ubrany &#8211; W ubrania w których możesz wyjść do ludzi – gospodarz patrzy wymownie w kierunku krótkich dżinsów. Kapitulacja. Maks ubiera długie spodnie mrucząc pod nosem co sądzi o sensowności tego rozwiązania gdy na dworze jest zyliard stopni. *** Po śniadaniu wsiadamy wszyscy do samochodu Aliego i jedziemy w kierunku miasta. Nagle na którymś skrzyżowaniu nasz gospodarz podjeżdża do grupki ludzi stojących na rogu i otwiera okno. Po krótkiej rozmowie jeden z wąsatych panów otwiera sobie drzwi do samochodu i z zakłopotanym uśmiechem przepycha mnie na dalsze siedzenie. Nasz gospodarz całkowicie ignoruje sytuację. &#8211; Eee… Ali? &#8211; No? &#8211; Jakiś gość ci siedzi w samochodzie. Okazuje się, że to ogólnoirański zwyczaj. Komunikacja miejska niby istnieje, ale już jakikolwiek jej rozkład nie bardzo (trochę jak z PKP u nas zimą, możesz się terminem przyjazdu sugerować, ale nie powinieneś mu wierzyć). Taksówki są za drogie dla większości Irańczyków, a na chodzenie piechotą zwykle za gorąco. Wykombinowali sobie więc następujący system: Jeżeli chcesz gdziekolwiek jechać, stajesz na rogu dwóch, najlepiej głównych ulic  i się nie poruszasz. Jeżeli ktoś jedzie i chce cię zabrać, zatrzymuje się i krzyczy przez okno gdzie jedzie. Wszyscy chętni wsiadają, a na końcu płacą „na benzynę” kierowcy. Minimalnie za 1-2 litry. W ten sposób, wytłumaczył nam Ali, w zasadzie dojedziemy do bazaru za darmo, a jak się poszczęści to i za tyle samo wrócimy. Muszę przyznać, że uwielbiam bazary. Nie takie Polskie jak stadion X-lecia, czy Świebodzki we Wrocławiu (chociaż trzeba przyznać, że musi być atrakcja dla obcokrajowców), ale te które mieliśmy okazję zwiedzić na naszym tripie. Irańskie bazary na których można kupić wszystko i nic, Tajskie night markety na których można było dostać najtańszego na świecie i jeszcze ciepłego Iphona z Androidem, czy Boliwijski targ czarownic z zasuszonymi płodami lam. Jasne, na większości bazarów można dostać same dobrocie z Chin, ale czasem trafiają się ciekawe rzeczy. No i każdy bazar ma swój wyjątkowy klimat, który można poczuć wędrując alejkami z wyłożonym towarem i rozmawiając z handlarzami. Nie inaczej było w Tabrizie. Bardzo szybko okazało się, że Ali zna co drugiego sprzedawcę, więc chodziliśmy od stoiska do stoiska, piliśmy hektolitry herbaty i podziwialiśmy dywany. Przyznam szczerze, że nie dziwie się, że niektóre z nich w domyśle mają wisieć na ścianie. Są tak misternie zrobione i delikatne, że sam nie odważyłbym się po nich chodzić. Ali opowiadał, że po dywany z tego bazaru ludzie przylatują z drugiej strony świata, i że okazy sprzedawane tu w najlepszych sklepach mogą kosztować nawet 300 tyś dolarów i zazwyczaj są robione przez lata. Wychodzimy z bazaru i idziemy na spacer po mieście. Staramy się nie wyglądać jak stereotypowa japońska wycieczka, ale wszystko nas dziwi i zaskakuje, więc starać musimy się bardzo. Obaj trochę się różnimy od tłumu przy czym Maks zdecydowanie bardziej. Jego blond dready wzbudzają żywe zainteresowanie. Trudno, musimy się przyzwyczajać, bo w Pakistanie czy Indiach nie będzie inaczej. Przechodzimy koło mięsnego. Na wystawce dość szokujący zestaw: mózg oraz owcza oskórowana głowa. Robię zdjęcia i nawet nie zauważam jak przysuwa się do mnie Ali. &#8211; Robi się z tego śniadanie- oznajmia- bardzo dobre, ale podają to tylko bardzo, bardzo rano. Istnieje jeszcze bardziej rano niż my to dziś doświadczyliśmy? Co to za kraj? Wynajdują godziny dnia, które jeszcze parę tygodni temu były zarezerwowane dla naprawdę dobrych imprez. Przechodzimy dalej i na stoisku warzywnym zauważam coś znajomego. Ogórki kiszone! Robię zdjęcie. &#8211; Eee… no to są takie ogórki, które są trochę zepsute- tłumaczy Ali- ale nie są złe! Bardzo smaczne, takie kwaśne. Jak miałem gości kiedyś to się śmiali, że w Iranie jemy zepsute rzeczy… Widzę, że jest zakłopotany, więc postanawiam go poratować. &#8211; U nas też są popularne- uśmiecham się &#8211; Naprawdę? &#8211; No najlepiej smakują do wódki- mówi Maks. No cóż tego akurat w Iranie nie można dostać. Przynajmniej oficjalnie. Postanawiamy iść coś zjeść. Ali prowadzi nas do małej miejscowej knajpy. Pełny talerzy ryżu z mięsem na wierzchu i grillowanymi pomidorami  kosztuje niecałe 2 dolary na osobę. Prosto, pięknie i smacznie. Po jedzeniu spotykamy się ze znajomymi Aliego i idziemy na shishę. Schodzimy po schodach pod ziemię. Knajpa dość specyficzna. Większość miejsc siedzących jest na dywanach, chociaż przy ścianach gdzie dywany się nie zmieściły stoją stoliki. Jest aż siwo od shishowego dymu i siedzi całkiem sporo Irańczyków. Sami mężczyźni. Chłopaki tłumaczą nam, że kobiety nie mogą wchodzić do lokali, które są położone pod ziemią. Zabrania tego jakieś prawo. Nie wiedzą jakie. Pomiędzy stolikami i dywanami rozłożonymi na ziemi krążą pracownicy roznosząc herbatę w charakterystycznych szklankach. Zasada jest taka: kupujesz shishę, dostajesz tyle herbaty i węgli ile tylko do niej chcesz. Siadamy i zaczynam wypytywać naszych Irańskich kolegów o wszystko co mi przyjdzie do głowy. Bardzo szybko orientuję się, że obracają temat i wypytują nas o informację na temat naszego kraju i sytuacji na świecie. Iran to bardzo zamknięty kraj. Cenzura powoduje, że Irańczycy nie mają dostępu do wielu filmów i książek. Informacje w gazetach są bardzoskąpe. A internet jest pod jurysdykcją władz. Próba wejścia na strony zachodnich mediów, kończy się zwykle wielkim zdjęciem głowy wodza i szefa wszystkich szefów. Podpis pod zdjęciem oznajmia, że pewnie się pomyliłeś wpisując adres, ale za to masz tutaj strony które są o niebo lepsze od tego co chciałeś zobaczyć. Oczywiście tak jak w każdym przypadku Irańczycy znaleźli sposób na obejście tej blokady, niemniej oficjalne wchodzenie na facebooka np. w kawiarence internetowej (tak! Mają tego całkiem sporo) wiąże się  z nieprzyjemnymi konsekwencjami. Dlatego też zostaliśmy przy shishy przyparci do muru i wypytani o wszystko co przyszło chłopakom do głowy. Zaczęli od polityki, a skończyli na pytaniu szeptem czy to prawda, że w nieocenzurowanym internecie można znaleźć filmy dla dorosłych. Po dwóch godzinach byliśmy trochę zmęczeni od ciągłego gadania i zaczęliśmy się zbierać. &#8211; Wiecie co? Bardzo dobrze mi się z Wami gada i wyglądacie na fajnych gości. Może macie ochotę pojechać jutro na Irańskie wesele?- pyta nas Ali. Oczywiście! Nie możemy odmówić! *** Następnego dnia rano do salonu wpada babcia Aliego i zaczyna nas budzić. Mam wrażenie, że wpadliśmy w jakąś pętle czasoprzestrzenną. Dzień świstaka czy coś takiego. Patrzę na zegarek. Uhu! Dziś to poszaleliśmy- dała nam pospać 20 minut dłużej. Po śniadaniu wsiadamy do samochodu z rodzicami Aliego i jedziemy do wioski w której ma odbyć się wesele. Po drodze załatwiamy jeszcze worek pieniędzy w bardzo niskich nominałach i parę drobnych zakupów. Cały czas rozmawiamy z Alim. Okazuje się, że pomimo, że ma 19 lat, jest już na trzecim roku studiów. Liczy, że będzie mógł zdobyć jakiś grant i wyjechać „gdzieś na zachód”. Wyobraża sobie, że Europa zachodnia to kraina miodem i mlekiem płynąca i nie da się tam nie odnieść sukcesu. Nie wyprowadzamy go z błędu. Fascynuje mnie kultura jazdy w Iranie. Z resztą od Iranu na wschód było coraz ciekawiej. Stojąc obok można odnieść wrażenie, że chaos, brak świateł, nie używanie kierunkowskazów, traktowanie ograniczeń prędkości jako sugestii będzie prowadziło do dużego niebezpieczeństwa na drodze. Jednak Irańczycy w przeciwieństwie do Polaków są na drodze bardzo dla siebie mili. Zawsze ustępują innym, robią sobie miejsce nawet gdy ktoś wyprzedza „na czwartego”. Dlatego pomimo, że z boku ten chaos przeraża to jednak jest w nim metoda. Zdolność do brawurowej jazdy razem z domieszką uprzejmości Irańczycy wysysają chyba z mlekiem matki. Jednak przy tej pierwszej przejażdżce na wesele jeszcze tego nie wiedziałem. Dlatego z coraz większymi oczami patrzyłem na drogę i zaciskałem dłoń na uchwycie pod sufitem. Gdy w pewnym momencie wjechaliśmy pomiędzy dwie ciężarówki dosłownie na milimetry obróciłem się w stronę Maksa: &#8211; Widziałeś?- szepnąłem. Spał. Nie wierzę! Ja tu padam ze strachu, a ten się zdrzemnął. Docieramy na miejsce. Ali tłumaczy nam jak wygląda irańskie wesele w tej części Iranu (ponoć wszędzie inaczej). Po pierwsze trwa 5 dni z czego pierwsze 4 są robione w domu pana młodego, a ostatni w domu panny młodej. Po drugie te pierwsze cztery dni są też robione oddzielnie. Osobne imprezy mają mężczyźni i osobne kobiety. Mężczyźni nie mogą zobaczyć kobiet i ten podział jest bardzo mocno przestrzegany. Wchodzimy na sale i wita nas ojciec pana młodego. Zaraz zostaje podane jedzenie na „obrusie” z foli rozłożonym na dywanie. Wspominałem, że nie mogłem się przemóc do jedzenia z dywanu? No cóż teraz do codziennej gimnastyki dołączyły elementy akrobatyki, bo miałem pożyczoną koszulę, którą za wszelką cenę musiałem bronić przed plamami. Wyszedłem zwycięsko ze starcia. Po jedzeniu przechodzimy do drugiej Sali gdzie odbywa się właściwa impreza. Na „scenie” stoi wodzirej, który daje coraz to dziwniejsze zadania biesiadnikom. Głośniki zrobione chyba z tekturowych pudełek są okropnie przesterowane i charczą jak oszalałe. Rozglądam się po gościach. &#8211; Jakby wyłapać wszystkich wąsatych wujków ze wszystkich wesel w Polsce i umieścić na jednej imprezie- mówi Maks. Ma rację. Siadamy sobie gdzieś z boku po cichu i obserwujemy. Po chwili na scenę wchodzi dwóch facetów i zaczynają tańczyć. Podchodzi do nich paru innych i zaczyna ich obsypywać banknotami. Obracam się do Aliego. &#8211; O co chodzi?- pytam &#8211; Każdy może wejść na scenę i zatańczyć. Cała reszta może docenić taniec i zapłacić za niego tańczącemu.- wskazał na jednego z tańczących, któremu ewidentnie fantazja zerwała się ze sznurka i pognała przed siebie.- kasa jest zbierana przez dzieci do tamtych koszy i przekazana w prezencie dla nowożeńców. &#8211; Ciekawe &#8211; Zamierzam wytańczyć najwięcej- Ali uśmiecha się do mnie- wiesz, jestem tancerzem. Wyciąga telefon i pokazuje zdjęcie na którym ubrany jest w przedziwny strój. W wielkim skrócie są to białe pióropusze. Wszędzie. Uśmiechamy się obaj z Maksem. Strój przypomina nam najbardziej ten zwykle widziany na karnawale w Rio. Po chwili faktycznie wychodzi na scenę i tańczy i zdecydowanie wypada najlepiej ze wszystkich biorących udział. Próbuję to nagrać i wtedy wszyscy goście orientują się, że jesteśmy z Maksem także obecni na imprezie. Przez następne dwie godziny w zasadzie co pięć minut ktoś do nas podchodzi i robi sobie z nami zdjęcie. Trochę to dziwne i kompletnie nie wiemy jak się zachować, więc na każdym zdjęciu stoimy i trzymamy kciuk w górę. Zrobiliśmy chyba z 50 zdjęć gdy podchodzi do mnie ubawiony Ali. &#8211; Chłopaki nie możecie tak pokazywać. W Iranie to oznacza, że możecie sobie ten palec wsadzić w… no, powiedzmy, że nie jest to miły znak. Patrzę...</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/o-weselu-iranskim/">MXT 2012 Odc 13: O weselu irańskim, władzy kobiet i wstawaniu w nocy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/o-weselu-iranskim/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">441</post-id>	</item>
		<item>
		<title>MXT 2012 Odc 12: O cenie benzyny w Iranie</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012o-cenie-benzyny-w-iranie/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012o-cenie-benzyny-w-iranie/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 13 Feb 2015 23:34:36 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Iran]]></category>
		<category><![CDATA[MXT 2012]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=439</guid>

					<description><![CDATA[<p>Zanim powiem coś o Iranie muszę Was uprzedzić: pokochaliśmy ten kraj. Pokochaliśmy ludzi, których tam spotkaliśmy, pokochaliśmy pustynię i całkowicie powaliła nas gościnność Irańczyków. Polubiliśmy wszystko tak bardzo, że nawet przestało mi przeszkadzać codzienne picie herbaty. Niezależnie jak chciałbym być obiektywny chyba w tym przypadku nie dam rady. Bierzcie na to poprawkę. Przekraczamy granicę i już za otwartą bramą pomimo późnej godziny obskakuje nas multum irańskich biznesmenów. Panowie, których charakterystyczną ceną jest posiadanie przynajmniej jednego złotego zęba, próbują nam sprzedać riale. Po bardzo okazyjnych cenach. Rada na przyszłość: nigdy nic nie kupujcie na granicy. Nie ważne czy to pieniądze, jedzenie czy oryginalna pamiątka made in China. Nie da się kupić nic dobrego na granicy. To zasada bardzo podobna do: żadna dobra decyzja nie jest podejmowana po 2:00 w nocy. Zasada, która ma zastosowanie niezależnie od szerokości geograficznej czy aktualnego ustroju politycznego. Ku wielkiemu smutkowi biznesmenów odmawiamy wszystkim przenośnym kantorom i ruszamy w dalszą drogę. Muszę wytłumaczyć dlaczego tak dużo ludzi jest chętnych na sprzedanie riali na granicy. Otóż system bankowy Iranu nie jest w żaden sposób połączony z tym dostępnym wszędzie. Zapomnijcie o Visa i MasterCard. Są bezużyteczne w Iranie. Na szczęście wiedzieliśmy o tym wcześniej, więc zaopatrzyliśmy się w odpowiednią ilość dolarów. Jednak nie wzięliśmy pod uwagę jednego: o 22:00 może być ciężko wymienić jakiekolwiek pieniądze. Po 50 kilometrach od granicy kończy się nam powoli benzyna. Postanawiamy zatrzymać się, żeby zadzwonić do naszego hosta z Tabrizu, ale przy okazji, na wszelki wypadek sprawdzić czy karty bankowe na prawdę nie działają. Zatrzymujemy się więc pod bankomatem z dumnym napisem Euro-banko naiwnie licząc, że może: Skoro jest „Euro” w nazwie to pojawił się w Iranie bank, który udostępnia wyciąganie pieniędzy z europejskiego konta. Jeżeli odpowiednią ilość razy włożymy kartę do bankomatu to go przekonamy, że nasze banki są równie warte zaufania jak te tutejsze. Idę do bankomatu, a Maks dzwoni do Aliego. Niestety nie udało mi się przekonać ściany płaczu, żeby nam coś wydała. Maks ma lepsze informacje: &#8211; Ali powiedział, że niezależnie o której dojedziemy będzie na nas czekał. Miło. Teraz musimy tylko wykombinować jak dojechać do Tabrizu bez benzyny. Chyba nie uda nam się przekonać motocykli do porzucenia męczącego nałogu palenia w 15 minut. Stoimy pod bankomatem i myślimy co dalej. Podjeżdża samochód i wysiada młody facet w garniturze. Uznajemy, że wygląda na takiego co włada mową Królowej Elżbiety i zaczynamy go wypytywać o kantor, albo jakąkolwiek inną możliwość wymiany waluty. &#8211; Hm. Nie wymienicie nic o tej godzinie- odpowiada drapiąc się po głowie- ale możemy zrobić tak, że ja wyciągnę więcej i Wam wymienię. Ile potrzebujecie? Patrzę na Maksa. Nic nie mogę poradzić na moją podejrzliwość. Jeśli ktoś ot tak próbuje pomóc to może chce nas oszukać? Maks wzrusza ramionami. &#8211; Mamy jakieś inne wyjście?- pyta po polsku- możemy nocować koło drogi, ale jutro będziemy musieli pewnie będziemy musieli i tak znaleźć kogoś kto nam wymieni kasę. Ma racje. Obliczamy, że przy cenach benzyny z Turcji 30 dolarów powinno nam starczyć. Zgadzamy się na transakcję, a nasz nowy przyjaciel wymienia nam po kursie lepszym niż w kantorze. Tłumaczy też nam jak dokładnie sprawa wygląda z dolarami. Posiadanie dolarów jest ogólnie rzecz biorąc „niewskazane”. Kurs szybuje w różne strony z godziny na godzinę, ale powinniśmy przyjąć, że dolar kosztuje około 30 000 riali. Po krótkiej rozmowie dodaje: &#8211; Jeżeli nie chcecie dziś jechać dalej to możecie przenocować u mnie. Mam miejsce, a i coś do jedzenia się znajdzie. Dziwię się okropnie. Obcy człowiek, jeszcze 10 minut temu nas nie znał, a teraz nie dość, że nam pomógł to jeszcze zaprasza nas do siebie do domu. Nie znaliśmy wtedy jeszcze Iranu i takie podejście było dla nas czymś niecodziennym. Odmawiamy, grzecznie tłumacząc, że w Tabrizie czeka na nas przyjaciel. &#8211; Dobra, to nie zatrzymuje- mówi- szerokiej drogi i niech Allah ma was w opiece. Żegnamy się i dojeżdżamy na najbliższą stację. Cena benzyny nas powala. Niecałe 6000 riali za litr. Trochę obliczeń, całka tu, różniczka tam i wychodzi nam, że to 20 centów za litr, czyli… 60 groszy. A i tak to cena dla obcokrajowca, który nie ma specjalnej karty na zniżkę. Irańczycy głównie tankują gaz, który kosztuje jedną trzecią tego co benzyna. Raj dla Europejczyka. Można zapomnieć o kosztach jazdy i oddać się przyjemności prowadzenia motocykla. 30 dolarów, które wymieniliśmy może nam starczyć na około 1500 kilometrów trasy. W migowym pokazujemy obsłudze stacji, że cena jest więcej niż ok. Ci, ucieszeni wmuszają w nas pół litra herbaty i pół tony cukru. Żegnamy się i ruszamy rozgrzani herbatą i z pełnymi bakami dalej. Dojeżdżamy do Tabrizu i zatrzymujemy się pod wściekle żółtym meczetem uznając, że to dobry punkt orientacyjny. Dzwonimy do Aliego i podajemy mu miejsce. &#8211; Wiecie ile jest żółtych meczetów w Tabrizie?- pyta nasz rozbawiony host.- Dobra, poszukam Was. Wtedy wydawało mi się to mało zabawne. Jednak parę tygodni temu hostowalem we Wrocławiu parę z Francji i żeby ich znaleźć zapytałem gdzie są. Odpowiedzieli: &#8211; Pod dużym kościołem. Pomocne. Stoimy tak chwilę i podjeżdża samochód. Wysiada dwóch Irańczyków. &#8211; Cześć! Zgubiliście się? Pomóc?- pytają. &#8211; Nie spoko czekamy na kumpla, mamy tylko problem z określeniem gdzie konkretnie jesteśmy. &#8211; Dajcie jego numer- mówi jeden wyciągając komórkę. Dzwonią do Aliego i podają mu nazwę ulicy. &#8211; A gdzie nocujecie? – pyta jeden. &#8211; No właśnie u Aliego- uśmiecham się. &#8211; A ok, poczekamy z Wami, jakby nie przyjechał to Wam najwyżej skombinujemy jakieś miejsce- oznajmiają. Zaczynam gadać. Pytają o cel podróży, radzą co zobaczyć w Tabrizie i ogólnie  w Iranie. Ostrzegają, żeby nie ufać policji i wojsku. Czekamy, aż po półgodzinie przyjeżdża Ali. Wita się z naszymi nowymi kolegami i zapewnia ich, że się nami zajmie. Ci żegnają się, wsiadają do samochodu i odjeżdżają. Ali, do tej pory uśmiechnięty i wyluzowany, obraca się do nas z poważną miną. &#8211; Zwariowaliście? Opowiadać takie szczegóły na temat podróży i noclegu obcym ludziom?- pyta, a ja nie rozumiem o co mu chodzi- W Iranie couchsurfing jest zabroniony. Każdy Irańczyk ma obowiązek zgłosić obcokrajowca na posterunku policji i musielibyście zameldować się w hotelu. Mogą nam grozić poważne konsekwencje za trzymanie obcokrajowców w domu. Czuję się strasznie głupio, naraziliśmy Aliego na nieprzyjemności. Przepraszamy go, ale macha tylko ręką. &#8211; Nie ma sprawy- uśmiech znowu powraca na jego twarz- nic się nie stało, Ci goście na 90% z policji nie są. Ale uważajcie na przyszłość. Okazało się jednak, że nasz host trochę przesadził. Dużo praw w Iranie jest obchodzonych i rejestracja obcokrajowców jest jednym z nich. Jednak od tej pory staram się zawsze pilnować i wypytywać ludzi o kraj zanim do niego wjedziemy. Ali wsiada do samochodu i każe nam jechać za sobą. Po jakimś czasie docieramy do jego domu i nasz host wskazuje nam fragment dywanu na którym będziemy spali. Irańskie dywany są dumą narodową. Na dywanie się śpi, na dywanie się je, na dywanie prawdopodobnie zostało poczęte pół Iranu. Meble są zazwyczaj ozdobne i Irańczycy korzystają z nich rzadko. O ile spanie na dywanie to nie problem, o tyle po trzech tygodniach w Iranie zacząłem na prawdę cierpieć z powodu jedzenia. Nie wiem, czy to kwestia przyzwyczajenia, ale dosłownie nie mogłem znaleźć odpowiedniego ułożenia ciała, żeby jeść jak człowiek. Talerz na ziemi? Powodzenia w nie upuszczeniu ryżu z widelca. Talerz pod brodą? Jak długo jesteś w stanie trzymać pełny talerz na ręce? No nie wiem. Po prostu instytucja stołu bardziej do mnie przemawia. Zwijamy się w kłębki na dywanie i zasypiamy.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012o-cenie-benzyny-w-iranie/">MXT 2012 Odc 12: O cenie benzyny w Iranie</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012o-cenie-benzyny-w-iranie/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">439</post-id>	</item>
		<item>
		<title>MXT 2012 Odc 14: O rzucie monetą, granatach w drodze do Raszt i betonowym uśmiechu</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012-odc-14-raszt/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012-odc-14-raszt/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 07 Nov 2012 21:51:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Iran]]></category>
		<category><![CDATA[MXT 2012]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1053</guid>

					<description><![CDATA[<p>O dojeździe do Rasztu, rzucaniu monetą i o tym co to jest standardowa mina numer pięć. Oraz jak znaleźć dziurę prawną w Irańskiej autostradzie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012-odc-14-raszt/">MXT 2012 Odc 14: O rzucie monetą, granatach w drodze do Raszt i betonowym uśmiechu</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/iran/mxt-2012-odc-14-raszt/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1053</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
