<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Podróże na luzie - Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/category/przemyslenia/podroze-na-luzie/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/przemyslenia/podroze-na-luzie/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Mon, 25 Feb 2019 02:34:28 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=7.0</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Podróże na luzie - Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/category/przemyslenia/podroze-na-luzie/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Praca na Australijskim Outbacku 2</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 Feb 2019 11:32:42 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2335</guid>

					<description><![CDATA[<p>Po ostatnim wpisie widać, że podobają Wam się aktorzy występujący w naszej małej miejscowości na Australijskim outbacku (NASA ponoć płaci wszystkim w Australii, chłopaki jeśli to czytacie: czekamy na przelew). Dziś pozwolę sobie opowiedzieć jeszcze parę historii prosto z outbacku. Warto zacząć od Kopciuszkowego wydawania dań, gdyż system pracy naszej gwiazdy zasługuje jedynie na słowa uznania. W przerwie od fajki na pracę, Kopciuszek zazwyczaj biega po kuchni jak kurczak po dekapitacji. Pięć palników odpalonych, tylko jeden zajęty, jakaś ryba leży na blacie, a we frytkownicy pływa zagubiony kawałek steka. W rezultacie, fakt, że cokolwiek wydajemy zakrawa na cud. Jednak, gdy już coś wyjdzie z kuchni, wtedy właśnie zaczyna się taniec pt. Kto to k**wa brał? Polega on na tym, że Kopciuszek wychodzi z kuchni i krzyczy np. Rump steak i frytki! I masz do 5 sekund na reakcję. Nie ma znaczenia, który byłeś w kolejce, czy miałeś numerek czy nie, czy twoje zamówienie było z ziemniakami zamiast frytek. To jest Sparta. Reaguj, albo nie będziesz jadł. Ktoś właśnie płaci za obiad, który dosłownie 3 sekundy temu zamówił. A ja wyczuwam za moim ramieniem zapach tutejszych „męskich”.&#8211; Bierzesz kurczaka z serem? &#8211; pyta Kopciuszek z parującym talerzem w ręce przeszywając delikwentkę wzrokiem.&#8211; Ttaak- odpowiada zdezorientowana klientka.&#8211; Masz- rzut talerzem na ladę &#8211; smacznego- dorzuca łaskawie i wraca do wściekłego miotania się po kuchni. Klienci którzy chcieliby w takiej sytuacji ponarzekać zostają przez naszą kucharkę skierowani litościwie (zawsze w opcji jest łopata i dół- patrz poprzedni wpis) do Grażyny. Miłościwie nam panująca Grażyna przybiera minę Pani z dziekanatu, czyli taką, która ma Ci uświadomić, że jesteś nędznym robakiem, który właśnie doświadcza jedynego prawdopodobnie w życiu spotkania z antropomorficzną personifikacją wszystkich boskich cech. &#8211; Bo rozumie pani, to nie to, co ja zamawiałem &#8211; tłumaczy klient, który ewidentnie nie chce awantury i cały czas naiwnie myśli że problem może być rozwiązany &#8211; ja chciałem ziemniaki, a dostałem frytki i miałem nadzieję&#8230; &#8211; milknie pod miażdżącym spojrzeniem Grażki.&#8211; Czy dostał pan jedzenie? &#8211; pyta królowa, po przedłużającej się ciszy.&#8211; Tak, ale ja w ogóle nie chciałem sałatki, tylko warzywa i sos, nie, nawet sosu nie chciałem! &#8211; rozpaczliwie wypomina klient patrząc w talerz.&#8211; Czyli nie wie pan, co pan chciał, a czego nie?&#8211; Nie, No przecież wiem&#8230;&#8211; Nie wygląda to w ten sposób &#8211; Grażyna znalazła słaby punkt i klient czuje się zupełnie skołowany.&#8211; To ja może to zjem&#8230; &#8211; Tak myślałam. Większość jednak godzi się ze swym losem jako że Australijski interior jest duży, a ludzkie ciało zupełnie małe i łatwe do ukrycia. Nie żeby ktoś komuś tutaj groził. Po prostu w powietrzu wisi taka niewypowiedziana możliwość wąchania kaktusów od dołu. Z drugiej strony we dni w które w kuchni chochlę pierwszeństwa dzierży John posiłki wydawane są o czasie i zwykle po kolei. W sumie niewiele złego mogę powiedzieć o Johnowym gotowaniu od momentu, w którym przestał wsadzać palec w czyjeś ziemniaki, żeby sprawdzić czy są odpowiednio ciepłe. John, za to, wydaje się, że czerpie energię życiową ze wkurzania innych organizmów białkowych (boję się napisać, że innych ludzi, bo implikowało by to, że John również jest człowiekiem). Zwykle jeśli nie próbuje sprowokować nas, to obiera sobie za cel jakiegoś nieświadomego klienta i zaczyna swoją tyradę. Nie wiem czy wiecie, ale wszystko co nie jest Australijskie jest w najlepszym wypadku głupie, a każdy kto nie jest Australijczykiem jest nierobem. Wyjątkiem jest Teksas, w którym nadal można strzelać do ludzi i Nowa Zelandia, która w Johnowym umyśle jest takim upośledzonym bratem Wielkiej Australijskiej Potęgi. Swoją drogą, Australia powinna wreszcie zacząć bombardować każdego, kto jest w jakimkolwiek stopniu inny niż nasz bohater. I nie ważne czy jesteś gejem, hindusem, czy po prostu nie lubisz lodów czekoladowych. Jak tylko John zdobędzie władzę będziesz płonął na stosie. Poza tym piłka nożna to najgłupszy sport na świecie i nijak ma się do sławnego wszędzie australijskiego footbolu. W dyskusji z Johnem od początku wiesz, że trafiłeś na mur. Nawet jeśli uda Ci się go przegadać to i tak będzie miał ostatnie słowo, gdy zanurzy kciuka w Twoim puree. Mam nadzieję, że Wy bawicie się świetnie, bo my już nie możemy się doczekać przyszłego piątku, gdy wskoczymy do Beci i oddalimy się zarówno od kopciuszkowego dołu jak i johnowego stosu, a praca na Australijskim outbacku zostanie daleko za nami.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/">Praca na Australijskim Outbacku 2</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2335</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Praca na Australijskim Outbacku</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 10 Feb 2019 11:15:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2330</guid>

					<description><![CDATA[<p>Jak pierwszy raz usłyszałem, że moglibyśmy pracować na outbacku (pustynia w środku Australii) to uznałem to za świetny pomysł. Z paru powodów. Po pierwsze ciężko o lepszą piwno-kowbojską historię barową, niż tą zaczynającą się od „kiedy pracowałem w barze na pustyni&#8230;”, po drugie, taka robota liczy się do 88 obowiązkowych dni które musimy przepracować do naszej następnej wizy, a po trzecie, no cóż, jestem wielkim fanem zarabiania kasy, szczególnie jak w promieniu 200 km nie masz gdzie jej wydać. Nie spodziewałem się jednak, że praca w tak prestiżowym miejscu zamieni się w komedio-dramat z wątkami trillerowym. Postaram się przytoczyć parę anegdotek. Tło: mieszkamy w Kynunie (populacja oficjalna: 20 osób, populacja rzeczywista: 12, najwyraźniej pytanie się o brakująca ósemkę jest źle postrzegane). Oprócz naszego motelu/jadłodajni/campingu/baru-mordowni, na stanie 6 domów i stacja benzynowa. Do najbliższego miasta (przez miasto Australijczycy rozumieją zbiór domów gdzie oprócz motelu i stacji jest też monopolowy) w jedną stronę 187 km w drugą 165 km. Zasięg mamy od zeszłego wtorku. Bohaterzy akcji: Menedżer/kucharz/zabijaka nazwijmy go John. Były policjant i żołnierz, człowiek który potrafi całkowicie z ópy zacząć kopać kosz ponieważ nie trafił do niego papierkiem. Duży fan Trumpa, chociaż uważa, że Donald zbyt powściągliwy, a mur jest za niski. Nienawidzi wegan. Menadżerka/gwiazda nazwijmy ją Grażyna. Grażyna ma 54 lata, ale równie dobrze mogła by mieć 40 lub 60. Jest żywym dowodem na to, że panie produkowane przez PKP i pocztę polską są eksportowane za morze i prawdopodobnie robią połowę naszego PKB. Grażyna jest domowym detektywem („tu była gąbka! Ktoś ją na pewno ukradł!”) i charakterem pasuje do Johna. Jak już kosz polegnie z powodu Johnowej złości to Grażyna będzie go kopać z powodu tego, że leży w nieodpowiednim miejscu. Tipsy i wściekła ruda fryzura są rzeczami, których nie muszę wspominać, nie? Kucharka/sprzątaczka/mędrzec życiowy Przychodzi raz na jakiś czas. Nazwaliśmy ją Kopciuszek z powodu chmur dymu które majestatycznie kręcą się w jej orbicie. Ten sam rocznik co Grażyna, ale z powodów różnych wygląda raczej na 70+. Kopciuszek rzuca mięsem tak gęsto, że oba tutejsze psy zaczynają się ślinić na jej widok. Przesympatyczny człowiek którego największym obecnym zmartwieniem jest to, że klienci bezczelnie nie życzą sobie w jedzeniu popiołu z fajek. Nienawidzi ludzkości. Kowboje Nasi głowni klienci. Oprócz tych podróżników, którzy akurat z ewidentnym zagubieniem wypisanym na twarzy przekraczają nasz próg w poszukiwaniu czegokolwiek do picia na tej pustyni. Kowboje wpadają zazwyczaj na śniadanie (piwo) i na kolacje (2 piwa plus niekończąca się runda rumów z cola). Po obu posiłkach oczywiście jeżdżą samochodami, bo najbliższy policjant jest w „mieście”. I to tyle. Więcej aktorów nie ma. Anegdota 1: Kuchnia. Kopciuszek smaży steka.&#8211; A wiesz, zdechł mi pies wczoraj.- zagaił Kopciuszek radośnie.&#8211; O przykro mi.&#8211; Eee mam jeszcze jednego, tylko zobacz jakie mi się pęcherze od łopaty zrobiły &#8211; (konsternacja)&#8211; No musiałam głęboko kopać, żeby ten drugi nie wykopał i nie zeżarł. &#8211; w zamyśleniu zaczęła dźgać mięso. &#8211; głęboko&#8230; i dużą dziurę, jak na człowieka&#8230; heh!Mentalna notatka: nie denerwować Kopciuszka. Anegdota 2: Zgodnie z prawem nie możemy podawać alkoholu przed 10, więc punkt 10 otwieramy bar. Przed drzwiami czeka już babcia. Z serii takich co prawdopodobnie mają 90 lat, ale gdzieś koło 50tki postanowiły się tym nie przejmować. Super ciemne RayBany odwracają się błyskawicznie w stronę uchylonych drzwi.&#8211; Wreszcie! &#8211; uśmiecha się &#8211; podwójna wódka, woda gazowana i burger z bekonem. Sylwia nalewa „drinka”, a ja idę ogarnąć jedzenie. Babcia chce się podzielić wiedzą ewidentnie:&#8211; Niby nie mogę ale tak lubię, poza tym kto mi zabroni! Anegdota 3: Siedzi dwóch nieźle dziabnietych już kowbojów i prowadzą trochę przydługą już rozmowę na temat jedyny możliwy w Kynunie: bydło.&#8211; A ja to mam szezidziesiat i szmery i piętnaście &#8211; mówi jeden totalnie bez sensu.&#8211; A ja mam taką jedną krowę co muczy i muczy, taka głośna jest że ho! &#8211; dodaje drugi, oczywiście kompletnie nie zwracając uwagi na oburzenie towarzysza, który najwyraźniej zaczynał jakąś historie. Zatrzymuje się na chwilę i patrzy w sufit, żeby przypomnieć sobie o co mu chodziło. &#8211; tak śpiewa prawie że, wiesz? I czarna zupełnie. To jej daliśmy takie imię, żeby pasowało: Beyonce! Mieszkanie na outbacku jest ewidentne jedną z najdziwniejszych rzeczy jaka nas spotkała. John, Grażyna i Kopciuszek jeszcze powrócą jeśli wyrazicie takie życzenie. Tu możecie zobaczyć drugą część</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/">Praca na Australijskim Outbacku</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/praca-na-australijskim-outbacku/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>3</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2330</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Zlot czarodziejów</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Fri, 12 Oct 2018 08:57:13 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2373</guid>

					<description><![CDATA[<p>Prawie tydzień mi zeszło na przetrawieniu rzeczywistości, ale muszę się z Wami podzielić jedną historią, dlatego temat dnia to zlot czarodziejów. Trzymajcie czapki, bo będzie lekko kosmicznie. Zacznijmy od tego, że cały czas szukamy zleceń i roboty. No i czasem wpadają takie losowe rzeczy. Nagrywałem już 60 minut śpiewu dla Jezusa, trenera szarych komórek, a w zeszły weekend trafiłem na konwent Bitcoina. I nawet spoko, bo wreszcie coś tam się dowiedziałem o kryptowalutach. Niemniej moja robota polegała na tym, że filmowałem &#8222;małą salkę&#8221;. Wiecie jak to jest- na głównej scenie Bruno Mars cały w bieli, a w małej salce alternatywny rock z Obornik Śląskich (pozdro600). Jako, że kryptowaluty szczycą się tym, że są wolne od jakichkolwiek regulacji rządowych przyciągają do siebie sporo dziwnych, super-antrządowych-in-your-face ludzi. A tacy zazwyczaj mają TEORIĘ. I pal licho jak chodzi o to, że agencje podsłuchują ludzi (no jasne, że podsłuchują, mają przecież sporo wolnego czasu, też bym na ich miejscu podsłuchiwał). Jednak przez weekend nasłuchałem się takich tworów, że włosy na częściach człowieka oddalonych od głowy się jeżą. Zlot czarodziejów musi się zacząć od dobrej epoki, więc: Zacznijmy od tego, że średniowiecza nie było. Nie było i już. Tak naprawdę to jakieś tajemnicze siły (tu możecie wpisać zazwyczaj rząd USA) postanowiły utworzyć średniowiecze. A dlaczego nie było? No bo przecież w Australii nie ma budynków starszych niż 100 lat! Pan głoszący tę tezę nawet zebrał kasę od darczyńców i wybrał się do Europy. Z dumą pokazywał zdjęcie jak dotyka „zamku we Francji” i stwierdził, że jego profesjonalnym okiem zamek nie był starszy niż 200 lat. Flip polega na tym, że moim zdaniem na zdjęciu było Notre Dame. Przechodzimy od średniowiecza do starożytności (jesteśmy tak szaleni, że nie obowiązuje nas continuum). Otóż mamy międzynarodowy spisek mający na celu ukryć fakt, że od czasów starożytności ludzkość jest w posiadaniu robotów. Tak, dobrze słyszeliście, Kelopatra śmigała w asyście metalowej armii, a w zasadzie nawet androidów. Jakie dowody ma nasz nowy prezenter? Piramid nie dało się zbudować za pomocą ludzkich rąk! To już. Nic więcej. Piramidy są dowodem na istnienie robotów od zawsze. Musicie jakoś to przetrawić. Trzecią teorią z wora 17 świetnych, powalających prezentacji, będzie Pani, która twierdziła, że udowodniła, że każdy człowiek ma pole magnetyczne dokładnie takie jak nasza matka ziemia. Pani potwierdziła swoje przypuszczenia poprzez nagrywanie w slowmo ludzi, w których rzucała magnesami. Zachowałem się dość mało profesjonalnie i dołączyłem do grona rozchichotanych głosów, gdy Pani pokazała nagranie w którym „obiekt” ewidentnie próbował uniknąć rzucanych w jego kierunku sporych bryłek (niech powstanie pierwszy, który na rzecz nauki chciałby dostać 300 gramowym magnesem). W każdym razie Pani Doktor udowodniła, że w związku z sukcesem swojego programu, niewątpliwie magnes działa na ludzi. Jeszcze nie wiadomo co robi, ale kuracja tygodniowa kosztuje 3800 dolarów. Tylko jedna osoba zapisała się po prezentacji. A tak poważnie: dało mi do myślenia dopiero, gdy osoba zajmująca się obsługą techniczną powiedziała, że może faktycznie coś z tym średniowieczem jest nie tak. Na pytanie czy kolega był kiedykolwiek w Europie dostałem odpowiedź, że nigdy nie opuścił Queensland. Mój naukowy dowód z tego: podróżujcie. Nie będzie Was tak łatwo wkręcić.A zlot czarodziejów warto zobaczyć, ot żeby poszerzać horyzonty chociażby. 😉</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/">Zlot czarodziejów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/zlot-czarodziejow/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2373</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Karton mędrzec</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/karton-medrzec/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/karton-medrzec/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 13 Feb 2017 08:36:12 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia Podróżoholika]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1684</guid>

					<description><![CDATA[<p>O tym, że ocenianie po okładce jest be. Oraz jak rozpoznać na pierwszy rzut oka, że może chodzić o narkotyki, albo bombę. A potem zorientować się, że wcale nie o to chodzi bazując na stereotypach. Stereotypy też są be- tak na marginesie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/karton-medrzec/">Karton mędrzec</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/karton-medrzec/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1684</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Norweskie słodycze są pełne zła</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/norweskie-slodycze/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/norweskie-slodycze/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2015 13:58:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia Podróżoholika]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1404</guid>

					<description><![CDATA[<p>O tym, że Norwedzy są mistrzami w wymyślaniu słodyczy zrobionych z najczarniejszych myśli i złej energii oraz o ekspedientce co miała dużo wspólnego z łososiem. Ale główny temat: słodycze.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/norweskie-slodycze/">Norweskie słodycze są pełne zła</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/podroze-na-luzie/norweskie-slodycze/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1404</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Sztuka uliczna najwyższych lotów</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/sztuka-uliczna/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/sztuka-uliczna/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 03 Dec 2015 13:40:40 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Podróże na luzie]]></category>
		<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>
		<category><![CDATA[Wspomnienia Podróżoholika]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://www.xpresstour.pl/?p=1428</guid>

					<description><![CDATA[<p>O tym, że na artystów można trafić wszędzie i o głębokim zadumaniu nad ludzką naturą, która dziwna bywa i różne twory na świat wydaje. No i Sztuka. Przez duże ESZ.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/sztuka-uliczna/">Sztuka uliczna najwyższych lotów</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/sztuka-uliczna/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">1428</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
