<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Wandering Sparrows</title>
	<atom:link href="https://wanderingsparrows.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>https://wanderingsparrows.pl/</link>
	<description>Blog podróżniczy &#124; Fotografia &#124; Filmowanie</description>
	<lastBuildDate>Thu, 14 Nov 2019 14:47:15 +0000</lastBuildDate>
	<language>pl-PL</language>
	<sy:updatePeriod>
	hourly	</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>
	1	</sy:updateFrequency>
	<generator>https://wordpress.org/?v=6.9.4</generator>

<image>
	<url>https://wanderingsparrows.pl/wp-content/uploads/2018/09/wandering-web-logo.png</url>
	<title>Wandering Sparrows</title>
	<link>https://wanderingsparrows.pl/</link>
	<width>32</width>
	<height>32</height>
</image> 
<site xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">158551444</site>	<item>
		<title>Wróciliście do Polski?!</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Nov 2019 14:47:11 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Przemyślenia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2682</guid>

					<description><![CDATA[<p>&#8222;Wróciliście do Polski?! Dlaczego?&#8221; &#8211; to chyba najczęstsza reakcja jaka się nam ostatnio trafia. W 2015 wyjechaliśmy w świat. Norwegia, Tajlandia, Australia i tylko od czasu do czasu wizyta w domu. Wracaliśmy na miesiąc czy dwa i nasi znajomi i rodzina się przyzwyczaiła do tego, że jakieś 15 minut od przyjazdu zaczynamy planować już następny wyjazd. Nie będę kłamał, że tym razem tak nie było. W połowie maja byliśmy o krok od wyjazdu z powrotem do Norwegii. Cały czas wisiała w powietrzu propozycja powrotu do Australii, ale siedliśmy i wspólnie postanowiliśmy, że teraz jest czas, żeby dać szanse Polsce. Znaleźć interesującą, choć nie tak dobrze płatną jak za granicą pracę. Zaakceptować 7 stopni w maju, ale też cieszyć się z tego, że dzień kończy się o 21, a nie o 18. Ale Wy tak na stałe?! Zaczęliśmy się zastanawiać nad tym pytaniem. Generalnie uważa się, że są trzy stany podróżnika: w domu, w podróży, przeprowadzony za granicę. Jednak przez ostatni rok rozmawiając z ludźmi spotkanymi w Indonezji, Australii czy na Filipinach zauważyliśmy, że jest jeszcze jedna opcja: trochę tu, trochę tam. Nie mówię, że w tym roku, może nawet nie w przyszłym, ale pewnie tak to się skończy w naszym przypadku. Kochamy Azję. I nawet w Australii okropnie za nią tęskniliśmy. Pewnie, że chciałbym tam mieszkać. Z drugiej strony brakuje nam ciekawych projektów w Azji, brakuje nam rodziny i czasem, nie ukrywajmy porządnego, polskiego, pieroga ruskiego. Z ostatnich paru lat przeprowadzek wynieśliśmy bardzo dużo lekcji. Nauczyliśmy się dostosowywać do totalnie zmieniającego się otoczenia, nauczyliśmy się poznawać ludzi. Wiemy, że w każdej chwili dzielą nas dwa dni od bycia gotowymi do przeprowadzki na pół roku. Jesteśmy pewniejsi naszych umiejętności. Bo nie ukrywam, że takie podróżowanie jakie my wybraliśmy (podróże+praca) zrzuca na Ciebie doświadczenie w workach po cemencie. Ale chyba najważniejsze czego się nauczyliśmy to, to że możemy polegać na sobie nawzajem i, że mamy wspólne marzenia. Dlatego w sumie nie ma znaczenia czy postanowimy, że nagle jutro chcemy wyjechać na Filipiny. Czy zostaniemy w Polsce, żeby się przekonać czy to dla nas. Na długo wróciliście do Polski? Jest poważnie: wynajęte 40m2 i stabilna praca. No i pogoda w listopadzie, której opis zawsze wywołuje u naszych Azjatyckich czy Autralijskich znajomych grymas zmartwienia. Ale pewnie nie wytrzymamy długo siedząc w jednym miejscu. Zdajemy sobie sprawę, że w naszym wypadku to raczej kwestia czasu zanim znów ruszymy. Może tym razem Ameryka środkowa, a może jednak powrót do Azji? Póki co nie wiadomo, ale jak tylko zaplanujemy coś to damy Wam znać 🙂</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/">Wróciliście do Polski?!</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/przemyslenia/wrociliscie-do-polski/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2682</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyspa Moreton- Queensland</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 13 Nov 2019 15:02:28 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Praktyczny poradnik]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2665</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyspa Moreton to miejsce, z którego zwiedzeniem czekaliśmy aż do końca naszego pobytu w Queensland. Czy tak długo wyczekiwane dobre warunki pogodowe spełniły nasze oczekiwania? W końcu zbliżała się jesień! Czy malownicze wraki obrośnięte rafą koralową to faktycznie uczta dla oczu, czy kolejna atrakcja z cyklu „Bond island” na Phuket? Właściwie co to za wyspa ta Moreton? Jest to trzecia największa wyspa piaskowa na świecie zlokalizowana zaledwie 40km na północny wschód od Brisbane. Ponadto jest jedną z dziewiczych wysp w stanie Queensland i Nowej Południowej Walii. Wyspę o długości 38km, aż w 95% pokrywa Park narodowy. Wyspa Moreton jest znana również pod nazwą MULGUMPIN, używaną przez plemię Quandamooka*. Jak się dostać na wyspę? Promy, promy i jeszcze raz promy. Codziennie o 7:00, 8:30, 10:00 i 11:00 ( godziny w zależności od przewoźnika) promy wypływają z okolic Howard Smith Drive prosto na Tangalooma, czyli plażę, która słynie z zatopionych wraków przy jej brzegu. Czas podróży to ok. 75 min, a cena za tą przyjemność zaczyna się od ok. $57/ os w obie strony. My skorzystaliśmy z promów z firmy MICAT, na tej stronie możecie kupić bilety -&#62; Moreton Island Ferry Booking Co wyspa Moreton ma do zaoferowania? W internecie, o samej wyspie i jej walorach turystycznych jest niewiele informacji. A przynajmniej niewiele praktycznych. Pierwszą i najbardziej znaną atrakcją wyspy są wraki (Tangalooma wrecks). Jest to atrakcja, do której grzechem byłoby NIE popłynąć. 15 wraków, ułożonych w linie, które Australijczycy przycumowali ponad 50 lat temu 30 m. od brzegu wyspy. Tutaj spokojnie wystarczy się zaopatrzyć w maskę do nurkowania, aby podziwiać zardzewiałe statki, w których żyją kolorowe ryby. Jest również opcja wypożyczenia kajaków i opłynięcie wszystkich wraków dookoła. Kolejną aktrakcją wyspy jest Cape Moreton. Zaledwie 30 min. Spacerem od plazy (1,3km) znajduje się jedyna na wyspie latarnia morska, skąd można podziwiać zachody słońca. Jak dla mnie nie jest to najlepsza atrakcja na świecie, ale dla kogoś, kto liczy na fajne foty z wyspy, to będzie TO! Dla tych, którzy nie chcą spędzić całego dnia na plazy mogę polecić spacer na PUSTYNIE! dokładnie tak, ok. 1h spaceru od TANGALOOMA WRECKS znajduje się pustynia z białym piaskiem- miejsce robi wrażenie, szczególnie jak się wychodzi z australijskiego lasu na łachę piachu. 😉 Na wyspie znajdują się 2 piaskowe góry (BIG SANDHILL I LITTLE SANDHILL &#8211; tu Australiczycy się nie popisali z pomysłowością nazwową nie?), miejsce to przypomina stok narciarski, ale bez śniegu. Organizowane są zjazdy na plandekach, snowboardach i pontonach! Niestety żeby się tam dostać trzeba mieć swoje auto- koniecznie 4&#215;4 albo wykupić wycieczkę będąc już na miejscu. Zwierzęta na Moreton Island Tutaj poza atrakcjami jak plaże czy piaskowe góry, możemy podziwiać zwierzęta jakie w Polsce są tylko w zoo. M.in. co wieczór pod Tangalooma Resort podpływają delfiny (one wiedzą, ze tam na pewno ktoś będzie łowił ryby i je dokarmi). Jest to tez idealne miejsce do obserwowania żółwi! Między lipcem, a listopadem można obserwować przepływające wieloryby. My sobie wmawiamy, ze widzieliśmy jednego- ale mamy na to marne dowody. To chyba tyle z mojej strony o atrakcjach wyspy. Niemniej, jak kiedykolwiek będę miała okazje jeszcze raz tam popłynąć, to na pewno to zrobię. Jest to idealne miejsce , gdzie można odpocząć od miasta, ba cywilizacji! Brak sklepów, straganów, prądu i pitnej wody sprawia, ze można poczuć się jak na wakacyjnym biwaku (ale trzeba też pamiętać, żeby przed wyprawą się zaopatrzyć we wszystkie potrzebne rzeczy). Jeżeli zdecydowalibyście się na nocleg w tym magicznym miejscu, to tutaj znajdziecie listę campingów -> Lista dostępnych campingów w Queensland. Na wszystkich dostępnych campingach są prysznice i toalety, ale to tyle. Cała reszta we własnym zakresie. Jeżeli jednak takie odcięcie od cywilizacji Was przeraża, to nie będziecie zadowoleni z noclegu w takim miejscu 🙁 *aborygeni zamieszkujący północno- wschodnie wybrzeże Australii, którzy posługują się dialektem Durubalic- w żadnym stopniu nie przypomina to angielskiego:) Dodatkowe informacje o wyspie Moreton: Jeżeli decydujecie się na kupno samych biletów na wyspę, to na odwrocie biletu przeczytacie kilka niezbędnych informacji. M.in dowiecie się żeby zabrać ze sobą odpowiednią ilość jedzenia i picia, bo na wyspie w okolicy nie ma sklepów. Ze względu na złe warunki pogodowe, mogą (i czasem tak faktycznie się dzieje) zostać odwołane promy wycieczkowe. Latanie dronem ze względu na wiatr jest trochę utrudnione. W naszym przypadku wiało tylko 20km/h co jest lekkim wiatrem w tym miejscu. Ale średnio wieje 36km/h Pływając wokół wraków można łatwo się skaleczyć o metalową konstrukcje. Dlatego tez, warto zaopatrzyć się w apteczkę- pisze o tym,bo nam się to przydarzyło, a niestety zabrakło nam wody utlenionej i plastrów. KONNNIIEEECC</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/">Wyspa Moreton- Queensland</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/wyspa-moreton-queensland/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>1</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2665</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Ceny na Phuket</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Mar 2019 12:19:50 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Praktyczny poradnik]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2651</guid>

					<description><![CDATA[<p>W 2016/17 spędziliśmy na Tajskiej wyspie kilka miesięcy i stwierdziliśmy, że znamy ceny na Phuket na tyle, że możemy się z Wami tą wiedzą podzielić. Warto też wspomnieć na starcie, że kwoty o których tu mowa prawdopodobnie nie przekładają się na resztę kraju, bo Phuket słynie z tego, że jest odrobinę droższe niż reszta Tajlandii. Zacznijmy od tajskiej waluty czyli Bath’a (THB). jego wartość w przybliżeniu to 10THB= 1,2 zł. Płatność kartą w tym kraju nie jest tak popularna jak w Polsce, co więcej przy każdej wypłacie gotówki miałam naliczana prowizję ok. 150-300 THB w zależności od bankomatu. Jakiś pomysł jak przeskoczyć dodatkowe opłaty? Ja postanowiłam wybierać jak najwięcej gotówki z bankomatu na raz, a czasami po prosu wymieniałam inne waluty w kantorze. Jak macie inne pomysły, to chętnie ich wysłucham! Tak czy inaczej bez gotówki w Tajlandii może być ciężko. Wracamy do głównego tematu: Hotele/ motele/ hostele/ resorty na Phuket Jeżeli planujecie odwiedzić Phuket w szczycie sezonu (koniec listopada- luty), to koszt pokoju dla 2 osób powinien wynieść między 40-110 zł. Dlaczego taki duży przedział? Przede wszystkim, tak jak wspomniałam mówimy tutaj o szczycie sezonu. Po za tym przy wyborze pokoju warto zwrócić uwagę, gdzie znajduje się obiekt. Odległość od plaży/ lotniska/ centrum, oraz czy ma klimatyzacje czy tylko wiatrak (a to jest istotne), czy może śniadanie w cenie. Po za tym w tej części świata nie każdy hotel ma ciepłą wodę. Nie jest to większy problem przy panującej na Phuket temperaturze, jednak dla wielu osób zimny prysznic rano jest totalnym przeciwieństwem dobrze rozpoczętego dnia. Z dodatkowych rzeczy, które mnie interesowały przy wyborze hotelu, było istotne, to czy obiekt miał swoją wypożyczalnię skuterów- wielokrotnie zdarzyło nam się, że ceny za skuter w hotelach były niższe niż w wypożyczalniach. Dlatego cena hotelu zależy od wielu czynników. Możecie znaleźć pokój dwuosobowy w „przeżywalnym” standardzie za 36zł/noc, albo świetny hotel z basenem i śniadaniem za 80zł/noc. Jedzenie i picie na Phuket Tajlandia słynie z eksplozji smaków i tak się szczęśliwie składa, że można spróbować większości nie wydając fortuny. Większość turystów boi się spróbować street food głównie ze względów sanitarnych. Nie oszukujmy się, to jedzenie nie jest myte przefiltrowaną wodą, ale mimo wszystko polecam. Miejscami, na których możecie spróbować prawdziwego Tajskiego jedzenia, są food i night markety. Tam ceny zaczynają się od 20THB za np. Cha Yen, czyli mrożoną czarną herbatę ze skondensowanym mlekiem- brzmi dziwnie, ale jest przepyszne! Za tą samą cenę możecie dostać rożek wypełniony ziemniaczanymi pączkami. Wielkościowo podobne do piłeczek Ping-pongowych. Pewnie znajdziecie wiele innych przysmaków w tej cenie, ale pączkom po prostu nie mogłam się oprzeć. Za to za ok. 30-60 THB możecie kupić sobie bardzo dużo różnych smakowitości. Pierwszym polecanym przeze mnie wyborem byłby owocowy shake! Przy panujących tam temperaturach, zdecydowanie polecam picie takich napojów, zamiast samej wody. Uśmiechnięte panie przygotowują je na miejscu, ze świeżych owoców, oczywiście dodając odrobinę skondensowanego mleka albo mleka kokosowego. Również w tym przedziale cenowym dostaniecie szaszłyki, zaczynając od wersji vege z tofu, po szaszłyka z krewetkami, kalmarami czy krokodylem! Dla bardziej odważnych, poza jedzeniem z patyka dostępne są również larwy czy szarańcze. Wydając równowartość ok. 10zł na takim targu dostaniecie pełny obiad. Standardowy Pad thai, czy tradycyjny tajski rosół z makaronem ryżowym powinien kosztować nie więcej niż 65 THB. Ceny w restauracjach oczywiście różnią się od tych na markecie, ale jak by sobie policzyliśmy to na 2 osoby za obiad wydawaliśmy ok. 30 zł. No i cena alkoholu! Cena alkoholu mocno zależy od tego w jak bardzo imprezowej części się znajdujesz. Przykładowo standardowo duże piwo w butelce w 7eleven wynosi ok. 60 THB. W barze ok. 90. Za to drinki ok. 120-200thb. No chyba, że wylądujecie na Phi Phi Island ,to tam możecie kupić morderczego drinka w wiaderku za 200thb. Tajski masaż Tajlandia na całym świecie słynie z masażu i zupełnie się nie dziwię. Wspomnę tutaj tylko o tradycyjnej wersji bez atrakcji. Praktycznie co krok znajdziecie miejsce z tajskim masażem. Czasami napotkacie salony gdzie, są masowane tylko stopy, albo jest tylko masaż przy użyciu małych rybek, które skubią naskórek. Tego akurat nie próbowaliśmy, bo ani to nie wydaje nam się etyczne ani specjalnie higieniczne. Zdecydowanie polecam wybranie się na tradycyjną wersję masażu. Nie wyobrażałam sobie, że masaż może tak wyglądać! Za pierwszym razem miałam wrażenie, że zapłaciłam za pobicie, bo wyglądało to tak, że mała Tajka ok. 140cm wzrostu i jakiś 35 kg żywej masy skakała po mnie, wyginając mi kończyny w miejscach, w których- jestem tego pewna- wyginać się nie powinny. Efekt był taki, że następnego dnia, ku mojemu zdziwieniu czułam się niesamowicie zrelaksowana. Kolejnym razem miałam wrażenie, że masażu udziela mi spasiony kot, ale wie gdzie trzeba ugniatać i w sumie to było przyjemne. Bez sarkazmu- polecam, taka przyjemność kosztowała nas od 150 THB do 300 THB za godzinę. Skutery na Phuket Skuter w Tajlandii jest najszybszym i najłatwiejszym środkiem transportu. Przy panującym tam chaosie na drogach, na początku ciężko będzie się odnaleźć Europejczykowi w takich warunkach. Trzeba pamiętać o jednej zasadzie- trzymaj się lewej strony jezdni :). Jeżeli ktoś na Ciebie trąbi, to zapewne w celu czysto informacyjnym. Informacja brzmi: jadę ziomeczku! Koszt wynajmu skutera za dzień to ok. 15-25zł. Wycieczki z Phuket Wyjazd do Tajlandii nie obejdzie się bez dodatkowej wycieczki. Stoiska turystyczne (nie można tego nazwać biurem) oferują szeroki wachlarz usług. Zaczynając od kupna biletów na autobusy czy promy, po wycieczki jednodniowe, a niekiedy kilku dniowe z noclegiem. My kilkukrotnie skorzystaliśmy z takich ofert, zazwyczaj wtedy gdy nie byliśmy w stanie sami dotrzeć do danej atrakcji. Ceny bardzo mocno zależą od sezonu i od tego dla ilu osób wykupujemy wyjazd. Im więcej osób tym cena niższa. Przykładowo, my wykupiliśmy wycieczkę typu Island hopping. Odwiedziliśmy 4 malutkie wyspy, dookoła których była piękna rafa. Jako, że podwodny świat zawsze mnie fascynował, to wycieczkę uważam za udaną, a koszt takiej przyjemności wynosił ok. 70zł /os z lunchem i obiadem w cenie- jednak trzeba wziąć pod uwagę, że na tego typu atrakcje wybieraliśmy się zawsze w niskim sezonie. Trafiliśmy również na takie zorganizowane wyjazdy, których chyba jednak bym nie poleciła. Jednym z nich był wypad na Bond Island- pięknie wystające skały z wody i dzikie tłumy. To chyba na tyle z rzeczy, które w dość ogólny sposób chciałam wam nakreślić jeśli chodzi o koszty w naszym azjatyckim raju. Mam nadzieje, że chociaż cześć informacji jest przydatna. Piszcie, pytajcie jak chcielibyście dowiedzieć się czegoś więcej w tym temacie! Tu możecie zobaczyć co zrobić na Phuket. Cheers</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/">Ceny na Phuket</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/ceny-na-phuket/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2651</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 03 Mar 2019 08:19:38 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Filmowanie]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2638</guid>

					<description><![CDATA[<p>Pod jednym z filmów o Tajlandii na naszym YouTubowym kanale, ktoś zostawił komentarz z pytaniem o wybór odpowiedniego drona do podróży i czy mógłbym rozwinąć temat: sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży. Pomyślałem, że to świetny pretekst do zarzucenia Was wiedzą, którą zbierałem przez ostatnie lata, a której mniej geekowi znajomi nie mają już siły słuchać. Zapraszam! Małe ogłoszenie na start: Jak pewnie wiecie, niezależnie czy to aparat, czy dron, czy nawet mikrofon, nie ma sprzętu idealnego do wszystkiego. Dlatego niezależnie od tego, co będziecie wybierać prawdopodobnie trzeba będzie poświecić coś, kosztem czegoś. Moim kluczem od zawsze było to, żeby wybierać taki sprzęt, żeby wszystkie najważniejsze rzeczy zmieściły się do bagażu podręcznego, ale również, żeby zmaksymalizować jakość materiału, który mogę z tego sprzętu wyciągnąć. Dlatego drona kupiłem dopiero, gdy wyszedł Mavic Pro. Dzięki specyficznej budowie można go złożyć i wraz z trzema bateriami pozwalającymi na latanie przez godzinę wrzucić do małej torby. Obecnie można kupić Mavic’a 2 (pro i zoom) oraz Mavic’a Air. To wszystko świetne drony i osobiście jeśli teraz miałbym wybierać pewnie poszedłbym w jeden z tych wyżej wymienionych. Jeśli chodzi generalnie o wybór sprzętu do filmowania waszych podróży: Myślę, że minimalnie potrzebujecie aparatu, statywu i mikrofonu. I o ile to pierwsze jest raczej logiczne, to na Youtube roi się od ciągle trzęsących się filmów, na których nie jesteście w stanie usłyszeć co autor mówi. No dobra, ale jakie rzeczy wybrać? Aparat Wejściowym sprzętem jest aparat typu point&#38;shoot czyli np. Sony rx100 albo Panasonic lx100. Warto zwrócić uwagę przy ich wyborze na jasność obiektywu, bo przy tego typu aparacie nie macie opcji wymiany szkła później. Dużą zaletą tego typu aparatów jest ich rozmiar, no i ostatnio zdecydowanie stosunek: jakość materiału/waga. Nie przeraźcie się tylko ceną. Jeżeli chcecie pójść o półkę wyżej warto poszukać czegoś z wymiennymi obiektywami i wejściem na mikrofon. Dobrym dodatkiem jest także stabilizacja matrycy. Tu warte polecenia są np. Panasonic G7 (bez stabilizacji), Panasonic G80, Olympus OM-D E-M10 Mark III albo Sony a6300. Polecałbym też brać powyższe aparaty z obiektywem NIE kitowym. Zobaczycie gigantyczną różnicę, jeśli zamiast standardowego obiektywu XXX 3.5-5.6, weźmiecie (w przypadku Panasa) 12-35mm 2.8. Warto dołożyć do dobrego szkła. Jeśli chodzi o aparat z najwyższej półki to pewnie już i tak wiecie co chcecie. Ja sam stanąłem przed takim wyborem w zeszłym roku i zdecydowałem się na Panasonica GH5. Absolutnie uwielbiam ten aparat i uważam, że jego zalety przebijają wady. Warto też wspomnieć o świetnie przyjętym Fujifilm X-T3 i Sony A7 III. Co byście nie wybrali w kategorii 8000 zł + to pewnie nie będziecie zawiedzeni. Ze względu na to, że jednak moją specjalizacją jest wideo nie mam nic do powiedzenia o lustrzankach od Nikona i Cannona. Pamiętajcie też, że oprócz puszki istotnym, jeśli nie istotniejszym, wyborem są szkła, czyli obiektywy. Warto na start zainwestować chociaż w jedno szybkie (znaczy &#8222;jasne&#8221;), porządne szkło. Zazwyczaj każdy system ma do wyboru jakiś odpowiednik cenowo rozsądnej 50tki. Na przykład dla M43 (Olympus/Panasonic) był by to PANASONIC Lumix G 25mm F1.7. Statyw Bardzo dużo osób poleca coś małego i lekkiego np. Gorilla pod. Sam używam trochę cięższego, ale równie małego Cambofoto m225, którego kupiłem na Aliexpress ze dwa lata temu. Kupiłem go myśląc, że dostanę chińskiej jakości zamiennik do normalnego małego statywu. Nie mógłbym się bardziej mylić. Ten statyw to czołg. Jedno, że go nie zniszczyłem (chociaż nie wiem jak udało mu się przeżyć niektóre rzeczy, które z nim robiłem), ale też jego waga pozwala na ustawienie go przy dość dużym wietrze i zrobieni przyzwoitych timelapsów. Nadaje się też do vlogowania, chociaż w połączeniu z GH5 i Sigmą 16mm waży tyle, co przeciętny noworodek, więc ciężko go utrzymać w ręce przez dłuższy czas. Jeśli chodzi o większe statywy, to warto zainwestować w rozsądnych rozmiarów statyw (nie mikro jak ten powyżej) jeżeli: Planujecie nagrywać samych siebie stojąc w jednym miejscu. Będziecie strzelać dużo fot krajobrazowych. Będziecie robić foty nocą, lub takie o długim czasie naświetlania (rozmazane fale uderzające o brzeg etc.). Można wtedy rozważyć coś takiego jak Manfrotto Element Traveller. Statyw tak jak i obiektywy to dobra inwestycja. Może się wydawać droga na starcie, ale jeśli weźmiecie pod uwagę, że jeden statyw przeżyje pewnie 5 aparatów, to nagle ten koszt nie wydaje się taki zły. Mikrofon/Audio Jeżeli macie wejście na mikrofon w aparacie i planujecie nagrywać jakiekolwiek filmy, to moim zdaniem mikrofon powinien być na Waszej liście na pierwszym miejscu. Najtańsze rozwiązanie to mikrofon typu shotgun montowany na górze aparatu. Najpopularniejszymi są zdecydowanie RODE VideoMicro i RODE VideoMic GO. Inny sposób to nagrywanie dźwięku osobno mikrofonem krawatowym (np. Rode SmartLav+) podłączonym do rejestratora (np. ZOOM H-1) lub nawet prosto na Wasz telefon. Drugie rozwiązanie szczególnie polecam jeśli kręcicie filmy: statycznie stojąc lub siedząc w pewnej odległości od kamery. Pierwsze świetnie nadaje się na start lub, gdy Wasze filmy to głównie vlogi (wtedy z założenia jesteście blisko aparatu). Dobra to chyba tyle jeśli chodzi o podstawowy sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży który polecam. Jeżeli chcecie usłyszeć więcej np. o filtrach ND, gimbalach, przydatnych aplikacjach etc. to dajcie znać. Dodam jeszcze, że z powyżej wymienionym sprzętem (GH5+ 4 obiektywy, mikrofony, rekorder, Mavic Pro, statyw etc.) w bagażu podręcznym przeszedłem już w ostatnich dwóch latach, przez lotniska w Tajlandii, Chinach, Filipinach, Australii, Indonezji, Malezji, Singapurze, Wietnamie, Kambodży, Turcji, Hongkongu, Włoszech, Norwegii i Polsce i ani razu nie miałem problemu. Owszem w Chinach i Wietnamie rozebrali drona do części pierwszych, sprawdzając pojemność akumulatorów, ale ostatecznie puścili mnie wolno. To tyle na dziś. Zajrzyjcie jeszcze do naszego poradnika filmowego. Miłego filmowania lub focenia i do usłyszenia następnym razem. PS. sporo linków w tym tekście prowadzi do Notopstryk.pl. Nie dlatego, że to tekst sponsorowany, ale dlatego, że ja większość sprzętu kupowałem u nich i mam do nich zaufanie.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/">Sprzęt do filmowania/robienia zdjęć w podróży</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/porady/sprzet-do-filmowania-robienia-zdjec-w-podrozy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>2</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2638</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Szukanie pracy w Australii</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 27 Feb 2019 06:52:43 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2619</guid>

					<description><![CDATA[<p>Znalezienie pracy w Australii wymaga iście anielskiej cierpliwości. Było nam na tyle ciężko coś znaleźć, szczególnie w branży foto/video, że się zbiesiłem i założyłem jednoosobową działalność gospodarczą. Dodając to do faktu, że zostały mi pełne 32 korony na norweskim rachunku, wychodzi że jestem teraz &#8222;międzynarodowym biznesmenem z oszczędnościami za granicą&#8221;. Następna w kolejce jest książka o tym jak dobrze i bogato żyć za 5$ dziennie. Trzymajcie kapelusze. A tak na poważnie to pierwsze 3 miesiące w Brisbane ssały jak polonez zimą. Rozsyłałem CV, chodziłem na spotkania, dzwoniłem i przebić się nie dało przez dziesiątki Australijczyków, którzy pokonywali mnie faktem posiadania obywatelstwa. Dopiero po jakimś czasie udało mi się poznać parę osób dzięki którym realizuję przez ostatnie 2 tygodnie zlecenie za zleceniem. I to chyba najbardziej kocham w tej robocie. W ostatnim miesiącu filmowałem na torze wyścigowym ze środka Ferrari 458, zrobiłem krótkometrażowy psychodeliczny film fabularny, teledysk dla girlsbandu, promo dla nowo budujących się bloków, making of dla pilota serialu telewizyjnego, zdjęcia na weselu, 8 filmów dla agencji migracyjnej i jedną animację. Żeby była jasność: kokosów z tego nie ma, ale robienie tych wszystkich rzeczy uświadomiło mi jak bardzo lubię ten biznes. No, ale przejdźmy do konkretów. Przylatujecie do Australii i szukacie pracy, chcielibyście parę rad na start? Oto one: 1. Nie bądź ciołem, leć do dużego miasta. Zrobiliśmy parę błędów w naszej przeprowadzce do Australii, ale ten był jednym z największych. Przelecieliśmy do Cairns, bo dostałem informację od jedynych dwóch firm, które robią tam wideo, że może były by zainteresowane współpracą. Ostatecznie nie były. Przylecenie do małego miasta sprawia, że na starcie masz pod górkę. Ciężej znaleźć samochód, który nie jest złomem. Polonia jest mniejsza, więc jeśli chcesz poznać rodaków to masz na to mniejsze szanse, jest mniej ofert pracy etc. etc. Przylot do małego miasta podnosi poziom trudności o co najmniej dwa jeśli chodzi o rozpoczęcie przygody z Australią. 2. Znaj portale Twoje, codziennego sprawdzania warte. Niby roboty w XXI w. powinno się szukać przez internet, więc wymienię tutaj wszystkie portale, które warto znać jeśli chodzi o szukanie pracy w Australii: Indeed (paskudnie zaprojektowany, ale są ogłoszenia, średnia ilość odpowiedzi). Seek (ładniejszy kuzyn Indeed&#8217;a, podobna ilość ofert, ale w większości raczej na wypasione stanowiska, jeśli jesteś na W&#38;H to zapomnij). Gumtree (wszystko od samochodów, przez dziwne ogłoszenia o pracę, aż do części do taczek, sporo dziwnych ofert, warto przesiewać, ale parę zleceń mi stamtąd wpadło). Airtasker (portal do zlecania sobie nawzajem małych robót. Można coś znaleźć na start, albo nawet znaleźć zlecenie prowadzące do większej współpracy. Warto, chociaż procent jaki pobierają od zarobków jest skandaliczny). Strony agencji rekrutacyjnych (MLKA, Barcats etc.). Napisałem na starcie, że NIBY roboty powinno się szukać w internecie, bo szczerze nie poznałem nikogo kto dostał pracę z pierwszych dwóch portali. Większość ludzi z którymi rozmawiałem dostało robotę korzystając z pomocy agencji lub agenta (jeśli są bardzo mocno wyspecjalizowani), lub po prostu roznosząc CV po restauracjach, sklepach, budowach i hotelach. Można też wrzucić na Gumtree swoje ogłoszenie, i to przyniosło nam chyba więcej rozmów rekrutacyjnych niż zgłaszanie się na to co już tam wisiało. 3. Wizę swoją zrozum i na jej ograniczenia przystań. Jakieś 90% z Was będzie prawdopodobnie na wizie studenckiej, albo Work &#38; Holiday 462. Wizy te mają pewne ograniczenia. Na pierwszej można pracować określoną ilość godzin tygodniowo, a drugą większość Australijczyków traktuje jako &#8222;backpacker visa&#8221;. Oznacza to w skrócie, że jeśli nie macie największego farta w życiu, a Wasza profesja nie jest tutaj traktowana jak bycie bohaterem na pełny etat (pielęgniarka, kucharz, górnik), to każda &#8222;poważna&#8221; firma będzie zlewała Wasze aplikacje. Jesteście backpackerem i oni nie wiedzą, czy zaraz nie uciekniecie do domu. Zatrudnianie Was na pełny etat do poważnego zadania nie ma sensu. Z drugiej strony jeśli szukacie zatrudnienia w branży turystycznej, lub marzycie o tym, żeby pracować w barze na Outbacku to prawdopodobnie znajdziecie pracę. Pamiętajcie tylko o zrobieniu RSA (pozwolenia na wydawanie alkoholu). Z własnego doświadczenia powiem, że próbowałem walczyć z tym stereotypem i poległem sromotnie. W ostatnich 9 miesiącach byłem na parudziesięciu rozmowach o pracę i w trzech firmach dotarłem do ostatniego, najwyższego etapu i wszystkie 3 firmy zrezygnowały z zatrudnienia mnie ze względu na moją wizę. 4. Facebook Twoim przyjacielem. Tym razem. Polecam dodanie się do wszystkich możliwych grup fejsbukowych związanych z pracą w Twoim regionie. Często pojawiają się tam ogłoszenia, które nie pojawiają się nigdzie indziej i łatwiej też na nie zareagować. Nie muszę wspominać, że jeśli konto biznesmena z Indii wrzuca info o &#8222;niesamowitej okazji&#8221; to nie ma sensu pytać się o szczegóły prawda? I to chyba tyle jeśli chodzi o szukanie pracy w Australii. Wydaje mi się, że tak jak na całym świecie: większość pracy warto znaleźć przez znajomości. Wybrać się na parę spotkań np. Polonii, albo Couchsurfingowych, porozmawiać z ludźmi i popytać. Jeżeli potrzebujecie czegoś na start to moim zdaniem wydrukowanie CV i chodzenie po restauracjach, pubach, sklepach i hotelach to najszybszy sposób na znalezienie zatrudnienia. Uprzedzę tylko, że nie jest to proste i wymaga dużego samozaparcia i silnej woli. Ale tak już wygląda szukanie pracy w Australii. Niemniej trzymam kciuki!A i jak macie ochotę to tu opisujemy naszą przygodę podczas pracy na Outbacku.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/">Szukanie pracy w Australii</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/szukanie-pracy-w-australii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2619</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Wyspy Phi Phi</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Wed, 20 Feb 2019 12:18:37 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Co warto zobaczyć w]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2462</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wyspy Phi Phi (a konkretnie Phi Phi Don) jest tym miejscem, które reprezentuje piękne plaże i dziką naturę Tajlandii w katalogach biur podróży. Znacie ten obrazek- przycumowane do białej plaży łódki z kolorowymi wstążkami, a w tle skaliste góry obrośnięte zielonymi chabaziem? To właśnie jest prawdopodobnie zdjęcie z Phi Phi. Czy faktycznie jest to mały raj, czy kolejne miejsce przepełnione turystami? Na początek trochę o tym, gdzie leżą wyspy Phi Phi i jak się tam dostać? Wyspa Phi Phi Don (główny punkt w tym archipelagu) leży na morzu Andamańskim. Przypomina kształtem coś na wzór sztangi, znajduje się 45 km na południowy-zachód od Phuket i 43 km na zachód od Półwyspu Malajskiego. Wyspa administracyjnie należy do prowincji Krabi. Jak się tam dostać? Jedynym i niedrogim środkiem transportu są promy i speedboaty, które kursują codziennie m.in z wybrzeża Phuket (Rassada Pier) oraz z Krabi (Klong Jilad Pier). Koszt biletu zależy po części od sezonu, a po części od Waszych zdolności negocjacyjnych. Cała podróż na Phi Phi trwa ok. 1,5 godziny tak z Phuket jak i z Krabi. Kupowanie samych biletów na prom* ma sens wtedy, kiedy planujecie nocować na wyspie. Jeżeli chcecie zrobić jednodniowy wypad, to proponuję wykupić wycieczkę, dzięki której zobaczycie główną wyspę (Phi Phi Don) oraz jej siostrę Phi Phi Ley. *Wykupując bilety na prom, będziecie musieli uiścić dodatkowo tzw. opłatę portową. Jej wysokość to ok. 20 THB. Atrakcje wyspy: VIEW POINT 1 Numerem jeden, który polecam jest punkt widokowy. Można z niego zobaczyć całą panoramę wyspy z północną i południową plażą. Jak się dobrze wsłuchacie, to jest szansa, że usłyszycie sączący się bit z barowych głośników. Wejście na punkt widokowy zajmuje ok. 30min, kosztuje 30 baht i oprócz fajnego widoku, mogę zagwarantować wam, że się na pewno spocicie. Mimo tego, że wejście nie jest jakieś wymagające temperatura i wilgoć w powietrzu robi swoje. MONKEY BEACH Jest to piękna plaża, ukryta po wschodniej stronie wyspy, do której nie da się dojść- trzeba dopłynąć. Jako transport mogę wam polecić wypożyczenie kajaków. Zaledwie po kilkunastu minutach płynięcia zobaczycie białą plażę po której grasują małpy! Uwaga! Małpy kradną wszystko, co dotychczasowy właściciel spuścił na chwilę z oka :). Jest to też fajne miejsce żeby popływać i poczuć się jak w akwarium. Rafa, ryby i krystalicznie czysta, turkusowa woda sprawiają, że to jest właśnie to piękne miejsce, o którym każdy marzy myśląc o Tajlandii. NURKOWANIE PRZY PHI PHI LEY Na wyspie jest kilka szkółek nurkowych, które organizują codziennie nurkowanie w okolicy. My skorzystaliśmy z takiej oferty, w ramach której mieliśmy 2 nurkowania po ok. 1h, pływanie przy słynnej Maya Bay, a w przerwach lunch i obiad. Jeżeli kochacie wodę, tak jak ja, to zdecydowanie polecam tą atrakcje. Kolorowa rafa, mniejsze i większe ryby, żółwie i rekiny, to jest, to co możecie tutaj zobaczyć. • Ważna informacja- jeżeli nigdy nie nurkowaliście, a marzy wam się podwodna przygoda, to wyspy Phi Phi są świetną miejscówką na start.• Ważna informacja II&#8211; żeby zacząć nurkować musicie chociaż w stopniu podstawowym pływać. Bez jakichkolwiek umiejętności pływackich, taka atrakcja może skończyć się szarpaniną w wodzie. NOCNY POKAZ OGNI I DRINK W WIADERKU Wieczorem wyspa zmienia się nie do poznania! W waszej przygodzie z Tajlandią nie może zabraknąć chociaż jednego imprezowego wieczoru, a wyspy Phi Phi są idealnym do tego miejscem. Od czego tu zacząć? Może od tego, że wieczorem drinki sprzedaje się nie w szklankach, a w wiaderkach. Codziennie na plaży odbywają się pokazy ognia i serio! To co Ci goście tam wyrabiają robi wrażenie. Nie często widzi się faceta, który kręci ognistymi kulami 3 metry nad ziemią, stojąc na linie, a pod nim pali się scena! Do wieczornych atrakcji na wyspie oczywiście Można zaliczyć karaoke w jednymi z wielu klubów, jazdę na mechanicznym byku czy turniej beer-ponga. Ale nadal czegoś tu brakuje&#8230; oczywiście BOKSU TAJSKIEGO! Na Phi Phi jest jeden klub, w którym odbywają się walki i dla średnio zainteresowanych można przyjść i pooglądać jak to się odbywa. Dla zainteresowanych można robić płatne zakłady na „swojego zawodnika”. Jest też wersja dla aktywnych- czyli sam możesz wziąć udział w walce! Podsumowując Wyspy Phi Phi są pięknym miejscem na morzu Andamańskim obleganym przez chmary turystów. Myślę jednak, że każdy też znajdzie tutaj coś dla siebie. Przez spokój i leniuchowanie na Monkey beach, po udział w tajskim boksie. Uważam, że warto tutaj spędzić max. 3 dni żeby doświadczyć wszystkich atrakcji, jednak dłuższy pobyt może być męczący. Fakty o Phi Phi: • Wyspa jest tak mała, że turyści poruszają się TYLKO PIECHOTĄ.• W 2004 roku przez wyspę przeszło Tsunami, które zrównało z ziemią większość ośrodków. Odbudowa trwa do dziś.• Archipelag Phi Phi składa się z 6 wysp.• W wysokim sezonie letnim, wyspy Phi Phi odwiedza czasem aż do 10 tyś. turystów dziennie. Jeśli chcesz zobaczyć inne nasze wpisy o Tajlandii koniecznie zalukaj TUTAJ</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/">Wyspy Phi Phi</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/wyspy-phi-phi-2/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2462</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Co zobaczyć/zrobić na Phuket?</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/#comments</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Mon, 18 Feb 2019 05:44:05 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Tajlandia]]></category>
		<category><![CDATA[Co warto zobaczyć w]]></category>
		<guid isPermaLink="false">https://wanderingsparrows.pl/?p=2447</guid>

					<description><![CDATA[<p>Phuket było naszym domem przez ponad pół roku. Wyjeżdżając do Tajlandii pozostawiliśmy w Polsce otwarte zaproszenie dla naszych znajomych i rodziny, dlatego przez te parę miesięcy odwiedziły nas 3 ekipy, które oprowadziliśmy po wyspie. Pomyślałam, że było by marnotrawstwem nie podzielić się tą wiedzą z szerszą publiką i tak powstał ten wpis. Ale zacznijmy od podstaw: Phuket to największa wyspa należąca do Tajlandii, położona na morzu Andamanskim. Częsty kierunek wybierany przez turystów szczególnie z Rosji, i co raz częściej przez Polaków. Trudno się dziwić, bo temperatura w ciągu roku waha się między 26-32C. Zależy to oczywiście od pory roku. Pora sucha i deszczowa. Pory są hm, nieprzewidywalne. Na Phuket leje prawie codziennie, ale zwykle jest to parę-paręnaście minut i wszystko zaraz jest suche. Pora sucha, która jest turystycznie zdecydowanie bardziej popularna wypada w okresie polskiej zimy (listopad- luty). Mimo wysokiej temperatury, jest to ta przyjemniejsza część sezonu, bo nie ma aż tak dużo opadów, a co się z tym wiąże: nie jest aż tak duszno. W okresie pory deszczowej dość często występują ulewy, które zalewają drogi, przez co wielokrotnie miasto zostaje sparaliżowane. Najwyższy szczyt pory deszczowej występuje między majem a wrześniem. Nie jest to najlepszy moment do zwiedzania Tajlandii (no dobra, zależy której części oczywiście!), gdyż większość atrakcji turystycznych jest na świeżym powietrzu. Z drugiej strony może się trafić tak, że w tym czasie nie spadnie prawie w ogóle deszcz. Ostatnio pogoda jest dość kapryśna i nieregularna, więc nawet generalne przewidywania to wróżenie z fusów. Ale hej! Co z miesiącami pomiędzy? Okresami Luty- Maj, i wrzesień- listopad?! Można to nazwać okresem przejściowym, lub średniej/niskiej sezonowości. W tym okresie występują sporadyczne deszcze, czasami ulewy, ale mimo wszystko pogoda pozwala na zwiedzanie kraju. Plusem odwiedzania Phuket w tym okresie jest, to, ze jest zdecydowanie mniej turystów, a ceny są niższe o ok. 30%. Mówimy tutaj o cenach np. za nocleg, wycieczki czy nawet wynajęcie skutera. Dobra, dość o pogodzie. Przejdźmy do miejsc wartych zobaczenia/zrobienia na Phuket. Podrzucam poniżej kilka pomysłów, które zdecydowanie polecam, oczywiście na wyspie jest zdecydowanie więcej atrakcji np. Głaskanie naćpanego tygrysa lub jazda na słoniu- ale jak dla mnie to nie jest etyczne, więc my sobie odpuściliśmy. Big Budda Gigantyczny posag Buddy, najbardziej rozpoznawalny punkt wyspy. Usytuowany na jednym z wyższych szczytów Phuket. Zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce, nie tylko ze względu na sam posąg, ale również ze względu na niesamowity widok na panoramę roztaczającą się ze schodów prowadzących do głównej atrakcji.Link do Google maps Lekcja gotowania To jest to, czego trzeba spróbować, szczególnie jak jesteś miłośnikiem tajskiego jedzenia jak my. Na Phuket jest kilka szkółek, gdzie w ciągu dnia nauczysz się przyrządzać kilka nieziemskich potraw jak np. Zupa Tom Yum, ciastka kokosowo- krewetkowe, słodka zupa/deser bananowo- kokosowy, czy tradycyjny Pad Thai. Oprócz samego gotowania, dowiesz się jak odpowiednio wybierać produkty wybierając się na targ ze swoim nauczycielem. Zdecydowanie warto nawet dla samej degustacji swojego dzieła.My korzystaliśmy z tej szkółki. Night market- Nakka. Weekendowy raj dla zakupoholików/głodomorów. Tutaj możesz kupić dosłownie wszystko. Od kolczyków, po maseczki, naczynia, ubrania, buty, jedzenie, piwo i pieska. Tak, na Nakkce (nie wiem czy tak to się odmienia) jest również alejka ze zwierzętami.Link do Google maps Bezludna plaża na północy (Sai Kaew Beach) Lądując na Phuket, można zauważyć gigantyczną plaże tuż przy lotnisku. Ma ona aż 11km, część plaży należy do Sirinat National Park i kierując się na samą północ nie znajdziecie na niej żywej duszy. Dlaczego? Ponieważ mało komu chce się jechać z centrum wyspy na skuterze aż 40 min. W upale tylko po to, żeby zobaczyć plaże ze złotym piaskiem. Nam się chciało i zdecydowanie polecamy szczególnie jeżeli planujecie wypad np. do Krabi, to w zasadzie można się zatrzymać &#8222;po drodze&#8221;. Link do Google maps Snorkelling na południu (Ao Sane Beach) Mała kamienista plaża z widokiem na punkt widokowy Promthep. Sama plaża nie powala (ale też nie jest zła), ale zdecydowanie warto tam zanurkować w ABC. To jedno z niewielu miejsc na Phuket gdzie faktycznie można zobaczyć coś ciekawego pod wodą. Link do Google maps Niedziela w Old town Czyli taki Polski odpust, który odbywa się co niedziele. Ktoś maluje motyle na twarzach dzieci, ktoś gra i śpiewa, kto inny robi tatuaże sprayem, a cała reszta pichci pyszności i konsumuje jedzenie z wózków. Warto, bo market usytuowany jest na jednej z głównych ulic starego miasta. Link do Google maps Wieczór na Bangla Road &#8211; Patong Największa imprezownia na wyspie. Idealne miejsce jeżeli chcesz się odstresować. Nie jest istotna forma i pora dnia. Bangla jest otwarta 24h na dobę i chyba najbardziej podsumowuje to co ludzie mają na myśli, gdy mówią o imprezach w Tajlandii. Link do Google maps Punkt widokowy na południu wyspy: Prompthep Najbardziej wysunięty na południe punkt Phuket. Przyjemne miejsce na niedzielny spacer, aczkolwiek zwykle bardzo zatłoczone. Plusem tego miejsca jest możliwość wejścia na cypel, z którego można oglądać jachty czy po prostu naturalna stronę wyspy. Nie wielu ludzi się tam wybiera, bo przy Tajskiej pogodzie te paręset metrów może być dość męczące. Właśnie dlatego warto też tam zejść. Link do Google maps Nie wspomniałam tutaj jeszcze o takich atrakcjach jak Np. Występ ladyboyów, którzy próbują śpiewać i tańczyć na dużej scenie. Atrakcja dość nietypowa, ale czy warto? Sami musicie sobie odpowiedzieć. Z atrakcji trochę bardziej ekstremalnych to znajdziecie tutaj np. Park linowy i zjazd na tyrolce w południowej części wyspy, wake park, czy latanie na spadochronie przyczepionym lina do motorówki (środki bezpieczeństwa są w najlepszym razie minimalne). To tyle z atrakcji na lądzie, które zdecydowanie mogę Wam polecić. Jednak wybierając się na Phuket, pomyślcie również o wycieczkach związanych ze zwiedzaniem pobliskich wysp. W każdej części Phuket bez problemu można trafić na stoiska z wycieczkami jak nurkowanie, snorkelling czy island hopping i moim zdaniem totalnie warto spróbować większości z tych atrakcji (Odpuściłabym tylko Bond Island). Oprócz tego, jeżeli marzy wam się nurkowanie z rekinami i żółwiami, ale nigdy nie nurkowaliście i nie do końca mówicie po angielsku, to tu ważna informacja- jest Polska baza nurkowa na wyspie! Nie jestem w stanie ocenić ich profesjonalizmu, bo nie byliśmy na żadnym nurkowaniu z nimi, ale warto możecie ich odwiedzić tutaj. To chyba tyle jeśli chodzi o krotką listę rzeczy do zrobienia/zobaczenia na Phuket. Mogłabym godzinami wymieniać rzeczy której jeszcze warto, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy mają parę miesięcy na tą wyspę. A jakie jest Wasze ulubione miejsce na Phuket?</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/">Co zobaczyć/zrobić na Phuket?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/tajlandia/co-zobaczyc-zrobic-na-phuket/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>5</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2447</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Fotografia w podróży &#8211; jak robić lepsze zdjęcia?</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Wróbel]]></dc:creator>
		<pubDate>Sun, 17 Feb 2019 05:23:06 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[Fotografia]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2384</guid>

					<description><![CDATA[<p>Fotografia w podróży to mega ważny temat. Fajnie jest zwiedzać coraz to nowe miejsca, ale jeszcze lepiej jest jak możecie przywieźć z tych wojaży niesamowitą pamiątkę w postaci dobrych fot. Dlatego właśnie powstał ten wpis i film: dla początkujących, którzy nie bardzo wiedzą jak się odnaleźć w gąszczu informacji. Zacznijmy od tego, że mała reklama, właśnie odpalam nowy kanał na YT i pierwszy wrzucony przeze mnie film jest o fotografii w podróży.Tu link: I fakt, że podsyłam Wam link do YouTuba nie jest bez znaczenia. Właśnie tam znalazłem większość informacji które spowodowały, że moje zdjęcia zaczęły być coraz lepsze. Mam parę książek o fotografii, ale żadnej takiej, którą mógłbym wskazać palcem i powiedzieć: o ta, ta Wam pomoże. Większość jest, albo bardzo techniczna, albo autor zaczyna opowiadać o tym jak poznał żonę, która jest jego muzą i trzeba przebrnąć przez 30 stron bełkotu, żeby dotrzeć do konkretów. Inaczej z YouTube&#8217;m. Można zawsze zrezygnować, przeskoczyć w inne miejsce etc. Bardzo dużo dobrych materiałów jest po angielsku, ale po Polsku też coś się znajdzie. Do wszystkich kanałów linki na dole wpisu. W filmie też o tym mówiłem, ale moim zdaniem najlepsza technika rozwijania zdolności fotograficznych wygląda następująco: Opanowujesz podstawy: ISO, migawka, przysłona. Jak kadrować, jak korzystać ze światła i trybów półautomatycznych w aparacie (A, S, P). Podstawy obróbki w LightRoomie, CaptureOne, albo Darktable (ten ostatni jest darmowy). Wybierasz sobie jakąś technikę, która Cię fascynuje (zdjęcia nocne, makro, długa ekspozycja), oglądasz na Youtube 3 filmy na dany temat, robiąc notatki i wychodzisz robić zdjęcia. Wracasz, obrabiasz, podsumowujesz co się nie udało,generalnie powrót do punktu 2. I to już. Fotografia podróżnicza jest jak totalnie wszystko: żeby stać się w tym dobrym trzeba powtarzać pewne czynności 1000 razy, za każdym razem robiąc to troszkę lepiej. To tylko i aż tyle. Przydatne kanały na YT, które warto obserwować: Po Polsku: Jakub Kazimierczyk (wizjoner Olympusa, ma parę fajnych materiałów na YT) Kanał FotoBłysk Po Angielsku: DPReview (Sprzęt, recenzje, nowości) James Popsys (Absolutnie mój numer 1 ostatnio, świetny fotograf, ambasador Panasonica i człowiek o dziwacznym poczuciu humoru) Jamie Windsor (piękne filmy i głębokie rozkminy na temat fotografii) Mango Street (szybkie tutoriale fotograficzne i dot. LR) The Art of Photography Alyn Wallace Andy Mumford Apalapse Nigel Danson Evan Ranft To chyba tyle. Jeśli macie jakieś ciekawe strony/kanały, które poruszają temat jakim jest fotografia w podróży to podrzućcie w komentarzach.</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/">Fotografia w podróży &#8211; jak robić lepsze zdjęcia?</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/porady/fotografia-w-podrozy-jak-robic-lepsze-zdjecia/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2384</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Ciekawostki o Australii</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Feb 2019 13:30:29 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Australia]]></category>
		<category><![CDATA[Z dystansem do podróży]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2364</guid>

					<description><![CDATA[<p>Wszystkie ciekawostki o Australii (przeze mnie roboczo nazywane &#8222;Co w jednym kraju na talerzu, to w innym w kiblu.&#8221;), które tutaj opisuję doświadczaliśmy, bądź mieliśmy okazje zaobserwować. Postaram się uniknąć suchych faktów typu: populacja Australii jest PRAWIE dwa razy mniejsza niż w Polsce, czy „w Australii żyje 60 gatunków kangurów”- takie informacje bez problemu znajdziecie w Wikipedii ;). Ciekawostki „co tam, jak tam” w Australii: 1. Korzystając z publicznych toalet, warto najpierw spuścić wodę, gdyż może COŚ wam wypaść ze spłuczki do ubikacji. Ja na szczęście trafiłam na żaby, ale bywa i tak, że możecie znaleźć węża. Należy być szczególnie ostrożnym na outbacku. 2. Różnice temperatur na outbacku między dniem, a nocą są olbrzymie. Zimą w ciągu dnia temperatura osiąga ok. 30 stopni, za to nocą spada nawet do 2! 3. Każdy stan w Australii ma inne przepisy odnośnie serwowania alkoholu w pubach. Oczywiście jak chcesz pracować w barze, to musisz wcześniej uzyskać certyfikat (RSA) pozwalający ci na „świadome wydawanie alkoholu”. Zdawanie certyfikatu wiąże się z siedzeniem przed komputerem naście godzin i odpowiadaniu na pytania typu: &#8222;Czy można sprzedawać wódkę dziecku jeśli twierdzi, że to dla taty&#8221;. 4. W zależności od stanu, za to samo wykroczenie mandat będzie innej wysokości- zwykle najmniej zapłacicie w QLD, za to najwięcej w NSW.5. Jazda po alkoholu nie jest wykroczeniem, pod warunkiem, że masz mniej niż 0,5 promila w wydychanym powietrzu. 6. Mieszkańcy Północnej Australii starają się nie zostawiać swoich pupili na dworze na noc. Wbrew pozorom nie dlatego, że mogłyby zostać zjedzone przez krokodyle (choć to też się zdarza), a z powodu trujących żab. 7. Weekendowe grillowanie w Australii jest narodowym sportem na równi z footballem. 8. Australijskie (te nie najnowsze) domy, jakościowo przypominają domki dla lalek- w obu przypadkach tylko przez chwile spełniają swoją funkcje, a później coś z nich odpada. 9. Historie o nielimitowanym internecie można porównać do tzw. Złotego pociągu- wszyscy słyszeli, ale nikt nie widział. 10. Australijskie steaki = niebo w gębie! W żadnym odwiedzonym przeze mnie kraju nie jadłam tak dobrej wołowiny. 11. Chodzenie bez obuwia, w miejscach oddalonych od plaży o 1000km, jest całkowicie normalne. Jest też to na tyle popularne, że w niektórych restauracjach można zauważyć znak „ zakaz chodzenia bez butów”. 12. Wizyta u lekarza pierwszego kontaktu kosztuje tyle, ile bilet z Bali do Cairns dla 2 osób. 13. Najpopularniejszym daniem australijskim, które można dostać dosłownie wszędzie, jest steak z puree z ziemniaków i dyni, z kawałkiem kolby kukurydzy. Kukurydza ma chyba spełniać formę sałatki. 14. Obcokrajowca na outbacku można rozpoznać po tym, że jest czysty (hihi). 15. Każdy szanujący się Australijczyk w samo południe jest na lunchu. 16. Jednym z najbardziej dochodowych zawodów dla kobiet jest pielęgniarstwo. Więcej: spotkaliśmy bardzo dużo osób, które ze względu na dochodowość tego zawodu w ostatnich latach się przebranżowiły. 17. Większość australijskich ptaków nie potrafi śpiewać- wydają zwykle dźwięki przypominające charkanie żula. 18. Najpopularniejszym daniem wigilijnym jest pieczony indyk i krewetki. 19. Miasto Brisbane wielkościowo jest tak rozległe jak całe woj. Mazowieckie. 20. W każdym większym mieście jest miejsce, gdzie obok siebie można znaleźć odkryte baseny (nazywane pieszczotliwie przez Aussie: &#8222;Pee-pool&#8221;), brodziki, place zabaw, grille, boiska do siatkówki, które są za darmo i czynne niemalże cały rok. To chyba wszystkie ciekawostki o Australii ode mnie póki co. Jak mieliście okazje zaobserwować coś nietypowego dla Polaka w Australii, to śmiało piszcie! Ciekawa jestem co zwróciło waszą uwagę w tym kraju.Cheers</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/">Ciekawostki o Australii</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/australia/ciekawostki-o-australii/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2364</post-id>	</item>
		<item>
		<title>Boracay &#8211; Filipiny po raz pierwszy</title>
		<link>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/</link>
					<comments>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/#respond</comments>
		
		<dc:creator><![CDATA[Sylwia Kempa]]></dc:creator>
		<pubDate>Thu, 14 Feb 2019 11:57:53 +0000</pubDate>
				<category><![CDATA[Filipiny]]></category>
		<category><![CDATA[PODRÓŻE 2018]]></category>
		<guid isPermaLink="false">http://wanderingsparrows.pl/?p=2356</guid>

					<description><![CDATA[<p>Nasza wyprawa na Boracay zaczęła się jak większość naszych wyjazdów: przez kompletny przypadek. Musieliśmy opuścić Indonezję, bo kończyła się nam nasza 30 dniowa wiza. Otworzyliśmy wielkie koło losujące kierunki lotów (skyscanner, kategoria &#8222;najtańsze loty z Bali&#8221;) i wypadły nam Filipiny. Poczytaliśmy i zdecydowaliśmy się zobaczyć najpierw Boracay. Po 22. godzinnej podróży, zahaczając o Singapur, wylądowaliśmy na Filipinach, w dziurze zwanej Kalibo! Cieszyliśmy się jak Pan żul otwierający nowe, i to z tej wyższej półki, piwerko. Sam widok lotniska już nas rozbawił! Pamiętacie może, jak wyglądało Wrocławskie lotnisko tak z 15 lat temu (pewnie nie, więc mała podpowiedź: hangar)? Wielkością to w Kalibo, jest bardzo podobne tylko cała procedura przechodzenia przez bramki była trochę bardziej skomplikowana niż na jakimkolwiek lotnisku w Europie. Zaczęło się od wypełniania wniosków wizowych. Pierwsze 40 osób, które zmieściły się w głównym holu lotniska wypełniało w pośpiechu karteczki, przekazując długopis dalej, żeby Ci co jeszcze czekają na płycie lotniska mogli już wypełnić wnioski. Później szybki bieg do kolejki, i ustawianie się przed żółtą linią, zgodnie z zaleceniem celników (dam tu znak zapytania, bo ciężko określić czy to byli faktycznie urzędnicy, czy może jednak kierowcy ciężarówek w przerwie od pracy). I baaaachhh wleciała pieczątka! Jeszcze tylko prześwietlenie bagażu niedziałającą maszyną i jesteśmy wolni. Pewnym krokiem wychodzimy z lotniska do NAJBLIŻSZEGO i jak się później okazało jedynego, bankomatu w tej okolicy i próbujemy wyciągnąć kasę. I mamy problem! Bankomat dosłownie z obrzydzeniem zwraca nam karty informując, żebyśmy udali się do swojego banku. Ciekawe. Po jeszcze kilku próbach udaje się Wroblowi wyciągnąć kilka groszy i pełni nadziei ruszamy złapać transport do portu z którego wreszcie popłyniemy na Boracay. I tu nasze zdziwienie. W momencie kiedy tak dzielnie walczyliśmy z bankomatem, wszystkie busy, trycykle i autokary zdążyły odjechać. Pytamy przypadkowych kierowców, czy zabiorą nas do portu. Ci jednak odmawiają, bo nie chce im się jechać tylko z dwójką pasażerów i wolą poczekać na kolejny samolot. Wtedy zabrać pełny bus. Boleśnie logiczne. No, chyba, że zapłacimy za wynajem całego busa to wtedy nas mogą wziąć. Zapytaliśmy kiedy będzie kolejny samolot, a w pełni wyluzowany gościu odpowiada: I’m not sure&#8230; maybe 2 or 3 hours. No to czekamy. Samolot odwołany. Nie wiadomo czy jakiś dziś jeszcze będzie. Na lotnisku brak informacji ani jakichkolwiek tablicy, żeby chociaż spróbować się czegoś dowiedzieć. Z przerażeniem patrzymy jak część kierowców zaczyna powoli się zbierać do domu. Słońce zachodzi, a przed nami maluje się wizja nocy na parkingu lub wynajmu całego busa. Nagle zjawiają się dwie dziewczyny, które też chcą dojechać do portu. Dobijamy targu z kierowcą na &#8222;jedynie&#8221; podwójną stawkę i ruszamy w kierunku Boracay! W porcie zostaliśmy zbombardowani ilością karteczek. Ta różowa to od opłat portowych, niebieska to za bagaż, a żółta to podatek, no i jest jeszcze zielona za to że jesteśmy turystami, no i oczywiście biała. Biała to bilet na prom. Biała karteczka ma też kod do zeskanowania przy wejściu na nadbrzeże. Niestety czytnik nie działa. Jest jednak specjalna pani od obracania bramką. Nie pojęłam tego systemu. Ważne, że jesteśmy coraz bliżej celu. Wsiadamy do czegoś, co jest pół katamaranem i pół tramwajem wodnym i po 15 minutach, jesteśmy. Jeszcze tylko małe pertraktacje z kierowcą Tuk-tuka, w których pomagają nam dziewczyny z busa i kierujemy się bezpośrednio do hotelu. Późny wieczór już, więc meldunek, szama i spać! Od rana zaczynamy zwiedzanie wyspy. Od razu można zauważyć podział na wschodnią i zachodnią część. Wschodnia (w tej mieszkaliśmy) wietrzniejsza część, kitesurferska. Roi się tu od szkółek kite-owych i instruktorów, którzy totalnie wymiatają na wodzie, natomiast plaże są puste, pewnie przez to, że dość brudne i wąskie. Zachodnia, która przed wejściem na plaże przypominała Krupówki. Mnóstwo stoisk z pamiątkami, koszulkami, dziwnie przebrany gościu, z którym można zrobić sobie zdjęcie i pełno knajp. Nie do końca mój klimat. Plusem tej części wyspy zdecydowanie była plaża! Nie wiem czy kiedykolwiek, byłam na plaży z tak miękkim, puszystym?, białym piaskiem! No i kolor wody, jak z photoshopa &#8211; stojąc na brzegu widzisz rafę! Coś pięknego. Do tego jeszcze biało-niebieskie katamarany stwarzały klimat jak z pocztówki. Zdecydowanie warto pojechać, na północną część wyspy, na Puka Beach, gdzie jest (jeszcze) trochę mniej hoteli, więcej lokalsów, no i całkiem przyjemny widok na Caraboa- wyspę, na która nie mam pojęcia jak się dostać. Przez 3 dni zwiedzamy wyspę, nurkujemy, robimy zdjęcia i przedzieramy się przez tłumy turystów. Czy jakbym mogła, to pojechałabym jeszcze raz na Boracay? Raczej nie. Co nie znaczy, że jej nie polecam, bo wyspa jest piękna, natomiast są tam mocno wygórowane ceny oraz ilość turystów na m2. Po za tym jest tak wiele mniejszych i większych wysp dookoła, które chciałabym odwiedzić. Niestety Boracay nie skradła mi serca. Natomiast Tablas, Tablas, już tak. Praktycznie: z Kalibo do portu jedzie się ok 2h + 20 min promem prosto na Boracay. Koszt dojazdu z lotniska w Kalibo do portu i prom to między 200 a 600 peso. Dość duży rozrzut, my zapłaciliśmy 250/os. W tym cena biletu za prom (30 peso) +100 peso/ osopłaty portowej + 150 peso/2 os za trycykl z portu na Boracay do hotelu. Podsumowując: 850 peso/2os. Wizy na Filipiny są w formie pieczątki na wjeździe ważne 30 dni (Visa on arrival).</p>
<p>Artykuł <a href="https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/">Boracay &#8211; Filipiny po raz pierwszy</a> pochodzi z serwisu <a href="https://wanderingsparrows.pl">Wandering Sparrows</a>.</p>
]]></description>
		
					<wfw:commentRss>https://wanderingsparrows.pl/miejsca/azja/filipiny/boracay-filipiny-po-raz-pierwszy/feed/</wfw:commentRss>
			<slash:comments>0</slash:comments>
		
		
		<post-id xmlns="com-wordpress:feed-additions:1">2356</post-id>	</item>
	</channel>
</rss>
